Skocz do zawartości

letalin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3 617
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Zawartość dodana przez letalin

  1. letalin

    Jak-23 Flora 1/72

    Modelarstwo to czasem sztuka, a czasem sztuka dla sztuki. Jest w Krakowie Flora. Lubię ten samolot i postałem przy nim dłuższą chwilę. Nie widziałem nitów. Szczególnie skrzydła wydały się gładkie. Dlatego nie mam pewności, że nitowanie dla odwzorowania nitów płaskich ma sens. Dyskusja o nitach była przy premierze Dory z IBG i nadal nie wiem, czy ważniejsza jest wierność rzeczwistemu obiektowi, czy koncepcja modelarza?
  2. letalin

    Frajdolarzerka

    Mój znajomek, Zwierzak znany w kręgach kultury anglosaskiej jako Animal, wyszedł kilka lat temu na imprezę i dalej się bawi. Jak wróci, to może zgodzi się na podobną współpracę jak Gonzo z Radkiem. Póki co będę się mógł tylko wymandrzać.
  3. Mogę już chyba podziękować uczestnikom za twórczą dyskusję. Wszystkie strony wychodzą z takich sporów bogatsze:) Gdyby nie Ty, to bym nie szukał dokumentu, który znałem tylko z cytatów w innych źródłach, bo amerykańskie lotnictwo interesuje mnie tylko trochę. Jak się okazało jest dostępny dla każdego i znalezienie go zajęło minutę. Gdyby tak brytyjskie papiery dotyczące ich eksperymentów były tak łatwo dostępne.
  4. Wyniki badań NATIONAL DEFENSE RESEARCH COMMITTEE są dostępne w sieci. Szukaj "Visibility studies and some applications in the field of camouflage." Dlaczego chcesz zawęzić temat do myśliwców? Nocą latały bombowce, myśliwce i intrudery. O ile RAF zdecydował o malowaniu na jasne kolory myśliwców, to czarny od spodu pozostał na intruderach i bombowcach do końca. Matowy. Malowanie MSG/DG miało już inny cel. Nie chodziło faktycznie przy myśliwcach o światła reflektorów, a głównie o tło chmur. Ten kamuflaż, jak i używany przez Luftwaffe na nocnych myśliwcach miał je kryć na tle jasnych chmur, a nie przed światłem reflektorów. Inny punkt widzenia na spodziewane korzyści. Zresztą czarne spody zdarzają się też na nocnych samolotach Luftwaffe, szczególnie na bombowcach, ale i na Me 262. Cała ta dyskusja zaczęła się od sprzecznych założeń. Jedna strona uważa, że powierzchnia błyszcząca na czarnobiałej fotografii będzie jaśniejsza, a druga, że matowa. To jest tematem dyskusji, a przykład P-61 i zachowania się błyszczącego w punktowym oświetleniu jest tylko przykładem mającym poprzeć moją interpretację fotografii Wildcata z dwoma odcieniami Sea Blue na skrzydle. Gdzie jest raczej błyszcząca 1/3 przedniej części, prawdopodobnie wypolerowana, a nie zmatowiona.
  5. Spróbuję jeszcze tego: Okolice silnika, kabiny, zbiorników wydają się zwykle ciemniejsze, niż nietykane ręką mechaników matowe części skrzydeł, czy tyłu kadłuba. Jest to bardzo wyraźne np. na brytyjskich myśliwcach. Na zdjęciech te obsługiwane części płatowca nieraz bardzo wyraźnie różnią się od reszty. Jak to tłumaczę? Połyskiem. Warstwą oleju, smarów, to wystarcza, żeby inaczej odbijać światło. Analogicznie do nocnego myśliwca: Mniej światła wraca do obserwatora-> mniej trafia na film -> element będzie ciemniejszy. Oczywiście, jeśli przy błyszczącym skrzydle znajdziesz miejsce, gdzie akurat skupia się odbite światło (kąt padania, równy kątowi odbicia) to zarejestrujesz bardzo jasną, lśniącą powierzchnię. Jednak to jest łatwe do zauważenia. Przy zdjęciach dziennych dochodzi też masa światła odbitego i rozproszonego. Od chmur, powierzchni lotniska, od okolicznych budynków itd. To zmienia trochę sytuację w porównaniu do snopa światła z reflektora, ale zasada pozostaje ta sama. W swoich doświadczeniach zauważyłem ciekawostkę, nawet światło odbite od zielonej trawy, potrafi zmieniać nasycenie kolorów w sytuacji gdy film ortochromatyczny nie jest czuły na niebieski. Niebieski na dole skrzydła będzie ciemny, bo tak naprawdę odbija zielone światło, na które film reaguje, a na kadłubie oświetlonym głownie białym światłem będzie jaśniejszy, bo tej zielonej komponenety będzie relatywnie mniej. Stąd sie wzięło np. przekonanie, że brytyjskie kokardy były w pewnym momencie malowane różnymi kolorami. I mamy "fakty", które nigdy nie miały miejsca:) Interpretacja czarnobiałych zdjęć to zabawa, gdzie ilość prawdopodobnych i możliwych rozwiązań rośnie w miarę wzrostu doświadczenia interpretatora:) I bardzo trudno znaleźć taką sytuację, gdzie wszyscy są zgodni. Jednak ogólna zasada, że wypolerowany fragment pojawi się w większości ekspozycji jako ciemniejszy, to nadal baza. Przełożenie tego na model w skali, to jeszcze inna para kaloszy. Dygresja: Z racji tego, że większość powierzchni płatowców nie jest płaska, to Twoje doświadczenie falsyfikuje rzeczywistość. Byłoby zdecydowanie bardziej wiarygodne, gdybyś użył zaoblonego przedmiotu. Choćby butelki PET.
  6. Czy ten współczesny Sword, to klon Hellera? Jak np. Gladiator?
  7. Nie oceniaj jakości argumentów pochopnie. W literaturze dotyczącej tematu powtarzane są wyniki amerykańskich doświadczeń z kamuflażem dla nocników. Jakiś geniusz miał nosa i zaskakująca dla kogoś kierującego się intuicją propozycja pomalowania na błyszcząco okazała się empirycznie najbardziej efektywną metodą ukrycia samolotu na tle nocnego nieba. RAF szedł w to zwodnicze intuicyjne myślenie i obniżał osiągi swoich nocnych myśliwców nakładając warstwy szrostkiej jak papier ścierny sadzy. Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy się o tym błyszczącym dowiedziałem. Dlatego napisałem, że to zdumiewa, ale za pierwszym razem. Potem się układa i wchodzi do kanonu. Jeśli jesteś ciekawy, to możesz przerzucić amerykańskie archiwa, może znajdziesz na to papier z sygnaturą, jeśli przyjmujesz tylko to co na kwicie. Musimy jednak czasem zaufać innym, którzy to zrobili i nie tracić czasu na powtarzanie ich pracy. Obecność czarnego błyszczącego nie tylko na P-61, ale i późniejszych nocnych samolotach jest wynikiem tych eksperymentów z czasów wojny. Pomalowany na błyszczący czarny samolot przelatywał przez światło reflektora niezauważony. Matowy czarny był w snopie światła wyraźnie widoczny. Na tym polegał eksperyment. Mógłbym Ci narysować strzałki światła odbitego od lustrzanego poszycia i drugie od matowego, ale możesz to sobie samemu przetrawić. Wspomiałeś o technologii stealth i to ma coś z tym wspólnego. Chodzi o odbicie światła, bo całkowicie pochłonąć się go nie da. Wczesne stealth zakładały właśnie głównie taką metodę: Odbić fale radarowe tam, gdzie nie ma anteny odbiornika fal radarowych. To samo się dzieje przy czarnym błyszczącym i świetle widzialnym. Przy błyszczącym widoczne jest tylko światło odbite od miejsc płatowca, które są prostopadle do obserwatora ( zakładając, że jest nim operator reflektora). W sumie do obserwatora wracało mniej światła przy błyszczącym niż matowym, który odbijał światło we wszystkich kierunkach i tym samym większa powierzchnia płatowca odcinała się od tła nieba. Zupełnie sprzeczne z intuicją, ale w kamuflażach tak bywa, bo nie tylko fizyka się liczy, ale jeszcze fizjologia człowieka, jego ograniczenia w percepcji i specyfika środowiska w jakim się samolot porusza. Kamuflaż miał je wykorzystać, stąd czasem absurdalne na pierwszy rzut oka, ale efektywne metody kamuflowania. Czy ciemnoniebieski, lub czarny na maszynach latających na bardzo dużych wysokościach nie wydaje się też sprzeczny z intuicją?
  8. Przepraszam za coś, co uznałeś za wycieczkę personalną. Naprawdę mnie zaskoczyłeś. Historia błyszczącego czarnego na P-61 wydawała mi się opowieścią kanoniczną dla każdego adepta sztuki modelarskiej. Muszę uznać, że się myliłem. Mnie uczono wątpić. We wszystko. Dopóki jakieś zdjęcie nie jest jednoznaczne, dopóki da się interpretować na różne sposoby, to warto dyskutować. Jeśli nie czujesz takiej potrzeby, to trudno. Zdecydowałeś się na swoją interpretację, musisz podjąć jakąś decyzję. Ja bym chciał tylko zostawić tu ślad, że nie jest to jednoznaczne, a dowody wątpliwe. Zasady fizyki i optyki mogą równie dobrze uzasadnić interpretację, którą akurat uznaję za bardziej prawdopodobną.
  9. Sądziłem, że każdy wie, że późne P-61 były czarne błyszczące jako wynik doświadczeń z kamuflażem nocnym. Zaskakujące, ale tylko za pierwszym razem.
  10. Dobre doświadczenie. Szkoda, że trudno zrozumieć. Numerki dodane w Paint'cie ułatwiłyby odczytanie. Ja bym Ci jeszcze dorzucił zadanie ze światłem słonecznym z góry i zza pleców fotografa. Jak na zdjęciu. Z moich obserwacji: Żadna rzeczywista farba matowa, może poza rafowską świeżą special night, nie jest tak matowa jak matowe lakiery modelarskie. Może to efekt skali? Głęboko matowe modele wyglądają źle. Taka dygresja, ale ważna dla dalszych wniosków. Co wyklucza, że wypolerowano tylko części składane? Przykadłubowe np. często deptane, więc jest jakiś powód odpuszczenia tej kosmetyki. Tam było też miejsce najczęstszych poprawek malowania. Trudniej mi założyć, że fabryka pomalowała inną farbą przednią część skrzydła składanego inaczej, niż przy kadłubie. Dla mnie to uprawdopodobnia zabiegi obsługi pokładowej. Propozycja kolejnego doświadczenia: Pomaluj rurkę na połysk i na mat. Moje przypuszczenie z doświadczenia myślowego: Odblask od matu będzie rozproszony, rozleje się po większej części łuku. Na błyszczącej będzie wąski. Na zdjęciu tego z wypadku jest taka sytuacja. Tu wspomnijmy efektywność czarnego błyszczącego dla nocnych samolotów, gdzie światło reflektora odbijało się w taki sposób, że do obserwatora wracało mniej. Mat rozpraszał w każdą stronę i wyglądał jaśniej. Połysk odbije mało zwrotnie do źródła światła.
  11. Ja zakładam, na moją logikę, że matowa farba będzie na czarnobiałej fotografii zwykle jaśniejsza. W dobrym naturalnym oświetleniu. Tu jest argument sprawdzalny. Zasadniczo ANA 607 Non-Specular Sea Blue, ANA 606 Semi-Gloss Sea Blue i ANA 623 Glossy Sea Blue to te same odcienie. Jednobarwnie malowane maszyny błyszczącą ANA 623 wydają się ciemniejsze, niż górne powierzchnie maszyn malowanych matową i półmatową wersją. Przy czym im nowszy lakier, większy połysk, tym ta różnica większa. Brud i zużycie sprawia, że będzie się różnica zacierać. Wypolerowana (?) część skrzydła Wildcata na zdjęciu jest też wyraźnie ciemniejsza. Z tego co pamiętam, to matowa wersja farby na krawędzi natarcia miała za zadanie usunięcie odbłysku światła, na zaokrąglonym nosku, który demaskował samolot. Jej obecność na 1/3 cięciwy nie była potrzebna do uzyskania tego efektu. Skłaniam się do takiej interpretacji, że to wypolerowany fragment skrzydła i stąd wydaje się ciemniejszy zgodnie z zasadą z pierwszego akapitu.
  12. rysownik nie widział tabliczki z masami na polskich Hurri. Skąd to wziął jest jego tajemnicą. Gdyby to był polski MS-406, to byłoby to bardziej prawdopodobne.
  13. Wspominając stare czasy i forumowe wojny, to wg mnie artykuł Andrzeja Ziobera nie wywołał konfliktu, bo on opisywał tylko zastaną rzeczywistość. Po latach można stwierdzić, że termin frajdolarz wszedł do słownika i nie ma raczej pejoratywnego znaczenie, bo niektórzy sami tak się nazywają i nie widzą w tym niczego złego. Z moich osobistych doświadczeń: Pozwoliłem sobie niedawno na jakiejś grupie FB wytknąć trzy poważne błędy pewnemu modelarzowi. Przyjął uwagi, zapytał o coś innego i dostał odpowiedź. Konkretna rozmowa, podziękowanie za wskazówki. Wtedy zorientowałem się, że to jeden z tych najbardziej nienawidzący krytyki swoich prac, taki archetyp frajdolarza z artykuły Ziobera, reagujący wtedy w zupełnie absurdalny sposób. Przed laty zleciałoby się jeszcze stado oburzonych by bronić swojego kolegi potraktowanego frajdolarskofobicznie i dowiedziałbym się czegoś nowego o moich przodkach i o mnie samym w pakiecie, a z grupy bym został wykluczony. Jest chyba postęp?
  14. Dokładnie ten model DIXI był moim w ogóle pierwszym modelem do składania. Jeszcze nie do końca samodzielnie składany, bo były tam kłopoty ze spasowaniem. Poszedłem spać, a rano się okazało, że moja matka sobie zrobiła zabawę i posklejała go do końca sama:) Miała z tego sporą radochę i chyba dlatego kupowała mi potem modele i siedziała na początku ze mną gdy kleiłem. Widać było u niej fascynację tymi zabawkami. Cóż, nie miała odwagi, albo kasy, żeby kupić model dla siebie i bawić się w swoje modelarstwo.
  15. Dobrze byloby mieć papier na wszystko. Tu jednak mamy konkretny egzemplarz z zasobów RAF. Praktyka była taka, że w jednostkach RAF i PAF latały obok siebie Mustangi NMF i kamuflowane. Można założyć, że instrukcje NAA nie sięgały tak daleko i nie silono się na zmywanie fabrycznych lakierów, czy zamalowywanie ich srebrnym. Nie ma też wielu, o ile w ogóle są, przypadków maszyn które przeszły z USAAF do RAF. Jeśli trafił do 303 srebrny, to najpewniej taki wyszedł z fabryki.
  16. Mój pierwszy Jak-1 był biały, ale to 1978. Błękitny plastik to ok. 1983-85. Potem znika. Jaka błękitnego nie widziałem (co nie wyklucza, że był) , ale Czaplę już tak. Wszystkie zestawy ZTS były produkowane w aktualnie dostępnym kolorze tworzywa. Nie ma reguł, W jednej serii mogły się różnić odcieniami. Pamiętam scysję z panią z CSH, która dała mi seledynowego Jaka, a ja chciałem sobie wybrać ciemnozielonego, takiego jak oglądał koleś stojący przede mną w kolejce. Nie miałem farb i uznałem, że będzie lepiej wyglądał zielony. Po dłuższej awanturze dała kilka i wybrałem najciemniejszy:) Tak samo z MIKRO144. W zestawach po 5 sztuk, każdy był z innego koloru tworzywa.
  17. Gusta są różne. W zlinkowanej dyskusji wrzuciłeś zdjęcie Martin Baker MB-5 nazywając go dziwolągiem. Piękna, czysta sylwetka, szczyt wierzchołka sprawności tłokowych myśliwców i dziwoląg? Samolot, który zachwycił Żurakowskiego? Jeśli MB-5 dziwolągiem, to co nim nie jest?
  18. W fabrykach i u kooperantów był nadmiar stateczników. Reszta części była produkowana na bieżąco. Tego głównie dotyczył problem. Niestety nie pamiętam skąd ta informacja. Wydaje się jednak logiczna. Pryśnięcie dodatkowej warstwy farby na statecznik jest rozwiązaniem tańszym, mniej czasochłonnym, niż dokładne mycie blachy. Nie wpływa negatywnie też na jakość wykonczenia elementu. Wzrost masy nie był zbyt istotny. Zlekceważono decyzję o zmywaniu farby i montowano fabrycznie w okresie przejściowym przemalowane stateczniki.
  19. Zmiana regulaminu skutkowała prostym przemalowaniem na srebrno. Dotyczyło to głównie zalegających magazyny i u kooperantów stateczników poziomych. Nie było zmywania starej farby. Zresztą przy skrzydłach byłoby to niemożliwe bez uszkodzenia warstw szpachlówki. Kadłuby nie zalegały w magazynach. A chociaż zmycie farby było możliwe, to problem nie zaistniał, tak jak ze statecznikami i skrzydłami. Przy czym skrzydła zawsze były szpachlowane, rezygnacja z malowania OD nie zmieniła tego. Skrzydla malowano potem na srebrno.
  20. Tworzywo było dobrej jakości. Mam eksportowego błękitnego Łosia, na eksport szły te z początku produkcji bez karteczki z datą i ceną. Do sklepów w Polsce trafiły dopiero po zrealizowaniu zamowień z zagranicy. Nie jest łatwo trafić jakiegoś Łosia z produkcji z końca 1983. Dopiero na początku 1984 był już trochę łatwiej dostępny, chociaż i tak kupiłem z drugiej ręki, wyprosiłem od kolegi, który idąc do szkoły zobaczył chyba w kiosku i kupił. Pierwsze RWD-5 też były błękitne. Potem się skiepścilo.
  21. Pierwsze Łosie były błękitne. Śledzę aukcje i te z lata 1983, z serii próbnej były w błękicie. Nie kupilem, bo był ktoś bardziej napalony. Ja dostałem dopiero w lutym następnego roku. Błękitny.
  22. tak było, części się wyłamywało z ramek, o ile same nie wypadły. Niezwykła technologia, niedostępna w XXI wieku. Jak oni to robili? Może metody z diecastów im pomagały? Kolory i odcienie plastiku się zmieniały. Pierwszy Mustang był brązowy z błękitnym. Potem brąz zastąpiła czerwień. Hurricane nie zmienił się w tym czasie. Dopiero w latach osiemdziesiątych. A tego zaczętego skończ
  23. Matchbox miał stare dobre technologie i świetne tworzywo. Co ciekawe modele broni pancernej były dużo delikatniejsze, niż samoloty, a wśród nich dwupłatowce zdecydowanie lepsze, niż odrzutowce, czy ostatnie ich wypusty z wyższymi numerami katalogowymi. P-40, czy wspomniany Tunnan, to strasznie toporne modele w porównaniu do w miarę finezyjnych dwupłatów. Figurki na pewno najlepsze w historii, chociaż w sumie nie było tam zbyt wiele odmian. Powtarzały się w bardzo różnych samolotach.
  24. Matchbox nigdy nie miał nic w kabinie poza fotelem. Trochę chyba Tunnan miał na bokach kabiny i śmigłowce. Łoś pod tym względem był o klasę wyżej. Buffalo miał dość ładną płaskorzeźbę silnika i jakiś element do wnęki podwozia. Poza tym był modelem "blokowym", nawet bez otworów wylotowych dla karabinów. Tradycyjnie pancerne szkło. Pasowało to jednak wszystko dobrze. Idealny zestaw dla dzieciaka.
  25. Ta 152 jest niszowy? Byłoby OK. Jak dla mnie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.