-
Liczba zawartości
7 362 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
95
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez barszczo
-
To wszystko z Ruchu co mam. W tym momencie .
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
barszczo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To było dawno i nieprawda. Próby, kombinowanie, inne czasy i techniki. Teraz wyglądałby zupełnie inaczej . -
Jedyny hit w produkcji ZTS Plastyk czyli Łoś. Model jak na tamte czasy na naprawdę dobrym poziomie, moim zdaniem dużo lepszy niż ówczesne Airfixy i Hellery w tej skali o niektórych koszmarkach Revella nie wspominając. Produkowany od roku 1983 do dzisiaj. Mój egzemplarz pochodzi z pierwszej serii z początku roku 1984. Jest oryginalnie zafoliowany z kalką wyglądającą jak nowa, wypraski wzorcowe. Pierwszy Łoś którego wtedy robiłem był z kolejnej edycji różniącej się nieco pudełkiem i był z błękitnego plastiku. Wydawało się wtedy że każdy kolejny wypust ZTSu będzie tylko lepszy, dlatego tak czekało się na spóźnionego Iła-2. A gdy Iłek już się ukazał...
-
Trzeci model z serii Mikro72 i ostatni w charakterystycznym pudełku. Debiut w roku 1986, produkowany nadal. Model od początku krytykowany, choćby przez Klub 1:72 ze Skrzydlatej Polski, faktycznie Iła przypominał z dość daleka. Zestaw umożliwiał też budowę wersji jednomiejscowej. Plastik dramatyczny, miękki w kolorze mydelniczki, kalki stan świetny:
-
Kolejny model serii Mikro72 firmy ZTS Plastyk, Jak-1M (właściwie Jak-1b) z możliwością budowy wcześniejszej wersji czyli Jaka-1 po dość karkołomnym (dla młodego człowieka) cięciu grzbietu kadłuba. Przez ZTS wydany w trzech edycjach. W międzyczasie, prawdopodobnie podczas regeneracji form, zmieniona konstrukcja skrzydeł. Produkowany do dzisiaj. Tym razem pełny oryginał pierwszej edycji, kalki w świetnym stanie, zapraszam:
-
Model zadebiutował w roku 1977 w serii Mikro72. Pierwszy polski prawdziwy model samolotu, dla wielu z nas pierwszy zbudowany pomijając koszmar łączenia płata z kadłubem. Produkowany praktycznie do dzisiaj. Ten egzemplarz dostałem od kolegi, niestety wczesne jest tylko pudełko i instrukcja. Wypraski oryginalnie zafoliowane są z roku 1984, o dziwo w świetnym stanie:
-
I kolejny w moich zbiorach wytwór z Kobyłki. Tym razem coś dla marynistów. Edycja, najprawdopodobniej pierwsza z połowy lat sześćdziesiątych. Do szczęścia podobnie jak w Migu brak pojemniczka na klej, choć gdzieś w piwnicznych skarbach mojego ojca powinno kilka być :
-
Model znany wszem i wobec, produkowany od 1964 praktycznie do dzisiaj. Mój egzemplarz pochodzi z drugiej edycji, z końca lat sześćdziesiątych i brakuje mu tylko charakterystycznego zakręcanego pojemniczka na klej. Zapraszam do wspomnień:
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
barszczo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Dokładnie. F-5E Monogram edycja Revell. Rok budowy 2005, z pudła, dołożone tylko jakieś pasy, pierwsza i ostatnia przygoda z farbami Vallejo: -
Kolejna instrukcja pochodzi z marzenia polskiego modelarza końca lat osiemdziesiątych. Hasegawa i jego Messerschmitt Bf109E-4/7 w skali 1:48. Moja instrukcja pochodzi z pierwszej edycji zakupionej na początku lat dziewięćdziesiątych w sklepie modelarskim mieszczącym się wtedy przy ulicy Długiej w Krakowie. O modelu nie będę się rozpisywał, klasyk wydawany od roku 1988 do dzisiaj w przeróżnych wersjach i edycjach, zawierał blaszkę fototrawioną. Dokupiłem do niego zestaw Verlindena i zbudowałem go na początku lat dwutysięcznych ostatecznie rezygnując z instalacji silnika. Instrukcja i resztki kalek z datą edycji:
-
Inauguruję kącik starej instrukcji. Jako pierwsza, instrukcja od wspominanego przeze mnie Me262 z Monogramu w skali 1:48. Model pochodzi z roku 1976 i przez Monogram był wydany w pięciu edycjach, ostatnia z roku 1995. Mój był z trzeciej edycji, z roku 1988 z nowymi kalkomaniami. W roku 2000 model wydała dwukrotnie Hasegawa, następnie formy przejął Revell wydając go trzykrotnie, ostatni raz w roku 2013. Została mi z niego instrukcja i dwie figurki. Instrukcja:
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
barszczo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Zgadza się. Jestem fanem Monogramów do dzisiaj. W ofercie 1:48 nadal mają samoloty których nikt inny nie robi, choćby F-102, czy OA-4M. -
O, fajny. Taki inny. Nie granatowy .
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
barszczo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
I obiecane zdjęcia Me262 Monogramu, generalnie fajny model. Miał widoczny cały przedział uzbrojenia i replikę silnika. Malowany mieszaniną Humbroli wg. książki: Modelarska kolorystyka. Aerograf "Rusek", sprężarka chyba jeszcze taka spora elektryczna pompka do kół na 12V. Lodówkowca dorobiłem się dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Zły kolor kokpitu i wnęk podwozia, mottling - dramat . Miał przedstawiać czerwoną trzynastkę Bara. Ktoś go zaczął zmywać i na skrzydłach przebija poprzedni kamuflaż, podobnie jak biały dziób. Dobra farba, nie chce zleźć . -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
barszczo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Nic nie umiera, działamy dalej. I taka ciekawostka: na początku lat dziewięćdziesiątych kupiłem we wspominanym już sklepie na Plebiscytowej w Katowicach Monogramowskiego Me262 w skali 1:48. Zbudowałem go, potem przeżył katastrofę, został odbudowany z naciętymi wgłębnymi liniami i potem nie pamiętam co się z nim stało, chyba go komuś podarowałem. I co? Jakiś czas temu przeglądam dobrze wszystkim znany portal aukcyjny i widzę rzeczonego Messerschmitta, co prawda w kawałkach i częściowo umytego, ale kompletnego, wystawionego do sprzedania. Napisałem do wystawiającego czy pamięta skąd go ma, odpisał że się z kimś wymienił. Taka wspomnieniowa historyjka jak to po ćwierćwieczu odnalazłem swój model. Mam zdjęcia z tej aukcji, jak wystawiający nie będzie miał nic przeciwko, to je tu wrzucę. -
Świetnie się prezentuje, no i rzadki ptaszek .
-
Ja budowałem właśnie pierwszą edycję Smera w barwach Nowej Zelandii. Sporo ich przywiozłem z Czech w tamtym czasie, podobnie jak Me262 i Storcha.
-
To ja zacznę takim zabytkiem. Pierwsza edycja Corsaira firmy Heller z roku 1976. Pudełko trochę sfatygowane, folia z ramkami otwarta, brak charakterystycznego zielonego pojemniczka z klejem. Nie przypominam sobie żeby był dostępny u nas w Harcerzu w latach siedemdziesiątych, jeśli się mylę to mnie poprawcie proszę. Heller wydał go potem jeszcze trzy razy. Następnie, w połowie lat osiemdziesiątych, formy trafiły do czechosłowackiego Smera który wydał go w pięciu różnych edycjach z Hi-Tech włącznie. Oprócz tego model wydały jeszcze: Intech, Reno Scale i jako ostatnia w 2014 roku firma zbieracz wszelkiego bajzlu ze ze świata, czyli MisterCraft. I o ile w roku 1976 był to bardzo fajny model z ładnie odtworzonymi fakturami powierzchni i delikatnymi, wypukłymi liniami podziału, o wiele lepszy od starszego Airfixa, to po 40 latach wydawanie takiego modelu ze zniszczonych form powinno być prawnie zakazane. I tyle mojej dygresji na temat firmy Mister Craft i jej polityki która skutecznie odstręcza od modelarstwa młodych adeptów tego fajnego hobby. Wracając do Corsaira prezentuje się on tak:
-
Miało być częściej, a jest coraz rzadziej. Niestety, praca pochłania coraz więcej mojego czasu, a w rzadkich wolnych dniach nic się kompletnie nie chce. Sezon wakacyjny w branży lotniczej wybuchł na całego, a do roboty mniej niż połowa załogi sprzed pandemii. Ale dość narzekania, kolejna mała porcja rocznika 1989. Kontynuujemy rysunki i zdjęcia RWD-8, nowe P-11C z Siedlec i P-24 z Lublina i modele czytelników. Numery kolejno: 13, 16, 18, 20, 23, 25/89.
-
Ja czekam na 1:48. A może Arma zaszaleje i zrobi Garbuska 1:32? Dobrego modelu tego samolotu w tej skali na rynku nadal nie ma.
- 80 odpowiedzi
-
- 1
-
-
O, to lubię, wszelkie wariacje Antonowa, od ósemki do dwunastki. Gratuluje samozaparcia, dobrze wygląda
-
Czysta robota, ładnie zmalowany. Maziaję przed krzyżem bym tylko mocniej wyeksponował. Całość na tak .
-
O, rzadki ptaszek. Bedę podglądał .
-
Dobrze jest . Następnym razem nity koniecznie, świetnie się prezentują na takiej powierzchni.
-
I tak dokładnie było w moim przypadku. Dzięki temu klubowi i dziełu pana Wagnera, spojrzałem jako nastolatek na to hobby nieco inaczej. To już nie był kolejny samolocik KP upolowany w Harcerzu według listy z boku pudełka, tylko miniaturka prawdziwego samolotu którą wypadałoby odtworzyć jak najzgodniej z oryginałem. To wtedy właśnie, tak mniej więcej w połowie lat osiemdziesiątych, każdy z moich nowych modeli zaczął dostawać coś więcej niż tylko to co było w pudełku. Choćby rozciągniętą antenę, pasy przycinane żyletką ze sreberka z czekolady, rozciętą owiewkę czy przewody na goleniach jak znalazłem zdjęcie. To już było coś innego. Pamiętam odwiedzających mnie w tym czasie kolegów też sklejaczy. Większość nie mogła pojąć po co to robię. Ale była też mała grupka która oglądała, pytała, podpatrywała i potem podczas rewizyty widziałem na ich modelach to co zobaczyli u mnie, a także inne rzeczy na które nie wpadłem. I oczywiście podłapywałem, i wprowadzałem to u siebie czasem modyfikując... i tak dalej, i tak dalej. Z tymi ludźmi mam serdeczny kontakt do dzisiaj. A wracając do SP, to rozpoczynamy rok 1989. Na początek Królowa czyli plany Iskry, modele czytelników i nowości. Przede wszystkim RWD-8 którego plany pojawiły się już od kolejnego numeru SP, no i Lublin w skali 1:48. W tym czasie skala 1:48 zaczęła u mnie przeważać dzięki modelom Revell, Smer i OEZ przywożonym z Czechosłowacji. I tak mi już zostało, choć kupka 1:32 mocno się powiększa w ostatnim czasie. Numery kolejno: 1, 3, 5, 7, 9 ,11/1989:
