-
Liczba zawartości
4 383 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Takie narządko robię sobie z wykałaczki. Takie małe, bo to 1 cm to raczej nie temat. Końcówkę zacinam/szlifuję 'w płaski śrubokręt', a nieco dalej, w miejscu, gdzie palce mają trzymać papier robię spłaszczenie/zagłębienie, by paseczek papieru ściernego łatwiej i pewniej trzymać. Pozwala to także sprawnie przesuwać paseczek, co jest istotne, bo powierzchnia tarcia jest, naturalnie, malutka i papier szybko się wyciera.
-
Zadajemy pytania, dostajemy odpowiedź
greatgonzo odpowiedział DeX → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
To są suche pędzle i drapaki. Ale pewnie coś są w stanie wyczyścić. Jeżeli masz coś, co jest brudne i nie wyobrażasz sobie, by dało się to wyczyścić czym innym, to zdecydowanie warto. O ile przeszkadza Ci, że jest brudne. Do zastosowania zgodnie z przeznaczeniem to, moim zdaniem, klasyczny dla wielu modelarskich narzędzi i specyfików przerost formy nad treścią. Wolałbym przepić te cztery dychy z pożytkiem. Ale jak ktoś lubi takie gadżety... . -
P-51B Mustang - North American, Hobby 2000, 1:72
greatgonzo odpowiedział alienus → na temat → [L]Warsztat
Jeżeli to prawda, to czeka Cię nieco wyzwań. Np. zestaw do kabiny, który pokazałeś zawiera niewłaściwe dla tego samolotu krzesło pilota. Poza tym sposób zamalowania pasów inwazyjnych w tym samolocie (zresztą powtarzalny w 382nd FS) był znacznie bardziej skomplikowany niż pokazuje to załączony obrazek, o śladach eksploatacji nie wspominając. Big Mac Junior jest lepiej obfotografowany w swoim przedinwazyjnym wcieleniu i to malowanie zawiera dużo mniej pułapek. Ale jest chyba też mniej efektowne. Ale działaj. Zawsze żywiłem sympatię do tego fastfoodowego Mustanga. -
Raczej hardcore. Yippee to Jotka - w opór przeróbek.
-
Trochę prawda, trochę nie, jak zawsze. Dopóki nie wiadomo co to będzie, to i nie ma czym sobie głowy zawracać.
-
Rysunek pokazuje po dwie śruby na narożnik płyty. I słusznie. Nie przyjrzałem się zdjęciu fotela, ale po uważniejszym rzucie okiem widać, że po prostu tylko po jednej śrubie wkręcono do fotki. Ale rysunek kompletnie pomija mocowanie fotela do stelaża. W końcu to tylko rysunek poglądowy.
-
'Śruby' wydają się być wyraźnie przeskalowane. Być może efekt zminimalizuje się po malowaniu? I umieszczone są zupełnie 'po fantazji'. W górnej części fotela były po cztery punkty mocowania do rur stelaża z każdej strony. Dokręcana płyta zakrywała dolne pary i ponad nią widać było po dwa łby z każdej strony. Sama płyta to cztery śruby rozmieszczone mniej, więcej w narożnikach prostokąta płyty. Mowa tylko o oparciu fotela.
-
P-47D Razorback HV-Z "Silver Lady" Academy 1:72
greatgonzo odpowiedział sebastain → na temat → [L]Galerie
Dzięki. -
P-47D Razorback HV-Z "Silver Lady" Academy 1:72
greatgonzo odpowiedział sebastain → na temat → [L]Galerie
Ona jest na silckach? Skąd pomysł na kolorystykę elementów podwozia? -
Czekaj, Ty jesteś ten ochli co to co dwa miesiące oświadcza, że kończy pokazywać modele w sieci i wszyscy proszą go, żeby jednak pokazywał? Jeśli tak, to oczywiście, olej to co piszę i niech pozostanie:
-
Zestaw nie powala zgodnością z oryginałem. Szczudłowate podwozie, antena jak do poganiania bydła, kuriozalne felgi ... nie pomagają i łagodzą błędy wykonania, bo w sumie w tej sytuacji co za różnica? Gdyby jednak ktoś chciał zbudować przyzwoitego P-47 to warto zwrócić uwagę na kilka miejsc charakterystycznych dla tego samolotu, a często traktowanych po macoszemu. Łączenie kolorów kamuflażu. W modelu zupełna fantazja, a to rzecz powtarzalna i pozwalająca często z dużym przybliżeniem określić producenta i model. Przestrzeń pod limuzyną za pilotem - kolor kamuflażu, rzecz typowa dla amerykańskich myśliwców z okresu. Umiejscowienie i sposób malowania belki gwiazdy w okolicach wylotu powietrza intercoolera. Ruchome klapy wprowadzają tu nieco zamieszania i wyglądało to różnie w zależności od pozycji gwiazdy, okresu, a czasem, od indywidualnych decyzji malującego. Warto przyjrzeć się temu elementowi w danym egzemplarzu. Tu nie wyszło. Sposób zamalowania pasów identyfikacyjnych ETO na usterzeniu. Użycie koloru wyglądającego na Medium Green jest nieuzasadnione. Malowano to OD, tyle, że świeża farba odcinała się od zużytego nieco kamuflażu. Stąd ciemniejszy odcień widoczny na czarno białych i kolorowych zdjęciach. Można też podejrzewać użycie MAPowskiego Dark Green, ale to mało istotna różnica, bo i kolory różniły się nieznacznie. Szerokość żółtych końcówek śmigieł określona byłą instrukcją. Nie da się wykluczyć odstępstw, ale te, szczególnie jeśli znaczne jak w modelu, wymagają jakiegoś uzasadnienia w źródłach. Malowanie oznaczeń grup i dywizjonów w VIIIAF zmieniało się stosunkowo dynamicznie. W ciągu kilku miesięcy samolot zmieniał wizerunek kilkakrotnie. W okresie, który przedstawiony jest na modelu, nie sposób dopatrzeć się istnienia oznaczeń zestrzeleń. Można upierać się, że to wina jakości zdjęcia, ale chodzi o to, że warto trochę uważać, by nie dać się zwieść zdjęciom prezentującym samolot w innym czasie. W 56th FG (zresztą nie tylko) praktykowano zwyczaj woskowania powierzchni samolotów. Wielotygodniowe zmagania obsługi miały dorzucić pilotom te kilka dodatkowych mph. Czy ostateczny efekt wychodził poza sferę morale to inna dyskusja, ale na pewno skutkował efektownym połyskiem tak potraktowanych myśliwców. Z modelarskiego punktu widzenia to wyzwanie, bo wosk nie jest bardzo trwałym wykończeniem i zużywa się nierównomiernie, ale gdy chodzi o interpretację zdjęć, to jest o co zahaczyć.
-
Byłoby nieźle, gdybyś poradził coś z tym sterczącym wiatrochronem.
-
'Mighty Eight' praktycznie nie stosowała wyrzutni typu 'bazooka'. Zysk z ich użycia oceniono na znikomy, a pogorszenie własności lotnych samolotu za nie nie do przyjęcia. Mimo taktyki 'down to earth' wciąż głównym zadaniem armii pozostawało eskortowanie bombowców. 56th FG nie wykonała bodaj żadnej misji z bazookami, a kilka prezentacyjnych zdjęć 'Hairless Joe' Shillinga, choć może kogoś zmylić, nie zmienia sytuacji. Znacznie lepiej prezentowałyby się tu samoloty 9th AF. Ale może to nie jest istotne w grze.
-
Dla ścisłości goleń w Spitfire zamontowana była z odchyleniem 1stopień 24 min od pionu przy samolocie ustawionym z ogonem w górze. To dość wyraźnie widoczny ukos, choć nawet przy prawidłowo narysowanym schemacie ściągnięte ku sobie koła 'prostują' optycznie te golenie. Ale za prawidłowość schematów niech odpowiadają ich autorzy :). Nadal liczę na fotkę.
-
Nie widzę powodu, dla którego miano by rezygnować z Plesseya w Ósemkach. I są zdjęcia, gdzie widać te zaślepki. Zawsze trzeba uważać z nadmierną pewnością, ale u Ciebie to i tak bez znaczenia, bo masz przecież zaznaczony ten wylot. Tyle, że w dość kuriozalny sposób. Może mógłbyś zrobić fotkę prosto od nosa, wzdłuż osi samolotu? Podwozie na zdjęciach tego zestawu w wykonaniu, także innych modelarzy wygląda tak nierealistycznie, że mimo ich zapewnień, że jest OK i mojego własnego niedowierzania, że producent mógł zepsuć tak oczywiste miejsce, ciągle mnie to zastanawia.
-
Trzeba patrzeć na prace Rowina. Szczególnie te trochę starsze, kiedy budowa trwała znacznie dłużej. Np. P-47 i Hurricane o ile pamiętam. Kartoniarze czasem mają swoje kartonowe kanony, ale Piotr buduje po prostu realistyczne modele samolotów. A, że akurat z kartonu... . Duże przeżycie, zwłaszcza gdy oglądane na żywo.
-
Model prezentuje się bardzo ładnie. Miła dla oka próba podkreślenia śladów eksploatacji przy naklejkach na wyloty Browningów. Światło pod kadłubem powinno być bursztynowe w kolorze. Brakuje też zaślepki na wylot rakietnicy. Jeśli port Plesseya miałby być niezaślepiony, to i tu musiałyby pojawić się ślady po klejeniu i odrywaniu, o 'dziurze' w poszyciu nie wspominając. Mam nadzieję, że to obiektyw i perspektywa robią złą robotę i podwozie nie jest skoszone, jak sugerują to zdjęcia.
-
Nie ma co kombinować. Akurat to jest dokładnie poznane i nie ma takiej możliwości, by 'walkaway lines' namalowano na kokardzie.
-
Na tym zdjęciu zaślepki są zerwane przez obsługę i widać ślady po ich wielokrotnym przyklejaniu i zrywaniu. Pierwszy pocisk rozrywał zaślepkę i samolot wracał z lotu z postrzępionymi farfoclami na krawędzi natarcia. Kolejną rolą zaślepki była ochrona broni przed niskimi temperaturami w locie na wysokościach, a na początku wojny , dodatkowo, czerwona zaślepka oznaczała, że samolot jest gotowy do lotu bojowego, a broń załadowana i zarepetowana. Musiała to robić obsługa na ziemi, bo dopiero w późniejszych wersjach Spitfire możliwe było przeładowanie Browningów z kabiny.
-
Skrzydło C, 'uniwersalne', mogło przenosić różne wersje uzbrojenia, np. 4 działka. W najpopularniejszej wersji montowano 2 działka i cztery browningi '303. W komorze działek pozostawała pustka w miejscu zewnętrznej 'armatki', a osłonę wylotu lufy zakrywano dedykowaną zaślepką.To się wiązało też z kształtem pokryw komory działek, ale to inna historia. Wyloty 'blast tubes' Browningów zaklejano samoprzylepnymi zaślepkami, czerwonymi na ETO. Pod kadłubem okrągła lampa z kloszem w kolorze bursztynowym.
-
Defensywny/ofensywny to oczywiście podział umowny. Kamuflaże często muszą łączyć sprzeczne zadania. U podstaw DFS leżało przeniesienie działań myśliwców nad Francję i zwiększenie czasu operowania nad morzem. To kamuflaż morsko lądowy wymuszony przejściem do ofensywy . Gdy już większość, albo cały lot odbywał się nad europejskim lądem nikt sobie za bardzo nie zaprzątał głowy zmianami regulaminu, wobec zaistniałej przewagi w powietrzu. Co nie znaczy, że nie zdarzały się specjalne, okazjonalne zmiany kamuflaży. Może niekoniecznie z powodu kreciego kopca na lotnisku, ale już wprowadzenie nowego profilu operacji mogło do tego doprowadzić. Np 7th FG prezentowała eksperymentalne malowanie P-38 do nocnych lotów intruderskich OD/Black. Kamuflaże można też dzielić, na 'ukrywające' i 'deformujące'. Polski przedwojenny to typowy ukrywający. RAFowskie malowanie łączy cechy jednego i drugiego. Powszechnie znany deformujący to pierwszowojenna 'lozenga'. Za kamuflażem stoi cały szereg uwarunkowań. Sytuacja strategiczna, ekonomia, możliwości techniczne , czas itd. Amerykanie z początkiem 1944 nakichali na kamuflaż wobec rozstrzygnięcia kwestii przewagi w powietrzu na wszystkich frontach , a przede wszystkim, praktycznego wyeliminowania zagrożenia ataku lotniczego na własne bazy. Zresztą, już wcześniej przyoszczędzono wydając zgodę niektórym wytwórniom na ograniczenia w kwestii malarskiego zabezpieczania elementów konstrukcji płatowców, co nie pozostało bez konsekwencji. Ale to inna historia. Kwestia osiągów była w obu przypadkach mało istotna, ale zysk na czasie produkcji i cenie był nie do pogardzenia. Wszystko po to by kilka miesięcy później ponownie malować samoloty wobec planowanego przebazowania na kontynent i taktyki 'down to earth'. Ale przecież nie w wytwórniach tylko w Anglii, gdzie wojsko malowało za michę, a angielskie farby były pod ręką po taniości. OK, logistycznie to i tak miało sens. Win - win :). Przy okazji, o ile wiem, nie istnieje żaden potwierdzony przypadek pomalowania amerykańskiego samolotu w Anglii amerykańską farbą w tym okresie. Co nie znaczy, że nie mogło tak być. Fajnym przykładem złożoności problemu opracowania i wdrożenia kamuflażu jest wprowadzony rozkazem SR-2C 'trójkolorowy ' kamuflaż USNavy. Starannie opracowany, z wykorzystaniem wiedzy z takich dziedzin, jak fizyka, czy optyka, de facto czterokolorowy schemat potrzebował rozbudowanej i skomplikowanej instrukcji nanoszenia na różne samoloty. Rzecz była tak upierdliwa, że bodaj żaden samolot nie został pomalowany ściśle wg założeń. Np Vought użerał się z marynarką niemiłosiernie próbując jakoś urealnić proces malowania, żebrając zgody na kolejne uproszczenia. Oryginalny schemat był w zasadzie nieosiągalny dla normalnego lakiernika i wymagał artysty pistoletu natryskowego. Co najmniej takiego jak my ;). Problem kosztów i czasu zaczynał wchodzić w strefę abstrakcji. W rezultacie Birdcage z czasów SR-2c są malowane wg chyba (to z pamięci, na pewno nie mniej) trzech schematów nie licząc frontowych i poremontowych wersji. A na koniec i tak wszystko uprościło się do zamalowania całego samolotu na granatowo i wszyscy byli zadowoleni. Temat jak stąd do Rynu, a jego głębsze poznanie pozwala czasem realniej wykonać malowanie modelu. Nie raz czytałem o różnych kolorystycznych mitach, także dotyczących założeń i instrukcji malowań 'rzeczywistych' samolotów.
-
Cóż może być bardziej modelarskiego niż zasady malowania samolotów?
-
Wiadomo, że offtop, ale jeśli autor wątku się podkurzy to poprosi administrację o interwencję, albo admini sami wydzielą, nie ma co się martwić. Temat jest wg mnie ciekawy i jeśli serio Cię interesuje można pogadać.
-
Piotr, ten kamuflażowy temat jest na serio?
-
To jest klasyczny błąd logiczny polegający na próbie przeniesienia ciężaru dowodu.
