Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 383
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Napierdzielając cele naziemne we Francji?
  2. No właśnie, co z nimi? W sensie, co to za malowanie i co z nim latało?
  3. Tu już się zaczynają problemy semantyczne. OK, nie chcę zawracać rzeki kijem. Skoro tak jest, to jest. Ale i tak uważam, że w przestrzeni publicznej lepiej zmilczeć niż opierdolić.
  4. Temat oznaczeń i nazw samolotów z tamtych czasów to jest historia sama w sobie, ale moim zdaniem to co wyżej tylko potwierdza, że można spytać nawet o najprostsze rzeczy. Właśnie wielka popularność takich tematów jak Spitfire sprawia, że bez trudu można znaleźć mnóstwo materiałów niejednoznacznych, wprowadzających zamęt, lub po prostu błędnych. Potrafię sobie wyobrazić, że ktoś chciałby okazjonalnie zbudować model Spita i w związku z tym nie planuje gromadzić kosztownej literatury, ani spędzać w cholerę czasu na zbieraniu i weryfikowaniu informacji z sieci, które ogólnie rzecz biorąc średnio go interesują i w przyszłości do niczego się nie przydadzą. I cytat z wiki i nawet ten zupełnie OK artykuł ze Spitfiresite mają szansę pomóc inaczej. Pytanie o IX i IXc z innymi silnikami pozostaje dla mnie niezbyt jasne, ale, złośliwie zauważę, to chyba bez znaczenia, bo przecież to tylko chwila z google i wszystko jasne. Czyż nie? ?
  5. Ale dlaczego trzeba to robić? Dlaczego trzeba przyjmować wzorce , które ktoś uważa za świetne? Dlaczego czyjś wzorzec ma być ten właściwy? OK, niech będzie, ale to raczej trzeba uzasadnić. Bądźcie pewni, że gdybym sugerował swoją wizję modelarstwa w swoich postach zostałbym znienawidzony najpóźniej po trzech. A abstra:bip:ąc od ogólnych spraw to moim zdaniem jest zupełnie normalne, że ktoś nie ma pojęcia o Spitfire. I woli pogadać o tym z kolegami na forum niż szukać w samotności po sieci. Bo to jest po prostu fajnie. No nie jest, ale mogłoby być. I ma to spory sens od strony praktycznej, bo jak osoba spoza tematu ma weryfikować znalezione w sieci informacje? Nie mówiąc o tym, że taki artykuł jak podlinkowany wyżej może być kłopotliwy do przeniesienia na praktykę bez jakiegoś usystematyzowania. Kzugaj znalazł artykuł w 30 sek. Co to znaczy? Ma to jakieś znaczenie w jakim czasie znalazło się informację? Jak to wpływa na jej wartość? Czy byłaby wielka różnica, gdyby ktoś znalazł ten artykuł w 30sek. i zalinkował go z pytaniem 'jakie zmiany były zrobione temu samolotu i co jest wart ten artykuł?' I tak ten podlinkowany artykuł wymaga takiego pytania i dopiero tu zaczyna się istotna pomoc. Czy artykuł jest wiarygodny, czy ma błędy i niedomówienia, czy wyczerpuje temat? No i czy i jak się da go przełożyć na konkretny samolot, którego model ma powstać? Wcześniej to tylko zagajenie rozmowy. Jeśli ktoś uważa, że nieudolne, czy głupie, to nikt mu tego prawa nie zabierze w sanktuarium fotela, klawiatury i ekranu. Po co się zniżać do nieswojego poziomu? I szczerze mówiąc nie widzę jakoś sytuacji, gdy po opublikowaniu postu, w którym autor zamieszcza kilkanaście linków do znalezionych pracowicie artykułów z prośbą o oddzielenie ziaren od plew, brać forumowa rzuca się czytać te wszystkie teksty i pisać podsumowania. A własnej pracy i tak się nie uniknie. Szansa na to, że się dostanie konkretną odpowiedź na nadmiernie obszerne pytanie i tak jest bliska zeru. Nawet bez połajanek. Ja się z odpowiedzią RAVa zgadzam. Też (?) nie zrozumiałem pytania, ale to jest jednak inna sprawa.
  6. Jest okazja by spróbować dowiedzieć się jak to jest w kwestii, która od dość dawna mnie zastanawia. Dlaczego jest rzeczą niewłaściwą zapytać się o historyczny samolot na hobbystycznym forum modelarskim? Wydawałoby się, że takie forum dokładnie temu m.in. służy. Praktyka pokazuje, że nie każde pytanie spotyka się z krytyką. Jakie zatem są kryteria? Skąd wiedzieć, które pytanie wstyd zadać? I dlaczego, u diabła, wstyd?!
  7. Chyba też nie mam nic konkretnego do powiedzenia, przynajmniej przy tak postawionym pytaniu. Bo pytanie jest z serii 'Jakie ma ptaszek?". Ale być może jestem z innego świata i inni doskonale rozumieją jaki ptaszek i co ma mieć. Jak ktoś przetłumaczy, to może uda się konkretniej :).
  8. Kabinę malowano Grey Green. Kolor ten kończył się na wrędze 11, tej z fotelem. Dalej kadłub malowano na srebrno, na szarym podkładzie. W drugiej połowie 1943 pojawił się zapis likwidujący malowanie wnętrza ogona i dotyczył tylko Mk IXF. Wiele jednak wskazuje, że tylko zapis i zasadę wprowadzono we wszystkich Mk IX. Nie jest jednoznaczne, czy rezygnacja z malowania dotyczyła tylko powłoki srebrnej, czy także primera. Sporo wskazuje na to, że ogon pozostawiano jako NMF. W okolicy końca wojny kolor Grey Green pojawił się w miejscach, gdzie dotąd używano innych kolorów - klapy, podwozie... . Znów nie jest całkiem pewne których Mk to dotyczyło. Jest wersja, że Grey Green pokrywał także wnętrza ogonów i także w Mk IX. W sumie szansa, że tak było na jakimś wojennym Spitfire jest moim zdaniem bardzo marna.
  9. Na moje oko KM112 ma limuzynę rozwojową z Kalifornii tzw typ -6. Tych limuzyn było co najmniej 5 rodzajów, sądzę, że trudno je wszystkie znaleźć w ofercie zamienników.
  10. A te modele 144 to mają linie podziału jakoś szczególnie mniejsze niż czołowe jakościowo zestawy w większych skalach? Bo mnie się wydawało, że niezależnie od skali producenci dążą do linii najdelikatniejszych jak się da.
  11. greatgonzo

    Walki powietrzne

    To ciekawy temat i człowiek chętnie by się czegoś dowiedział. Rozumiem, że to trudne, ale gdyby udało się Wam przenieść ciężar z podjazdów ad personam na przekazywanie informacji i ustalanie wspólnego zbioru dyskusją to łatwiej byłoby się czegoś dowiedzieć i zrozumieć. Ja byłbym wdzięczny, gdyby się udało.
  12. Moment, moment, to Ty rozprawiasz o nitach na kadłubie? Kadłub nie był szpachlowany i nity były widoczne, jak w każdym innym samolocie z nitami 'wpuszczanymi'. Wyróżnikiem było tu losowe stosowanie nitów wykonanych z różnych stopów, co dawało mozaikę odcieni złota, srebra, błękitu... . Widać to nawet na czarno białym zdjęciu.
  13. Piszesz o tych uprzężach jakby były różne. To ten sam Sutton. Znaczy się, tak jak to zamontowałeś, to rzeczywiście, mamy tu dwa podtypy pasów, ale zaryzykuję twierdzenie, że producenci zestawów tego nie rozróżniają. Za to wykonali te pasy z błędami. Z tych zdjęć trudno stwierdzić na pewno, ale montaż pasów naramiennych na dolnych zdjęciach jest być może prawidłowy. Na górnych zdjęciach montaż jest błędny. Wiem, że i tak nikt tego nie zauważy, więc uwaga jest tylko 'dla chętnych'.
  14. Na podkład ZCY nakładano szpachlę natryskową. Na przednią część skrzydła szła druga warstwa. Łączenia paneli wypełniano czerwoną szpachlą w paście. na to szedł kamuflaż. Pozostawiano szczeliny paneli, które trzeba było czasem otworzyć, czyli w uproszczeniu uzbrojenie na górze, podwozie i zbiornik paliwa na dole. Ze dwie linie podziałowe budzą kontrowersje, ale generalnie rysunki są łatwe do znalezienia, choćby pod przytoczonym wyżej linkiem. W służbie szpachlowanie skrzydła miało być utrzymywane w stanie fabrycznym. Praktyka nie zawsze szła za regulaminem, ale to nieco szerszy temat. W tym czasie w ogóle szpachlowanie samolotów było popularne po obu stronach frontu. Modelarze na ogół zachowują się jakby u aliantów tylko Mustang widział szpachlę, ale rzecz była powszechna. Spitfire, Corsair, Lightning... .
  15. Zasadniczo wszystkie Mustangi miały szpachlowane skrzydła (wg określonych zasad powierzchniowo, nie tylko nity). OD początku produkcji.
  16. Wszelki suche proszki reagują tak na werniks. Płyn unosi i przestawia drobinki, a także zmienia fakturę dodając połysku. W rezultacie nikną te najdelikatniejsze fragmenty i całość nabiera kontrastu, a czasem pojawia się efekt 'wymycia' fragmentów dzieła. Codzienność dla tych, którzy malują obrazy pastelem. Całkowicie nie da się tego wyeliminować. Można to minimaliazować odpowiednio nakładając utrwalacz. Delikatnie, mgiełką bez agresywnego dmuchania i bardzo nieobfitą ilością lakieru. Szczególnie pierwszy natrysk, który powinien być traktowany tylko jako 'klej' do zespolenia drobinek z powierzchnią. Nie jest to bardzo łatwe, bo nie można dopuścić do napylenia 'suchej warstwy'. Usuwanie suchego odkurzu zabierze ze sobą sporo kolorowego proszku. Ale jakieś zmiany i tak będą i jedyny sposób na to, to nauczyć się przewidywać efekt. Dlatego ta trudna, bo stosunkowo mało kontrolowalna metoda, rzadko sprawdza się jako samodzielny sposób na ślady eksploatacji. Dobrze wychodzi np. w połączeniu z aerografowymi podmalówkami. No i jako warstwa ostateczna, bez lakieru. Tu jednak, o ile model nie stanie w pyłoszczelnej gablotce , trzeba tę warstwę uzyskać jako 'trwałą'. To znaczy, że za gotowe uznajemy to co zostało, po np. wielokrotnym przetarciu proszków suchym pędzelkiem. W przeciwnym razie efekt będzie się ulatniał z każdym odkurzaniem modelu. Efekt z proszku można też budować dodając warstwy i kolejne werniksy. Więcej roboty, ale kontrola łatwiejsza. Niekoniecznie za pierwszym razem ;).
  17. Nie no, o ten resor się złośliwie przyczepiłem. Cóż, wyobraziłem sobie Defianta na resorach i trudno to sobie odwyobrazić ;).
  18. Elegancka robota. Czego? ?
  19. Też jestem ciekaw. Mój Paashe robi wrażenie, jakby można było nim i gwoździe wbijać, ale to prostszy model.
  20. Jeżeli ten kzł to poważny wydatek, to warto znaleźć sposób na potestowanie sprzętu. Mimo świetnej opinii Iwat zdarzają się czasem przypadki, kiedy ludzie źle się z nimi dogadują. Ponadto jakość aerografu, o której tutaj mowa w zasadzie nie przekłada się na efekty na modelu. Tu dużo istotniejsza jest dyskusja jak używać aerografu w określonym celu, niż jakiego aerografu użyć. Może okazać się, że pół ceny zapewnia pożądane efekty i komfort pracy, a dopłata 100% jest za uczucie luksusu. Nie twierdzę, że nie warto. Po prostu w każdym, znanym mi, technicznym urządzeniu w pewnym momencie przyrost jakości jest staje minimalny i coraz mniejszy przy gwałtownie rosnącej cenie. W niektórych sytuacjach ten dodatkowy ułamek jakości ma znaczenie zasadnicze, ale malowanie modeli raczej się tu nie łapie. Jak mówiłem, kwestia co znaczy ten kzł.
  21. Zemsta za 'konkretnego' ;). Nie żebyś nie miał racji... . I dzięki za dobre słowo, nawet jeśli trochę na wyrost. Łanowski faktycznie tak pisze, ale to jednak trochę podejrzane. Gabby konsekwentnie przygarniał oznaczenie kodowe 'A' poza początkowym okresem, gdy ogólnie rzecz biorąc, sytuacja w tym temacie była inna. Na 'Silver Lady' nie pojawiły się też żadne oznaczenia indywidualne - pilot, obsługa, zestrzelenia pilota. W drugiej połowie maja '44 do 56th dotarły pierwsze Bubbletopy. Akurat wtedy Gabresky zaczął latać na HV-Z.Wg mnie Samolotem osobistym Gabby'ego z miejsca stał się słynny później D-25 42-226418, a pilot upodobał sobie sobie 'Silver Lady' jako furę tymczasową. To był, swoją drogą, Razorback w najnowszej wersji, wiec jak najbardziej, 'przystawał' dowódcy. A latać czymś trzeba było, bo poprzedni HV-A, to był wysłużony już D-11, który raczej bez specjalnego żalu oddano do rosnącej w siłę 9th AF. To jest trochę spekulacja i w sumie chyba tylko semantyczny problem, ale tak mi się skojarzyło. Aha, żeby nie było wątpliwości. W czasie gdy Gabresky latał HV-Z, 'Silver Lady' nie była samolotem bezpańskim. Przynależała do maj. L.C. Smitha. Nazwiska jego i obsługi namalowane były pod wiatrochronem.
  22. Było powszechnie wiadomo, że Gładych miał samolot oznaczony M for Mike. Do tego znana była informacja, że pilot latał i miał okazję ewakuować się w locie z D-10 HV-M. Przez lata serial tego samolotu i oznaczenie kodowe przypisywane były 'Pengie II'. Skoro jego pierwszy Thunderbolt oznaczony był M, Bubbletopy oznaczone były M, to niby jak miał być oznaczony 'Pengie III'? Cóż okazało się, że opuszczony przez Gładycha HV-M to był samolot Donovana Smitha, jeden z serii nazwanych 'Ole Cock'. Zachował się nawet pamiętnik Donovana, gdzie ten 'żali się', że polski Pilot pozbawił go myśliwca. Wszystkie sylwetki z kodem i serialem 'Pengie II' trzeba było wyrzucić do kosza. Ale do dziś można spotkać tę wersję. Automatyczne przyznanie kodu HV-M 'Pengie III' też przestało być automatyczne. W końcu dokopano się do tego HV-V bar (jeżeli już mamy być konkretni ? - HV-V to zupełnie inne oznaczenie i inny samolot). W tym całym temacie robotę odwalili głównie Peter Randall i Nigel Julian. Radosna twórczość to jednak przesada. Kiedy Techmod robił te kalkomanie to wszystko było kontrowersyjne i znane nielicznym. Dziś to żadna czarna magia i szczerze mówiąc, nie trzeba nic ponad wpisanie 'Pengie III' do googla. Znakomity, także merytorycznie (tym razem), obrazek Kolachy pojawia się na samym przedzie. Ale to i tak jest dość tajemniczy samolot. Znane są bodaj trzy zdjęcia, gdzie nie widać wielu miejsc. Zdjęć 'Silver Lady' (HV-Z bar!) jest po kokardki. Samolot sławny i w zasadzie Łanowskiego. Z tym, że nie wiem, czy warto zawracać sobie tym wszystkim głowę w budowie, której celem jest przetestowanie srebrnego przed kolejnym warsztatem. HV-M w 56th FG było w sumie stadko. Któryś tam przeżył... . ?
  23. O ile nie interesuje Cię What IF, to od razu zaplanuj inne malowanie.
  24. greatgonzo

    H&S Ultra i bańki

    Mylisz się i błędnie określasz zasadę działania aerografu. Powietrze i farba w tych urządzeniach spotykają się dopiero za dyszą. Powietrze zasysa farbę z dyszy podciśnieniem. Obecność sprężonego powietrza w miejscach przeznaczonych dla farby oznacza, z definicji, nieprawidłowość w działaniu aerografu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.