taaa.....
"...praca spawacza mnie przeistacza
z piórka na wietrze w lodołamacza... "
joł !
EDIT --------------------------
emocje się uspokoiły to mogę coś więcej napisać....
Policzywszy wszystkich "mrówków" pojawiła się w mym sercu obawa czy aby materiału ludzkiego starczy na zaludnienie zeppelinowych kamienic, jednakowoż może się okazać, iż autor ma w planach dokonanie geograficznego transferu skazując hiroszimskich pracowników najemnych na przymusową emigrację w rejony zalewu szczecińskiego. Rozczarowanie z powodu braku mew zostało w pełni zrekompensowane piękną kolorystyką blachy falistej, chociaż jej amplituda jest wizualnie niewystarczająca i pozostawia trochę do życzenia. Ponadto rusztowania są wykonane bez jakichkolwiek norm BHP gdyż brakuje stężeń ukośnych niezbędnych przy takich elementach o wysokości powyżej 2,5m. Konkludując, pomimo tych kilku lekkich niedociągnięć rękodzieło powyższe zapiera dech w piersi i staje się wiodącym przykładem, iż okręt by zacnie się prezentować i cieszyć oko obserwatorów wszelakich od Wellington po Anchorage nie musi iść pełną mocą maszynowni tnąc dziobem wzburzone grzywacze i zostawiając za rufą spieniony kilwater