Skocz do zawartości

barszczo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    7 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    95

Zawartość dodana przez barszczo

  1. Model zadebiutował w roku 1977 w serii Mikro72. Pierwszy polski prawdziwy model samolotu, dla wielu z nas pierwszy zbudowany pomijając koszmar łączenia płata z kadłubem. Produkowany praktycznie do dzisiaj. Ten egzemplarz dostałem od kolegi, niestety wczesne jest tylko pudełko i instrukcja. Wypraski oryginalnie zafoliowane są z roku 1984, o dziwo w świetnym stanie:
  2. I kolejny w moich zbiorach wytwór z Kobyłki. Tym razem coś dla marynistów. Edycja, najprawdopodobniej pierwsza z połowy lat sześćdziesiątych. Do szczęścia podobnie jak w Migu brak pojemniczka na klej, choć gdzieś w piwnicznych skarbach mojego ojca powinno kilka być :
  3. Model znany wszem i wobec, produkowany od 1964 praktycznie do dzisiaj. Mój egzemplarz pochodzi z drugiej edycji, z końca lat sześćdziesiątych i brakuje mu tylko charakterystycznego zakręcanego pojemniczka na klej. Zapraszam do wspomnień:
  4. Dokładnie. F-5E Monogram edycja Revell. Rok budowy 2005, z pudła, dołożone tylko jakieś pasy, pierwsza i ostatnia przygoda z farbami Vallejo:
  5. barszczo

    Instrukcje

    Kolejna instrukcja pochodzi z marzenia polskiego modelarza końca lat osiemdziesiątych. Hasegawa i jego Messerschmitt Bf109E-4/7 w skali 1:48. Moja instrukcja pochodzi z pierwszej edycji zakupionej na początku lat dziewięćdziesiątych w sklepie modelarskim mieszczącym się wtedy przy ulicy Długiej w Krakowie. O modelu nie będę się rozpisywał, klasyk wydawany od roku 1988 do dzisiaj w przeróżnych wersjach i edycjach, zawierał blaszkę fototrawioną. Dokupiłem do niego zestaw Verlindena i zbudowałem go na początku lat dwutysięcznych ostatecznie rezygnując z instalacji silnika. Instrukcja i resztki kalek z datą edycji:
  6. Inauguruję kącik starej instrukcji. Jako pierwsza, instrukcja od wspominanego przeze mnie Me262 z Monogramu w skali 1:48. Model pochodzi z roku 1976 i przez Monogram był wydany w pięciu edycjach, ostatnia z roku 1995. Mój był z trzeciej edycji, z roku 1988 z nowymi kalkomaniami. W roku 2000 model wydała dwukrotnie Hasegawa, następnie formy przejął Revell wydając go trzykrotnie, ostatni raz w roku 2013. Została mi z niego instrukcja i dwie figurki. Instrukcja:
  7. Zgadza się. Jestem fanem Monogramów do dzisiaj. W ofercie 1:48 nadal mają samoloty których nikt inny nie robi, choćby F-102, czy OA-4M.
  8. O, fajny. Taki inny. Nie granatowy .
  9. I obiecane zdjęcia Me262 Monogramu, generalnie fajny model. Miał widoczny cały przedział uzbrojenia i replikę silnika. Malowany mieszaniną Humbroli wg. książki: Modelarska kolorystyka. Aerograf "Rusek", sprężarka chyba jeszcze taka spora elektryczna pompka do kół na 12V. Lodówkowca dorobiłem się dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Zły kolor kokpitu i wnęk podwozia, mottling - dramat . Miał przedstawiać czerwoną trzynastkę Bara. Ktoś go zaczął zmywać i na skrzydłach przebija poprzedni kamuflaż, podobnie jak biały dziób. Dobra farba, nie chce zleźć .
  10. Nic nie umiera, działamy dalej. I taka ciekawostka: na początku lat dziewięćdziesiątych kupiłem we wspominanym już sklepie na Plebiscytowej w Katowicach Monogramowskiego Me262 w skali 1:48. Zbudowałem go, potem przeżył katastrofę, został odbudowany z naciętymi wgłębnymi liniami i potem nie pamiętam co się z nim stało, chyba go komuś podarowałem. I co? Jakiś czas temu przeglądam dobrze wszystkim znany portal aukcyjny i widzę rzeczonego Messerschmitta, co prawda w kawałkach i częściowo umytego, ale kompletnego, wystawionego do sprzedania. Napisałem do wystawiającego czy pamięta skąd go ma, odpisał że się z kimś wymienił. Taka wspomnieniowa historyjka jak to po ćwierćwieczu odnalazłem swój model. Mam zdjęcia z tej aukcji, jak wystawiający nie będzie miał nic przeciwko, to je tu wrzucę.
  11. Świetnie się prezentuje, no i rzadki ptaszek .
  12. Ja budowałem właśnie pierwszą edycję Smera w barwach Nowej Zelandii. Sporo ich przywiozłem z Czech w tamtym czasie, podobnie jak Me262 i Storcha.
  13. To ja zacznę takim zabytkiem. Pierwsza edycja Corsaira firmy Heller z roku 1976. Pudełko trochę sfatygowane, folia z ramkami otwarta, brak charakterystycznego zielonego pojemniczka z klejem. Nie przypominam sobie żeby był dostępny u nas w Harcerzu w latach siedemdziesiątych, jeśli się mylę to mnie poprawcie proszę. Heller wydał go potem jeszcze trzy razy. Następnie, w połowie lat osiemdziesiątych, formy trafiły do czechosłowackiego Smera który wydał go w pięciu różnych edycjach z Hi-Tech włącznie. Oprócz tego model wydały jeszcze: Intech, Reno Scale i jako ostatnia w 2014 roku firma zbieracz wszelkiego bajzlu ze ze świata, czyli MisterCraft. I o ile w roku 1976 był to bardzo fajny model z ładnie odtworzonymi fakturami powierzchni i delikatnymi, wypukłymi liniami podziału, o wiele lepszy od starszego Airfixa, to po 40 latach wydawanie takiego modelu ze zniszczonych form powinno być prawnie zakazane. I tyle mojej dygresji na temat firmy Mister Craft i jej polityki która skutecznie odstręcza od modelarstwa młodych adeptów tego fajnego hobby. Wracając do Corsaira prezentuje się on tak:
  14. Miało być częściej, a jest coraz rzadziej. Niestety, praca pochłania coraz więcej mojego czasu, a w rzadkich wolnych dniach nic się kompletnie nie chce. Sezon wakacyjny w branży lotniczej wybuchł na całego, a do roboty mniej niż połowa załogi sprzed pandemii. Ale dość narzekania, kolejna mała porcja rocznika 1989. Kontynuujemy rysunki i zdjęcia RWD-8, nowe P-11C z Siedlec i P-24 z Lublina i modele czytelników. Numery kolejno: 13, 16, 18, 20, 23, 25/89.
  15. Ja czekam na 1:48. A może Arma zaszaleje i zrobi Garbuska 1:32? Dobrego modelu tego samolotu w tej skali na rynku nadal nie ma.
  16. barszczo

    An-10 Ukraina 1:72 Modelsvit

    O, to lubię, wszelkie wariacje Antonowa, od ósemki do dwunastki. Gratuluje samozaparcia, dobrze wygląda
  17. Czysta robota, ładnie zmalowany. Maziaję przed krzyżem bym tylko mocniej wyeksponował. Całość na tak .
  18. O, rzadki ptaszek. Bedę podglądał .
  19. Dobrze jest . Następnym razem nity koniecznie, świetnie się prezentują na takiej powierzchni.
  20. I tak dokładnie było w moim przypadku. Dzięki temu klubowi i dziełu pana Wagnera, spojrzałem jako nastolatek na to hobby nieco inaczej. To już nie był kolejny samolocik KP upolowany w Harcerzu według listy z boku pudełka, tylko miniaturka prawdziwego samolotu którą wypadałoby odtworzyć jak najzgodniej z oryginałem. To wtedy właśnie, tak mniej więcej w połowie lat osiemdziesiątych, każdy z moich nowych modeli zaczął dostawać coś więcej niż tylko to co było w pudełku. Choćby rozciągniętą antenę, pasy przycinane żyletką ze sreberka z czekolady, rozciętą owiewkę czy przewody na goleniach jak znalazłem zdjęcie. To już było coś innego. Pamiętam odwiedzających mnie w tym czasie kolegów też sklejaczy. Większość nie mogła pojąć po co to robię. Ale była też mała grupka która oglądała, pytała, podpatrywała i potem podczas rewizyty widziałem na ich modelach to co zobaczyli u mnie, a także inne rzeczy na które nie wpadłem. I oczywiście podłapywałem, i wprowadzałem to u siebie czasem modyfikując... i tak dalej, i tak dalej. Z tymi ludźmi mam serdeczny kontakt do dzisiaj. A wracając do SP, to rozpoczynamy rok 1989. Na początek Królowa czyli plany Iskry, modele czytelników i nowości. Przede wszystkim RWD-8 którego plany pojawiły się już od kolejnego numeru SP, no i Lublin w skali 1:48. W tym czasie skala 1:48 zaczęła u mnie przeważać dzięki modelom Revell, Smer i OEZ przywożonym z Czechosłowacji. I tak mi już zostało, choć kupka 1:32 mocno się powiększa w ostatnim czasie. Numery kolejno: 1, 3, 5, 7, 9 ,11/1989:
  21. Świetny, uwielbiam pojazdy z czasów LWP.
  22. Ten Superhind to jakiś dramat jest. Ciekawe jak ta zabudowa wpływa na właściwości lotne tej maszyny. Koszmarek okrutny...
  23. Zapraszam do kontynuowania lektury Kącika 1:72 ze Skrzydlatej Polski rozpoczętego w wątku Jak hartowała się stal. Kończymy rok 1988. Dzisiaj kolejne modele czytelników, relacje z imprez modelarskich, plany Lima 5 i 6 i oczywiście nowości modelarskie. Ciekawym wątkiem są dylematy dotyczące sędziowania zawodów modeli redukcyjnych w artykule: Niski poziom...sędziów. Dawniej było naprawdę zupełnie inaczej niż teraz. Sędziowano na zupełnie innych zasadach, według regulaminu APRL, a kluczem do sukcesu była tajemna "Dokumentacja" którą dziś można stworzyć w niecałą godzinę co wtedy tak oczywiste nie było. Zapraszam tu do wspomnień pana Andrzeja Ziobera którego model Li-2 możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej jak i zresztą samego pana Andrzeja który załapał się na jednym ze zdjęć. Brakuje mi kilku końcowych numerów niestety, musiałem kiedyś komuś pożyczyć jakieś plany i przepadły. Numery kolejno: 29, 31, 33, 34, 35, 37, 41, 44, 50, 52/1988.
  24. Z pędzla obowiązkowo. Poćwicz gdzieś na boku i strzel je jeszcze z ręki - 100% oryginału.
  25. Malowanie świetne. Kiedyś na IWM znalazłem film z tą maszyną. Tu masz parę klatek ze szczegółami. Zauważ że tych linii na osłonie silnika nie malowano zbyt dokładnie: A tak w ogóle to nie idź na łatwiznę tylko zrób takiego. Jeszcze przed naniesieniem linii ale już wiadomo gdzie, no i że białe :
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.