HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 438 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Napisałem "może być". Robisz testowy, pokazowy model. Zostałeś w pewnym sensie wybrany i nobilitowany przez producenta. W tej sytuacji człowiek raczej ma tendencje do podkreślenia zalet i przemilczania wad testowanego produktu. Szczególnie jeśli zalety przeważają nad wadami. Ja bym tak miał. To normalne. Poza tym jak mówiłem, to były testowe wypraski (tak myślę). Więc nawet jak widzę jakieś mankamenty, to mogę je uznać za wady prototypu i o nich nie wspominać w opisie. To też normalne. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Nie napisał o wadach bo ich nie znalazł, czy mu pisać nie wypadało? Nie mogę tego wiedzieć.
-
Znam oczywiście i śledzę Jednak chodzi mi o coś nieco innego. O "rzetelną" recenzję zestawu. Jakość odlewu, tworzywa, kalek itp. Merytoryka. Plusy i minusy. Kiedyś, jak wychodził nowy model to zaraz było kilka inboxów. Lepszych, gorszych ale były. Dziś wygląda na to, że dopóki KFS nie zrobi, to nic nie ma
-
Dzięki. Chodziło mi właśnie o taką bardziej "ekspercką" recenzję.
-
Tak, ale: 1. To są testowe wypraski 2. Autor może być w tym wypadku nieco nieobiektywny.
-
C8 bardzo dobry. Hataka może być, ale trzeba kłaść delikatnie. Tamiya chrome silver - do śmieci. Wg mnie nie nadaje się w ogóle do 1/72. Polerowanie papierem i lakierowanie srebrzanki, żeby dobrze wyglądała? Po co, jak można położyć coś raz a dobrze.
-
Czy ktoś wie gdzie można znaleźć recenzję tego modelu (P-11 z IBG)? Ale polską, bo z oczywistych względów zagraniczni recenzenci mają o tym samolocie dość ograniczoną wiedzę. Jest w sumie zdumiewające, że tak wyczekiwany model nie doczekał się nawet byle inboksa parę tygodni po premierze. Ale może ja nie potrafię znaleźć.
-
Solo, nie masz większych problemów? Zapytałeś i dostałeś odpowiedź. Którą natychmiast zacząłeś kwestionować i wchodzić w jakieś bzdurne dywagacje "co by było gdyby było". Napisz do Iwaty zapytanie po kiego grzyba grawerują na obudowie i że to bez sensu. EOT
-
Odsyłasz nie do Japonii a do dystrybutora. Sama Iwata daje 5 lat gwarancji a niektózy dystrybutorzy dokładają kolejne 5 (np. w UK). Jak nie masz dowodu zakupu, to albo ci uznają albo nie. Rozmawiamy o jakichś teoretycznych scenariuszach. Ta wieloletnia gwarancja obejmuje wady ukryte a nie normalne zużycie, lub uszkodzenia spowodowane niewłaściwym użytkowaniem. Jak Ci nagle zacznie gdzieś pękać na lutowaniu , a nie będzie śladów upuszczenia z 1-go piętra to zapewne ci uznają i nie będą robić scen ani domagać się dowodu zakupu. Ale nie o tym rozmawiamy. Wystarczy?
-
To gwarancja producenta a nie sprzedawcy. Odsyłasz do Iwaty a oni (np na podstawie wygrawerowanego symbolu serii) orientują się, kiedy mniej więcej wyprodukowano egzemplarz.
-
Iwata oferuje 10-letnią gwarancję. W przypadku jakiejś ukrytej wady dobrze byłoby znać partię/serię produkcyjną. Nie sposób liczyć na to, że kliet zachowa opakowanie, rachunek czy co tam. Zresztą Olympus czy H&S grawerował numer seryjny na korpusie. W ten sposób każdy egzemplarz był inny co całkowicie dewastuje Twój argument.
-
Ale takie dwuliterowe oznaczenia to mają chyba wszystkie Iwaty. To zdaje się oznaczenie serii.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Żadne podróbki! To były oryginalne włoskie farby pod wieloma względami lepsze od Humbroli. Np przechowywały się dłużej bez zasychania. Co było bolączką angielskich farb. Miałem kilka z nich i malowało mi się lepiej niż Humbrolami. I nadal można je kupić! Co prawda tylko we Włoszech, ale od czego eBay. -
Aha. No piasek, to drobny (bardzo drobny) śrut ołowiany kupiony kiedyć na stoisku na Telford. Naprawdę ma drobiny wielkości ziarnek piasku. Trzeba uważać przy dozowaniu, bo jak się rozsypie to... Za to daje się nim wypełnić wszelkie zakamarki jak trzeba. Zwykle do przestrzeni sypię ołów i zalewam białym klejem albo odwrotnie. W pierwszym przypadku ołów lepiej wypełnia przestrzeń i daje większą masę, w drugim mniejsze ryzyko wysypania tego co już się nałożyło.
-
Ja często ten paradoks widzę u siebie. Siedzę godzinami nad jakimiś detalami wnętrza, stresuję się krzywo wklejoną dźwignią itp. Chociaz będzie to niedostrzegalne. A potem nie zadbam o to, aby obejrzeć każdą spoinę przed malowaniem i poprawić niedokładności które będą biły po oczach. Mimo, iż w porównaniu z detalowaniem kabiny to żadna robota. Na czym polega różnica? Wydaje mi się, że przy detalowaniu każdy nowy szczegół daje wrażenie postępu. A kolejne szlifowanie, szpachlowanie i podmalowywanie jawi się jako czynność spowalniająca prace.
-
Górna nie miała żadnego szkieletu więc ok. Za to dolna miała jedynie okienko dla peryskopu, reszta nieprzeźroczysta. Jak na czwarty i dość trudny model to nie jest źle. Preshading wyszedł całkiem fajnie. Ale wg mnie, to kolega Usul nadal, co typowe dla początkujących (i nie tylko) modelarzy, zbytnio się śpieszy żeby zobaczyć efekt pracy. W efekcie jest sporo niedoróbek, które wynikają nie z braku umiejętności ale pośpiechu właśnie. Taki najbardziej typowy błąd to brak dokładnych (!) oględzin modelu po szpachlowaniu i podkładzie. Najlepiej z użyciem lupy. Wyłapuje się zwykle wtedy całą masę drobnych, prawie niewidocznych gołym okiem niedokładności. Można je wtedy łatwo i bezboleśnie poprawić. Po pomalowaniu często stają się widoczne a nawet rażące. Tutaj mamy przykład przy reflektorach do lądowania, które w modelu niezbyt dokładnie pasują. Bez poprawienia wyjdzie jak musi wyjść - gruba linia łączenia i wgłebienie w krawędzi natarcia. Generalnie - spory wysiłek włożony w detalowanie i z niezłym efektem. Ale w miejscach trudnych i słabo dostrzegalnych. Za to tam gdzie dobrze widać i jest łatwo dojść - trochę "po łebkach". Za szybko, za mało starannie. Chociażby ta niepomalowana dolna wieżyczka i wygięta lufa w górnej. N.b. ten "Zero" wygląda całkiem, całkiem. Na pierwszy rzut oka zrobiony dużo lepiej. Usul, wybacz krytykę, ale oceniam model, nie Ciebie. Jak już komentuję to albo mówię jak widzę albo nie mówię wcale.
-
W moim wypełniłem całą dostępną i niewidoczną przestrzeń w dziobie, tak jak Usul. Drobnym śrutem a w zasadzie piaskiem ołowianym. To okazało się zbyt mało. Wypełniłem więc przednie części gondoli silnikowych przed wnękami podwozia. Było "na styk", ale też nie wystarczyło. Wypełniłem dodatkowo małe wewnętrzne wgłębienia w imitacjach silników. Teraz model stoi na przednim kółku ale nie jest to duża stabilność.
-
Ja mam zapasowe aerografy Podobnie jak Ty. Więc na pewno bez sprzętu nie zostanę w razie czego. Na zapas mam jedynie gumowe uszczelki, gdyż nie da się ich kupić pojedynczo.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Wg. mnie, te modele można trzymać z sentymentu lub jako kolekcjonerskie, ale robienie ich w zasadzie nie ma sensu. Zrobić po "vintagowemu" trochę szkoda, a zrobić zgodnie ze współczesnymi standardami to wysiłek porównywalny do robiania modelu od podstaw. Szkoda czasu. No chyba, że ktoś akurat w takich wyzwaniach się lubuje. Reasumując, budowanie modeli z antycznych zestawów to jakby dzisiaj jeździć w trasę Fiatem 125. Ani przyjemne, ani oszczędne, za to zabytku szkoda. -
Igły? Co ty z nimi robisz, że na zapas kupujesz?
-
Są nieco, ale nie tak bardzo jak u Ciebie. Przyczyną jest zbyt "szerokie" sklejenie połówek kadłuba. Trzeba je dobrze dopasować i mocno ścisnąć przy klejeniu, aby burty ściśle przylegały do elementów wnętrza. No i oczywiście trzeba sprawdzać i pasować jeszcze przed sklejeniem kadłuba. Na tym etapie można dużo poprawić. Ja ten bład zrobiłem w "Łosiu" i przy Mitchell-u już uważałem (choć można było bardziej). Niestety doświadczenia, czyli nauki na własnych błędach nic nie zastąpi.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Niemcy i Austria są chyba jedynymi krajami, w któych zakaz publicznego umieszczania symboli nazistowskich ma charakter niemal bezwzględny. Wyjątkami są np. filmy historyczne. W Polsce też jest zakaz ale z większą liczbą wyjątków. A we Włoszech żadnego zakazu nie ma i przykładowo można sobie paradować w mundurze SS do woli. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Dlaczego wymyślacie i powtarzacie bzdury? Legislacji zakazującej symboli nazistowskich NIE MA na szczeblu unijnym. Podobnie jak zakazu obrazków "propagujących przemoc" wśród dzieci. To są tylko i wyłącznie przepisy krajowe. Co więcej w większości krajów Unii zakazu swastyk również nie ma. Za to jest w kilku krajach nieunijnych. https://en.wikipedia.org/wiki/Post–World_War_II_legality_of_Nazi_flags Airfix czy Matchbox zmieniły swoje box-arty na "nieprzemocowe" w skutek zmiany przepisów brytyjskich dotyczących ochrony dzieci. Zakazu swastyki na Wyspach nie było i nie ma. Producenci chcą sprzedawać wszędzie a nie chcą robić wersji pod okireślony rynek. To chyba jasne. Ponadto, w wielu przypadkach to nie jest nawet kwestia przepisów, tylko polityki firmy która nie chce narażać się rodzicom, różnym organizacjiom społecznym itd. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Zgadza się. W niektórych krajach (m.in. Wielkiej Brytanii) wprowadzono przepisy zabraniające propagowania przemocy wśród dzieci. Dotyczyło to także opakowań "zabawek". Firmy musiały się dostosować. Stąd m.in. boxarty z realistyczną grafiką zostały u wielu producentów zastąpione zdjęciami modelu. Moim zdaniem, to też w jakimś stopniu wpłynęło na spadek zainteresowania modelami w latach 80-tych i później. Pudełka nie były już tak atrakcyjne dla dzieciaków i nie przyciągały uwagi. Dochodziło również do takich wynaturzeń jak przy modelu Lancaster-a Airfixa. Grafikę przedstawiająca samolot lądujący z unieruchomionym, płonącym silnikiem również uznano w Airfix-ie za niepoprawną. Na szczęście, w XXI w wrócono do niej. -
Aby położyć równą, gładką i kryjącą powłokę farby pędzlem, nie ma innej metody jak dawanie kilku mocno rozcieńczonych warstw. Przy czym poprzednia warstwa musi być dobrze zaschnięta. Farba musi być tak rozcieńczona, aby po rozsmarowaniu dawała warstwę o mikroskopijnej grubości. Tylko wtedy nie będzie smug od pędzla. Nie będzie też krycia, dlatego operację trzeba powtarzać aż do jego uzyskania. To też zależy od rodzaju farby i koloru. Ekstremalnym wypadkiem jest biała farba. Kiedyś, malowałem pędzlem zimowy kamuflaż na Bf-110 białym Humbrolem. Chciałem uzyskać idealną, gładką białą powierzchnię modelu (akurat niepotrzebnie). Udało się, dopiero po nałożeniu 5-ciu warstw mocno rozrzedzonej farby.
- 28 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- hataka
- problem z malowaniem
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
40 zł za model to nie było mało. Nie można porównywać cen modeli z cenami chleba czy mięsa, tylko z podobnymi artykułami. Modele "Ruch-u" o podobnych rozmiarach kosztowały chyba 8 zł. Przekonaj rodzica, że musisz mieć model pięć razy droższy choć przecież "wygląda tak samo". A 70 zł za mały model . Matchbox-a czy Revell-a to już w ogóle. Poza tym, średnia płaca nie wszystko tu mówi. Życie w PRL tylko pozornie było tanie. Kolorowy TV, samochód, pralka automatyczna itp - to były bardzo drogie rzeczy. Wielu ludzi jednak je zdobywało i płaciło wysokie raty pożyczek. I w ogóle, było sporo ukrytych kosztów życia. Wielodzietne rodziny miały znacznie gorzej. Nawet zarabiając tą "średnią" zwykle ledwo wiązały koniec z końcem. Miałem kolegę modelarza, którego rodzice zarabiali pewnie w okolicach tej średniej. O wydatek 40 zł na "zabawkę" nawet nie śmiał prosić rodziców. Moi rodzice nie zarabiali najgorzej a ja byłem jedynakiem. Ale na pierwszy model Matchbox-a musiałem czekać do Bożego Narodzenia, bo "to drogi prezent".
