letalin
Użytkownicy-
Liczba zawartości
3 632 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
6
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez letalin
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
letalin odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Dobry strzał. Bardzo tanio. Gratulacje! -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
letalin odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Nie jestem pewien, czy to było ze Słodowego, ale zbudowałem łódkę z napędem odrzutowym. Na kadłubie była zamocowana puszka od pasty do butów napełniona wodą. Z boku puszki był otwór skierowany do rufy. Pod puszkę kładło się kostkę paliwa turystycznego i ta gotowała wodę, a para wydostająca się przez otwór dawać miała ciąg napędzający łódkę. Napęd w praktyce nie działał tak spektakularnie jak sobie wyobrażałem:) Trochę skwierczało, trochę anemicznie płynęło, ale nie można wykluczyć, że woda w wannie nie była całkiem spokojna i ten ruch był być może mniej od napędu, a więcej w tym było dryfu. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
letalin odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Misia Yogi robiliśmy w szkole na ZPT. -
W sumie to oczywiste, kto jak nie Shigeo? Ja to bym jeszcze chciał Roya Huxleya na jakimś kolejnym pudełku Hurricane.
-
Może jakiś dwupłat? Attack Squadron, czyli dzisiejsza AH zrobiła ładnego Grummana F2F-1 z żywicy. Temat niszowy, ale dobrze zrobiony wtrysk żyłby na rynku po wsze czasy. Temat mają rozpracowany, czyli połowa roboty zrobiona. Obrazek z kwiatami wiśni sprawia, że jednak skłaniam się do kompotu wiśniowego, przefermentowanego i przepędzonego. Samolot będzie zielony. Zgniło-zielony. Przynajmniej częściowo.
-
pomysł przedni, ale bombki to by tak w trawę nie ciepli
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
letalin odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
problem jest tu poruszony, że pomocobiorca nie czuje czasem potrzeby podziękowania za mój czas poświęcony na rozwiązanie za niego problemu. Samo posiadanie książki, to przecież tylko część procesu. Trzeba ją przeczytać, wiedzieć potem gdzie co jest. Gdy spotka się z informacją burzącą mu jego poglądy, to czasem zareaguje napinką, zamiast samemu sobie tę nowość zweryfikować i włączyć do swojej wiedzy. Trochę mnie to zniechęca i nie śledzę już prawie warsztatów. Pomagać "współmodelarzom" i potem czytać, że jestem czepialski i upierdliwy qtas, to trochę za dużo, nawet kiedy kocha się samoloty. -
tak po aptekarsku Gratulacje. Ładny modelik, w oszczędnym w środki wyrazu stylu. Mi to pasuje, nie lubię przesady, ale dyskusja o nim i wokół niego w warsztacie była bardziej emocjonująca
-
To samo dotyczy Plasticartów. W starych pudełkach nowsze wypraski. Po remoncie form w latach osiemdziesiątych pojawia się inne gniazdo wlewowe pośrodku wypraski. Są tacy, którzy wiedzą, że nie chodzi o model, a o zestaw kolekcjonerski i cena zależy od edycji. W Plasticartach jest jeszcze karteczka z datą produkcji i data na kalkomaniach. Wszystko musi się zgadzać. Jeden spryciarz próbował wydębić ode mnie te karteczki z datami:)
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
letalin odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
W Bydgoszczy CSH straciła dobre lokalizacje. Wywalono ich sklepy ze Środmieścia. Ostatni sklep mieli na końcu trasy tramwajowej. Taki trzy razy mniejszy, niż wcześniej. I nic tam nie kupiłem. Sprowadzili najdroższe modele okrętów Tamiyi i z tym zostali. W tym samym czasie prywatne sklepy lepiej czuły rynek. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
letalin odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
tak, nie było od tamtych czasów nic nowego w tej serii. Jantar, Sęp, Mucha, Bocian, Zefir i Gil. Mój młodzieńczy rozbrat z modelarstwem przypadł po Bocianie. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
letalin odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Te szybowce były świetnie wykonane. W porównaniu z zestawami z ZTS wydawały się bardziej finezyjne, Jantar był tylko słaby. Ja je zawsze lubiłem. Sęp, Mucha, Bocian wisiały u mnie i chociaż malowane artystycznymi olejami, to cieszyły oko. Czekałem na Fokę, bo kształty tego szybowca zawsze mi się nadzwyczajnie podobały, ale urwało się za szybko z tą serią. Szkoda. -
Modelarstwo to czasem sztuka, a czasem sztuka dla sztuki. Jest w Krakowie Flora. Lubię ten samolot i postałem przy nim dłuższą chwilę. Nie widziałem nitów. Szczególnie skrzydła wydały się gładkie. Dlatego nie mam pewności, że nitowanie dla odwzorowania nitów płaskich ma sens. Dyskusja o nitach była przy premierze Dory z IBG i nadal nie wiem, czy ważniejsza jest wierność rzeczwistemu obiektowi, czy koncepcja modelarza?
-
Mój znajomek, Zwierzak znany w kręgach kultury anglosaskiej jako Animal, wyszedł kilka lat temu na imprezę i dalej się bawi. Jak wróci, to może zgodzi się na podobną współpracę jak Gonzo z Radkiem. Póki co będę się mógł tylko wymandrzać.
-
Mogę już chyba podziękować uczestnikom za twórczą dyskusję. Wszystkie strony wychodzą z takich sporów bogatsze:) Gdyby nie Ty, to bym nie szukał dokumentu, który znałem tylko z cytatów w innych źródłach, bo amerykańskie lotnictwo interesuje mnie tylko trochę. Jak się okazało jest dostępny dla każdego i znalezienie go zajęło minutę. Gdyby tak brytyjskie papiery dotyczące ich eksperymentów były tak łatwo dostępne.
-
Wyniki badań NATIONAL DEFENSE RESEARCH COMMITTEE są dostępne w sieci. Szukaj "Visibility studies and some applications in the field of camouflage." Dlaczego chcesz zawęzić temat do myśliwców? Nocą latały bombowce, myśliwce i intrudery. O ile RAF zdecydował o malowaniu na jasne kolory myśliwców, to czarny od spodu pozostał na intruderach i bombowcach do końca. Matowy. Malowanie MSG/DG miało już inny cel. Nie chodziło faktycznie przy myśliwcach o światła reflektorów, a głównie o tło chmur. Ten kamuflaż, jak i używany przez Luftwaffe na nocnych myśliwcach miał je kryć na tle jasnych chmur, a nie przed światłem reflektorów. Inny punkt widzenia na spodziewane korzyści. Zresztą czarne spody zdarzają się też na nocnych samolotach Luftwaffe, szczególnie na bombowcach, ale i na Me 262. Cała ta dyskusja zaczęła się od sprzecznych założeń. Jedna strona uważa, że powierzchnia błyszcząca na czarnobiałej fotografii będzie jaśniejsza, a druga, że matowa. To jest tematem dyskusji, a przykład P-61 i zachowania się błyszczącego w punktowym oświetleniu jest tylko przykładem mającym poprzeć moją interpretację fotografii Wildcata z dwoma odcieniami Sea Blue na skrzydle. Gdzie jest raczej błyszcząca 1/3 przedniej części, prawdopodobnie wypolerowana, a nie zmatowiona.
-
Spróbuję jeszcze tego: Okolice silnika, kabiny, zbiorników wydają się zwykle ciemniejsze, niż nietykane ręką mechaników matowe części skrzydeł, czy tyłu kadłuba. Jest to bardzo wyraźne np. na brytyjskich myśliwcach. Na zdjęciech te obsługiwane części płatowca nieraz bardzo wyraźnie różnią się od reszty. Jak to tłumaczę? Połyskiem. Warstwą oleju, smarów, to wystarcza, żeby inaczej odbijać światło. Analogicznie do nocnego myśliwca: Mniej światła wraca do obserwatora-> mniej trafia na film -> element będzie ciemniejszy. Oczywiście, jeśli przy błyszczącym skrzydle znajdziesz miejsce, gdzie akurat skupia się odbite światło (kąt padania, równy kątowi odbicia) to zarejestrujesz bardzo jasną, lśniącą powierzchnię. Jednak to jest łatwe do zauważenia. Przy zdjęciach dziennych dochodzi też masa światła odbitego i rozproszonego. Od chmur, powierzchni lotniska, od okolicznych budynków itd. To zmienia trochę sytuację w porównaniu do snopa światła z reflektora, ale zasada pozostaje ta sama. W swoich doświadczeniach zauważyłem ciekawostkę, nawet światło odbite od zielonej trawy, potrafi zmieniać nasycenie kolorów w sytuacji gdy film ortochromatyczny nie jest czuły na niebieski. Niebieski na dole skrzydła będzie ciemny, bo tak naprawdę odbija zielone światło, na które film reaguje, a na kadłubie oświetlonym głownie białym światłem będzie jaśniejszy, bo tej zielonej komponenety będzie relatywnie mniej. Stąd sie wzięło np. przekonanie, że brytyjskie kokardy były w pewnym momencie malowane różnymi kolorami. I mamy "fakty", które nigdy nie miały miejsca:) Interpretacja czarnobiałych zdjęć to zabawa, gdzie ilość prawdopodobnych i możliwych rozwiązań rośnie w miarę wzrostu doświadczenia interpretatora:) I bardzo trudno znaleźć taką sytuację, gdzie wszyscy są zgodni. Jednak ogólna zasada, że wypolerowany fragment pojawi się w większości ekspozycji jako ciemniejszy, to nadal baza. Przełożenie tego na model w skali, to jeszcze inna para kaloszy. Dygresja: Z racji tego, że większość powierzchni płatowców nie jest płaska, to Twoje doświadczenie falsyfikuje rzeczywistość. Byłoby zdecydowanie bardziej wiarygodne, gdybyś użył zaoblonego przedmiotu. Choćby butelki PET.
-
Czy ten współczesny Sword, to klon Hellera? Jak np. Gladiator?
-
Nie oceniaj jakości argumentów pochopnie. W literaturze dotyczącej tematu powtarzane są wyniki amerykańskich doświadczeń z kamuflażem dla nocników. Jakiś geniusz miał nosa i zaskakująca dla kogoś kierującego się intuicją propozycja pomalowania na błyszcząco okazała się empirycznie najbardziej efektywną metodą ukrycia samolotu na tle nocnego nieba. RAF szedł w to zwodnicze intuicyjne myślenie i obniżał osiągi swoich nocnych myśliwców nakładając warstwy szrostkiej jak papier ścierny sadzy. Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy się o tym błyszczącym dowiedziałem. Dlatego napisałem, że to zdumiewa, ale za pierwszym razem. Potem się układa i wchodzi do kanonu. Jeśli jesteś ciekawy, to możesz przerzucić amerykańskie archiwa, może znajdziesz na to papier z sygnaturą, jeśli przyjmujesz tylko to co na kwicie. Musimy jednak czasem zaufać innym, którzy to zrobili i nie tracić czasu na powtarzanie ich pracy. Obecność czarnego błyszczącego nie tylko na P-61, ale i późniejszych nocnych samolotach jest wynikiem tych eksperymentów z czasów wojny. Pomalowany na błyszczący czarny samolot przelatywał przez światło reflektora niezauważony. Matowy czarny był w snopie światła wyraźnie widoczny. Na tym polegał eksperyment. Mógłbym Ci narysować strzałki światła odbitego od lustrzanego poszycia i drugie od matowego, ale możesz to sobie samemu przetrawić. Wspomiałeś o technologii stealth i to ma coś z tym wspólnego. Chodzi o odbicie światła, bo całkowicie pochłonąć się go nie da. Wczesne stealth zakładały właśnie głównie taką metodę: Odbić fale radarowe tam, gdzie nie ma anteny odbiornika fal radarowych. To samo się dzieje przy czarnym błyszczącym i świetle widzialnym. Przy błyszczącym widoczne jest tylko światło odbite od miejsc płatowca, które są prostopadle do obserwatora ( zakładając, że jest nim operator reflektora). W sumie do obserwatora wracało mniej światła przy błyszczącym niż matowym, który odbijał światło we wszystkich kierunkach i tym samym większa powierzchnia płatowca odcinała się od tła nieba. Zupełnie sprzeczne z intuicją, ale w kamuflażach tak bywa, bo nie tylko fizyka się liczy, ale jeszcze fizjologia człowieka, jego ograniczenia w percepcji i specyfika środowiska w jakim się samolot porusza. Kamuflaż miał je wykorzystać, stąd czasem absurdalne na pierwszy rzut oka, ale efektywne metody kamuflowania. Czy ciemnoniebieski, lub czarny na maszynach latających na bardzo dużych wysokościach nie wydaje się też sprzeczny z intuicją?
-
Przepraszam za coś, co uznałeś za wycieczkę personalną. Naprawdę mnie zaskoczyłeś. Historia błyszczącego czarnego na P-61 wydawała mi się opowieścią kanoniczną dla każdego adepta sztuki modelarskiej. Muszę uznać, że się myliłem. Mnie uczono wątpić. We wszystko. Dopóki jakieś zdjęcie nie jest jednoznaczne, dopóki da się interpretować na różne sposoby, to warto dyskutować. Jeśli nie czujesz takiej potrzeby, to trudno. Zdecydowałeś się na swoją interpretację, musisz podjąć jakąś decyzję. Ja bym chciał tylko zostawić tu ślad, że nie jest to jednoznaczne, a dowody wątpliwe. Zasady fizyki i optyki mogą równie dobrze uzasadnić interpretację, którą akurat uznaję za bardziej prawdopodobną.
-
Sądziłem, że każdy wie, że późne P-61 były czarne błyszczące jako wynik doświadczeń z kamuflażem nocnym. Zaskakujące, ale tylko za pierwszym razem.
-
Dobre doświadczenie. Szkoda, że trudno zrozumieć. Numerki dodane w Paint'cie ułatwiłyby odczytanie. Ja bym Ci jeszcze dorzucił zadanie ze światłem słonecznym z góry i zza pleców fotografa. Jak na zdjęciu. Z moich obserwacji: Żadna rzeczywista farba matowa, może poza rafowską świeżą special night, nie jest tak matowa jak matowe lakiery modelarskie. Może to efekt skali? Głęboko matowe modele wyglądają źle. Taka dygresja, ale ważna dla dalszych wniosków. Co wyklucza, że wypolerowano tylko części składane? Przykadłubowe np. często deptane, więc jest jakiś powód odpuszczenia tej kosmetyki. Tam było też miejsce najczęstszych poprawek malowania. Trudniej mi założyć, że fabryka pomalowała inną farbą przednią część skrzydła składanego inaczej, niż przy kadłubie. Dla mnie to uprawdopodobnia zabiegi obsługi pokładowej. Propozycja kolejnego doświadczenia: Pomaluj rurkę na połysk i na mat. Moje przypuszczenie z doświadczenia myślowego: Odblask od matu będzie rozproszony, rozleje się po większej części łuku. Na błyszczącej będzie wąski. Na zdjęciu tego z wypadku jest taka sytuacja. Tu wspomnijmy efektywność czarnego błyszczącego dla nocnych samolotów, gdzie światło reflektora odbijało się w taki sposób, że do obserwatora wracało mniej. Mat rozpraszał w każdą stronę i wyglądał jaśniej. Połysk odbije mało zwrotnie do źródła światła.
-
Ja zakładam, na moją logikę, że matowa farba będzie na czarnobiałej fotografii zwykle jaśniejsza. W dobrym naturalnym oświetleniu. Tu jest argument sprawdzalny. Zasadniczo ANA 607 Non-Specular Sea Blue, ANA 606 Semi-Gloss Sea Blue i ANA 623 Glossy Sea Blue to te same odcienie. Jednobarwnie malowane maszyny błyszczącą ANA 623 wydają się ciemniejsze, niż górne powierzchnie maszyn malowanych matową i półmatową wersją. Przy czym im nowszy lakier, większy połysk, tym ta różnica większa. Brud i zużycie sprawia, że będzie się różnica zacierać. Wypolerowana (?) część skrzydła Wildcata na zdjęciu jest też wyraźnie ciemniejsza. Z tego co pamiętam, to matowa wersja farby na krawędzi natarcia miała za zadanie usunięcie odbłysku światła, na zaokrąglonym nosku, który demaskował samolot. Jej obecność na 1/3 cięciwy nie była potrzebna do uzyskania tego efektu. Skłaniam się do takiej interpretacji, że to wypolerowany fragment skrzydła i stąd wydaje się ciemniejszy zgodnie z zasadą z pierwszego akapitu.
-
rysownik nie widział tabliczki z masami na polskich Hurri. Skąd to wziął jest jego tajemnicą. Gdyby to był polski MS-406, to byłoby to bardziej prawdopodobne.
-
Wspominając stare czasy i forumowe wojny, to wg mnie artykuł Andrzeja Ziobera nie wywołał konfliktu, bo on opisywał tylko zastaną rzeczywistość. Po latach można stwierdzić, że termin frajdolarz wszedł do słownika i nie ma raczej pejoratywnego znaczenie, bo niektórzy sami tak się nazywają i nie widzą w tym niczego złego. Z moich osobistych doświadczeń: Pozwoliłem sobie niedawno na jakiejś grupie FB wytknąć trzy poważne błędy pewnemu modelarzowi. Przyjął uwagi, zapytał o coś innego i dostał odpowiedź. Konkretna rozmowa, podziękowanie za wskazówki. Wtedy zorientowałem się, że to jeden z tych najbardziej nienawidzący krytyki swoich prac, taki archetyp frajdolarza z artykuły Ziobera, reagujący wtedy w zupełnie absurdalny sposób. Przed laty zleciałoby się jeszcze stado oburzonych by bronić swojego kolegi potraktowanego frajdolarskofobicznie i dowiedziałbym się czegoś nowego o moich przodkach i o mnie samym w pakiecie, a z grupy bym został wykluczony. Jest chyba postęp?
