Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 492
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Tę II wojnę ja stosuję umownie i zawężam do alianckiego lotnictwa. Tu oficjalne nazwy są, jak najbardziej, realne. Pojawiają się w zasadzie na poziomie Air Ministry i Wright Field. Poniżej, owszem, nie tak trudno o odstępstwa, ale to są właśnie odstępstwa, nie oficjalne nazwy.
  2. Ależ nie! Tego nie w żadnym razie ma tam nie być! Wtedy powstałby przekaz z którym fundamentalnie się nie zgadzam. Sky type S miał jedną oficjalną nazwę. Ale towarzyszyła mu spora grupka nazw mniej lub bardziej nieoficjalnych. Odcienie, tak, ale to już zupełnie inna puszka Pandory :). Swoją drogą w rozmowach o kolorach z tych czasów łatwo jest namieszać. Dlatego np. zawsze staram się świadomie używać nazw pisanych wielką i małą literą. Nie będę karał, ale wszystkich zachęcam ;).
  3. Piszesz o sytuacji, gdzie wspomnianej towarzyszącej historii nie udało się prześledzić. Drugowojenna biurokracja naprodukowała nieprawdopodobne ilości korespondencji i instrukcji o bardzo różnym znaczeniu dla rzeczywistych efektów. W większości nie mających nic wspólnego z oficjalnym rozkazem, dla warsztatów polowych, czy umową z wytwórcą. Te, ogólnie mówiąc, okólniki często zawierają błędne określenia, stosowane środowiskowo, albo po prostu mylnie. Twojej instrukcji nie znam, ale bardzo dobrym przykładem będzie tu przytoczony wcześniej artykuł Ratajczaka o Sky type S. Autor prezentuje w nim strony z dokumentów z datami i numerami, jak się patrzy! Na ich podstawie wyciąga wnioski, które są zupełnie zgodne z przedstawionym materiałem źródłowym. Dokumenty z epoki, już tak jest, robią wrażenie na czytelniku i tezy artykułu powszechnie uznaje się za uzasadnione. Niestety Rato nie wychodzi poza treść tych paru zamieszczonych stron. Ta ze Sky Blue to część okólnika dotyczącego rejonu australijskiego i w żadnym razie nie ma charakteru oficjalnego rozkazu. Przenoszenie tego na ETO zupełnie nie ma sensu, a ten Sky Blue w zasadzie na pewno jest jednostkowym, lokalnym, albo niedbałym określeniem Sky type S. Dość podobny problem mamy z Duck Egg Blue (nie pamiętam, może green :). Na podstawie źródła Rato ustala zastosowanie dwóch różnych kolorów: Duck Egg cośtam i Sky type S. Jednak szersza analiza dostępnych dokumentów jednoznacznie wskazuje, że to są dwie nazwy tej samej barwy i tylko jedna z nich jest oficjalna. Mając w ręku jakiś dokument nadal możemy być w sytuacji, że chcąc być racjonalnym, musimy stwierdzić, że wciąż nie wiemy. I znów pozostaje odwołanie się do potwierdzonych danych, na ogół regulaminu i decyzja w jakim stopniu nowe informacje, których nie umiemy zinterpretować potwierdzają odstępstwo. I w jakim stopniu pozwalają stwierdzić jak to odstępstwo wyglądało. Gdy mówimy o historii, postawienie wyraźnej granicy między tym co wiadomo, a tym co nie, jest kwestią zasadniczą. Gdy ta granica jest jednoznacznie określona, to wtedy, o ile się ma taką potrzebę, spokojnie można sobie gdybać, aż krowy wrócą do domu.
  4. To prawda, ale rzecz dotyczy każdego samolotu z drugiej wojny (ta pojawia się tu tylko dlatego, że akurat o niej jest gadka), z Donaldami Zumbacha włącznie. Nikt nie wie, czy na nieznanej powierzchni aeroplanu nie napisano czasem czerwoną farbą Szczęśliwego nowego roku 1873. Tylko problem z nieogarnialnym chaosem towarzyszącym wojennej rzeczywistości polega na tym, że mimo, iż nikt raczej nie będzie dyskutował z jego istnieniem, to nie ma on żadnej mocy dowodzącej czegokolwiek. Może jedynie posłużyć za wyjaśnienie przyczyn powstania anomalii, poznanej dzięki innemu materiałowi dowodowemu. Oczywiście wszelkie teorie o odpuszczaniu regulaminu, bo samolot musi przede wszystkim latać, albo musi przede wszystkim być wyprodukowany i w związku z tym pojawiają się nieregulaminowe elementy wykończenia nie są bezzasadne. Tylko, że w sytuacjach, gdzie udaje się prześledzić historię towarzyszą tym odstępstwom okazuje się niemal zawsze, że u podstaw leżą zupełnie formalne uzgodnienia, i że przemysł produkcyjny, nawet w czasie wojny wymaga biurokratycznej organizacji. Proporcjonalnie, owszem, ale warsztaty polowe również. Dość popularne wśród modelarzy stwierdzenie w stylu: malowali tym co było pod ręką mocno odbiega od rzeczywistości. Czy mogło się zdarzyć? Mogło. Czy zdarzało się? Pewnie tak. Ale konkretnego, udokumentowanego przypadku nie kojarzę. To wszystko warto wg mnie wziąć pod uwagę gdy zastanawiamy się nad wykonaniem modelu. Jasne, to autor podejmuje decyzję i zrobi jak uważa najwłaściwiej. Co prawda stoi niby przed nierozwiązywalnym dylematem, bo nie wie jak było, a prawdopodobieństwa nie policzy. A prawdopodobieństwo rozumiane kolokwialnie jest zwodnicze. Kłopot, ale spokojnie można przetestować swoje przekonanie. Wystarczy wyobrazić sobie, że rozmawia się z Dżinem, który wie jak wyglądał pierwowzór i zdradzi nam to, ale musimy postawić stówę na wersję, którą uważamy za właściwą. Jeżeli się pomylimy, stówa przepada jak w studni. Na koniec retoryczne pytanie (bo kozaczenie w sieci nie jest czymś nieznanym światu): kto położyłby stówkę, że litery w takim Hurricane były czerwone? Albo nawet w ogóle nieregulaminowe?
  5. Szary pas malowany był w kolorze Sky type S. Na zdjęciach robi wrażenie prawidłowej barwy, także w sumie nie wiem, bo mnie cieżko byłoby ten kolor nazwać szarością ;). Układ plam kamuflażu określony był instrukcją i realizowany przy użyciu szablonów. Instrukcja jednak nie definiowała precyzyjnie linii podziału kolorów, a tylko prezentowała ogólny rozkład. Szablony stosowane przez poszczególne wytwórnie różniły się od siebie i po samym przebiegu kamuflażu można poznać gdzie wyprodukowano samolot. O ile zna się ten przebieg , oczywiście. Twój model i pokazana wcześniej instrukcja malowania pokazują układ plam niezgodny ze standardem CBAF, gdzie produkowano wszystkie MkII. Taka sytuacja oznacza,że przemalowano cały samolot, albo wykonano miejscowe korekty. To jest okazja by odpowiednimi zabiegami malarskimi zbliżyć model do historii , co na ogół oznacza dodanie przez modelarską gawiedź, kilku listków wawrzynu do wieńca modelarskiej chwały :). Ale przydałby się jakiś materiał źródłowy. Innym wyróżnikiem jest umiejscowienie kokardy na kadłubie. Ta, w przypadku CBAF, była nieco przesunięta w stosunku do wytwórni Supermarine. Wystarczy zerknąć na dowolny Spitfire wyprodukowany w Castle Bronwich, by sprawdzić tę lokalizację.
  6. A, ok. Pytałem, bo model przedstawia taki właśnie przemalowany samolot i zaciekawiło mnie to.
  7. Nie model. Samolot - pierwowzór.
  8. Ten egzemplarz był przemalowany?
  9. greatgonzo

    Wybór i problem.

    Przepraszam Cię. Wyszedł mi niefortunny skrót myślowy. Forma postu przypominała klasyczny przypadek z dziewczyną, którą oczywiście mamy, ale nikt jej nie widział bo chodzi do innej szkoły. ... W Kanadzie. Nic wspólnego z Tobą, ale faktycznie napisało mi się tak, że spokojnie można się przyczepić. Nie wiem co oznaczają te cyferki, ale Infinity to dobry aerograf. Jednak tak mała dysza nie lubi się z farbami stosowanymi w modelarstwie. Zamiast oczekiwanej hiper precyzji, raczej pojawi się stres.
  10. greatgonzo

    Wybór i problem.

    Z fanfarami poczekałbym jednak na pierwsze pryskania. Nie, żebym spodziewał się czegoś złego, ale to tak z zasady. Po prostu czasem zdarza się, że sprzęt, nawet powszechnie uznany za znakomity, i użytkownik się nie spasują. I dotyczy to nie tylko aerografów. Modelarze w ogóle mają tendencje do fetyszyzowania aero. Np. na taki odkurz, oprócz wspomnianych czynników, składa się jeszcze parę rzeczy. Głównie jakość farby, gdzie przez farbę rozumiemy wszystkie składowe tego co wlewamy do zbiorniczka, kąt prowadzenia sprzętu, odległość od malowanej powierzchni, stopień odciągnięcia iglicy, czy nawet taki niuans, jak kolejność nakładania kolorów. Ogarnięcie tego składa się na skill operatora - problem stały i niezależny od jakości aerografu. Same porównania sprzętu bywają naznaczone błędem, gdy porównuje się sprzęty o różnych parametrach, np aerograf z dyszą 0,15 z takim wyposażonym w 0,3. Nie znaczy to, że wszystkie testy, czy porównania są złe, ale warto zwrócić uwagę, czy noszą znamiona rzetelności. I to nie musi być oczywiste, bo we wszystkich chyba dziedzinach, przyjęło się, że prezentowane w profesjonalnych periodykach testy z założenia odchodzą od wymierności. Przedstawia się opinie oparte na wrażeniach, bo inaczej tekst zwyczajnie byłby nieatrakcyjny. Jest to tak powszechne, że wydaje się być oczywiste i naturalne. I warto uważać na terminologię, bo choćby ten wspomniany odkurz, czy mgiełka mogą oznaczać coś całkiem różnego, zależnie od tego kto wypowiada te słowa. Spotkałem się z różnymi znaczeniami słowa mgiełka, ale tu nawet nie umiałem określić co autor ma na myśli :). Powodzenia i radości z nowego aerografu uprzejmie życzę. Koledze z Infinity, o ile istnieje, też. Choć z dyszą 0,15 wróżę raczej problemy.
  11. Nie przywiązywałbym się szczególnie do tego tekstu. Nie jest szczególnie nowy. Wnioski nie uwzględniają kontekstu źródeł i interpretacja bywa wątpliwa, albo wręcz błędna. I choć historia Sky type S na operacyjnych samolotach RAF rzeczywiście nie jest zupełnie oczywista, to niekoniecznie aż tak.
  12. No proszę, trzydzieści zyli, a jakby całe życie... :).
  13. Też mam problem z czasem. Nie wiem, czy mam go dość, by się przyzwyczaić, szczególnie ze względu na powyższe stwierdzenie.
  14. Dlaczego?
  15. To raczej niewielkie zagrożenie. Szczególnie przy pomalowanych krawędziach. Tam zwyczajnie ciężko jest zajrzeć. Malowanie od wewnątrz z kolei podkreśla pancerną grubość oszklenia. Ja się nie zdecydowałem nawet przy vacu. Czyli pick your poison, proszę pana.
  16. Spersonalizowany w ten sposób komplement niesie ze sobą sporą dozę ryzyka ;).
  17. Tu go widać, to ten z drutami.: A powinien być takie pudełko z przełącznikami do VHF, Internet mi przymula i zdjęcie nie chce się załadować. Ale jak robiłeś jakiegoś Mustanga to na bank był taki na sterburcie. Ewentualnie wrzucę później, choć jak sądzę, ktoś inny zrobi to wcześniej.
  18. Te trzy okrągłe z prawej strony przed dźwignią od podwozia to mają być zapasowe żarówki do celownika. Raczej nie zamalowane na zielono :). I masz niedobry sterownik radia pod wiatrochronem z lewej. Do HF by pasował. Nie ma wersji do VHF?
  19. Z podziękowaniem :).
  20. Nominalnych, czyli zaniżonych w stosunku do ciśnienia roboczego, prawda? Czy to się przełoży na widoczne ugięcie? W wyścigówkach ta różnica jest rzędu 30% (bardzo luźno licząc), a ugięcie jest wprawdzie totalnie odczuwalne, ale gołym okiem w zasadzie niewidoczne. Fakt, że robi tu też kształt opony, bo ja pisząc o wyścigówkach odruchowo mam na myśli moto.
  21. A co z kwestią wzrostu ciśnienia w oponie na wysokościach, ze względu na niższe ciśnienie otoczenia? Myślałem, że rozwiązuje się to zaniżając ciśnienie bazowe, jak to się robi np. w pojazdach wyścigowych. Czy też po prostu ten problem jest pomijalny? Bo np. drugowojenne samoloty prezentują wyraźne ugięcia ogumienia, nawet bez pełnego ładunku.
  22. Mnie się zawsze wydawało, że to jest legenda. Ale może... .
  23. Zasadniczo przyzwyczaj się, że należy dobierać ustawienia gęstość farby/ciśnienie/operator w zależności od wykonywanych działań. Przyjazne farby i dobry aerograf nie oznaczają, że problemy nie mogą się pojawić. Szczególnie precyzyjne pryskania na niskim ciśnieniu i na minimalnych otwarciach sprzyjają osadzaniu się zaschniętej farby na dyszy. Lepsze farby to ograniczą, ale niekoniecznie wyeliminują. To też nie musi być jakaś wielgaśna broda, ale np. zauważalny spadek kontroli nad malowaniem. Wtedy często wystarczy przedmuchać aerograf pełnym otwarciem, co jakiś czas. Wielu doświadczonych malarzy nie zwraca uwagi na takie rzeczy i pomija je w wypowiedziach, jako oczywistości. A początkujący drapią się w głowę, bo przeczytali, że z tym aero i z tą farbą nie ma żadnych problemów, a u nich nie leci.
  24. Ha, złota myśl. I już abstra:bip:ąc od tego wątku: praktyka, gdy autor buduje model i dopiero w trakcie prac zastanawia się nad malowaniem jest powszechna. Z jednej strony to bez sensu. Ale z drugiej, dla kogoś, kto przykłada wagę do rzeczywistych samolotów jest to dość czytelny sygnał o tym, jaki stosunek ma autor do odzwierciedlania rzeczywistości i sensu przedstawiania informacji. Co prawda taki autor często też dopytuje się o tę rzeczywistość, co w sumie stanowi interesujący dysonans.
  25. Bez przesady. Generalnie normalne jest, że podrzucamy informacje zakładając, że nasz autorytet wystarczy, bo często tak jest. Gdyby trzeba było za każdym razem serwować źródła, to komu by się chciało? Ale ten autorytet to nie jest żaden argument i pytanie o źródła jest zawsze zasadne. Gdy padnie, nie pozostaje nic, jak tylko je podać. Marek podał i wszystko jest wg mnie si. Jeśli przy okazji ktoś, komuś na odcisk, to ja już nie wnikam.... .
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.