Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 381
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Szkoda, że nie ma zdjęć. Problemem może być duża powierzchnia naklejonej taśmy i niewłaściwy sposób jej usuwania. Często warto też osłabić klej taśmy maskującej naklejając ją najpierw na coś, a dopiero potem na model.
  2. No fakt, trudno o wypowiedź tak doskonale mijającą się z prawdą. OK, bywa, ale bardzo jestem ciekawy źródła.
  3. Myślę, że mocowanie anten wymaga trochę więcej kombinowania. Na zdjęciu widać niefortunne zgrubienie w miejscu, gdzie 'drut' wchodzi w kadłubowy izolator. Sam lubię stosować rajstopowe nici, ale czasem trzeba przy nich trochę pomajstrować. No i nie wiem dlaczego chcieć malować anteny akurat na czarno? To pomijając , że sama antena drutowa jest w tym Spicie zbędna. Za późno na nią, w przeciwieństwie do bębenkowego Plesseya w ogonie, na który jest z kolei za wcześnie .
  4. Na szczęście i inne moto stylizuje się w ten sposób. Choćby motocykl wzorcowy ;) : A jeszcze lepiej, że modelarstwo rządzi się własnymi prawami .
  5. Shovel Head. Niby klasyk, niby japończyk, ale wciąż jednak, niestety, Harley... . ;)
  6. A, o to chodzi. Jasne, tylko tu nie ma manewru. Wydechy to był naturalny rozwój, niezależny od wersji silnika (Twój to akurat LFIX, zatem silnik 66). Okrągłe to dużo późniejszy okres i w grę wchodzą tylko 'fisztejle'.
  7. Ten 'contactor' po wprowadzeniu IFF był zbędny. Gray Green malowano kabinę faktycznie do wręgi z fotelem. Nie wchodząc w dość skomplikowane szczegóły, najprawdopodobniej dalej w kierunku ogona wnętrze było NMF. Są tez inne możliwości, ale wśród nich Gray Green jest w zasadzie nieprawdopodobny. Na czym polega problem z wydechami?
  8. Pokaż ten budzik. Peapsqueek to już prehistoria w tym czasie. brak fotokarabinu to początki wersji MkIX. W czasie inwazji był to już standard, choć nie da się tego powiedzieć z pewnością dla konkretnego samolotu. Otwór faktycznie zaklejano. Rura tlenowa na prawej burcie. O malowaniu przy okazji, bo teraz lecę na spotkanie.
  9. To zawsze jest Twój wybór jak pomalujesz. Jeśli bazą dla tej decyzji ma być wszechobecne wśród modelarzy zdanie: 'malowali tym co było pod ręką', to ja nic nie będę w stanie pomóc. To nie znaczy, że w innym razie będę w stanie . Jest serial? Nie wiem czy samolot ten sam, ale pilot owszem:
  10. A, taka sensacja . Trudno coś kombinować, nie wiedząc co robisz.
  11. Widziałeś zdjęcia z epoki jednoznacznie pokazujące ten fragment wnętrza? Gdzie?
  12. Nadal nie widzę związku z kabinami. Przepraszam. Tak, są dwie wersje skrzydła, warunkowane modyfikacjami podwozia. Źródła to szeroko pojęta ikonografia, studia Edgara Brooksa i chyba przede wszystkim modyfikacje dla Spitfire: - mod 1324 - mod 1517 - mod 1545 Vickers Spitfire Modification Ledger Book (sorki, jeśli pokręciłem coś w tytule; na życzenie sprawdzę dokładnie).
  13. Nie wiem o co chodzi z tą kabiną. Nie pisałem o niej ani słowa. Zdjęcia z 1946 roku pokazują, że samolot nie przeszedł modyfikacji i wciąż zachował oryginalne skrzydło oraz kompletne podwozie. A oryginalna trakcja podwozia jest sprzeczna z modyfikowanym skrzydłem ex definitione.
  14. greatgonzo

    Nowy sprzęt

    To chyba kurs dolara jest winien, ale paashe jest duużo droższy niż pamiętam. Wg mnie w stosunku do konkurencji obecnie za drogi.
  15. greatgonzo

    Nowy sprzęt

    Pewnie po nic. Po prostu nie robisz naprawdę precyzyjnych malowań. W przeciwnym wypadku taka 'pamięć' to skarb. Ułatwiający dobry efekt, nie że bez tego się nie da. O Evolution można też np. powiedzieć, że jest świetną opcją, bo pozwala na stopniowy upgrade do najwyższego poziomu firmy. Kwestia co chce się powiedzieć ;). Wg mnie, gdy budżet ograniczony warto poumawiać się z ludźmi i popróbować różne marki. Zobaczyć, która 'leży', a która przeciwnie. W dużym mieście to powinno być wykonalne. Można też spróbować dogadać się w temacie przy okazji jakiejś imprezy modelarskiej. I, jak zawsze, nie liczyć na to, że z nowym aerografem jakość uzyskiwanych efektów nagle się poprawi.
  16. Czy to zdjęcie nie pokazuje aby pracy komisji sędziowskiej?
  17. Wnosząc z Twoich wypowiedzi jesteś młodym człowiekiem. Proszę zatem, przyjmij poniższe jako życzliwą sugestię . W takich sytuacjach lepiej sprawdzić swoje źródło. Pisząc 'gdzieś, coś (nawet nie wiem co) widziałem' kładzie się na poparcie swoich słów jedynie własny autorytet. To może nie wystarczyć i niewiele jest ludzi, którzy mogą sobie na to bez ryzyka pozwolić. Na samolotach PSP tych szachownic namalowano tysiące i nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że nie mogło się zdarzyć tak, że jakiś znudzony pilot przyłożył rękę do którejś z nich. To jednak co innego niż twierdzenie: 'piloci malowali szachownice' sugerujące, że to był standard. Nie był. Odszukałbym też to zdjęcie, czy film i sprawdził, czy aby na pewno był na nim pilot z pędzlem. A potem pokombinował trochę nad ideą zdjęć pozowanych i propagandowych. Ale podziwiam entuzjazm . zloty: Bardziej myślałem o ludziach, którzy chcieliby w przyszłości robić MkXVI i uniknąć pomyłki, ale taki 'chętny' też jest bardzo fajny! Po przeniesieniu operacji lotniczych na kontynent samoloty zaczęły latać z tamtejszych stałych baz. Geometria podwozia Spitfire, projektowanego z myślą o trawiastych lotniskach brytyjskich, okazała się być zabójcza dla opon na twardych nawierzchniach. Zmieniono golenie (lub ich końcówki, w zależności od zastanej sytuacji) prostując dotychczasowy układ kół. To wymusiło dodanie wysklepienia wnęki podwozia i elementu ją wzmacniającego na górnej powierzchni skrzydła. W ślad za tymi zmianami zastosowano nowe, trzyszprychowe koła. Fizycznie całość miała miejsce już po zakończeniu działań na ETO i wojenny MkXVI w takiej konfiguracji nie powinien istnieć. Twój jest wojenny i przekonstruowane skrzydło, a także nowa felga są tu nie na miejscu. Zresztą potwierdzają to ponad wszelką wątpliwość zdjęcia ZF-P. A z zasady goleń ze starą, 'angielską' trakcją koła (prawidłowa dla ZF-P) i zmodyfikowane skrzydło w jednym samolocie nie mają w ogóle sensu. To nie zadziała. Przypomina mi się historia jednego z restauratorów, który odbudowując samolot przyjął, że podwozie Spitfire to podwozie Spitfire i nie wnikając w temat zamontował ustrojstwo. Po próbie wciągania podwozia trzeba było zrywać poszycie ze skrzydła, by jakoś odblokować zakleszczone koło .
  18. Chociaż rozstaw goleni MkI i MkXVI jest niemal taki sam to akurat przy MkXVI nastąpiły dość istotne zmiany w geometrii podwozia i jego elementach. Model jest skończony i sympatyczny, więc nie ma co kombinować, ale mimo to wspomnę, że przedstawiony tu układ podwozia jest hybrydą różnych wersji w naturze niewystępującą. 'Dla chętnych' wspomnę. Marcin, piloci bardzo rzadko malowali swoje oznaczenia, a powtarzalne symbole, jak znaki przynależności państwowej, czy godła jednostki - bodaj nigdy. Zwróć też uwagę, że na tym Spicie Karola Pniaka nie było owych dodatkowych, atrakcyjnych elementów, o których wspominasz.
  19. Forum internetowe oferuje narzędzie pozwalające skontaktować się z administracją i zasugerować przeniesienie/usunięcie treści psujących wątek. Moim zdaniem to ma szansę zadziałać, w przeciwieństwie do 'z definicji' skazanych na porażkę apeli do dyskutantów. Być może lepiej zostawić to autorowi wątku? Może akurat cieszy go to, że w jego temacie wypowiadają się tacy modelarze jak Andrzej , czy Mikołaj? Może cieszy go co innego. A jeśli rzecz go wkurza, to ma on nie tylko narzędzie ale i chyba najbardziej uprawniony mandat do tego by prosić o porządki. Wciąż jednak każdy może to zrobić.
  20. Moim zdaniem, jak ktoś ma Kasprowy, to ma swój Kasprowy, a nie swoje Himalaje. Ale niech będą i Himalaje. Jeśli mu z tym dobrze to wszystko jest si. Problem pojawia się, gdy ktoś nie może pogodzić się, z tym, że to tak naprawdę Kasprowy i zaczyna tłumaczyć, że to jednak prawdziwe Himalaje. Takie może trochę inne, ale Himalaje jednak. Siebie oszuka - jego sprawa. Niestety czasem i inni się załapią. Gdy Kasprowy pozostanie Kasprowym, a Himalaje Himalajami to i toksycznego sporu o wizję, czy podejście raczej nie będzie. Chyba nie. Forum jest raczej po to by móc pogadać o modelarstwie w gronie ludzi zainteresowanych tematem. Funkcja edukacyjna jest przy okazji i jest też zwyczajnie marna. Jeżeli komuś faktycznie zależy na rozwoju to bez porównania lepszy efekt osiągnie odnajdując modele jakie sam chciałby robić i następnie prosząc o pomoc ich autora. Jeżeli ten się zgodzi i obie strony złapią fajny kontakt międzyludzki, to z takiego indywidualnego prowadzenia coś może wyjść. Prywatnie, czy publicznie, jak kto lubi. Prywatnie pewnie będzie skuteczniej. Czasem, bardzo rzadko, taka sytuacja tworzy się sama w publicznej relacji, gdzie w naturalny sposób krystalizuje się 'szef pomocy' i w zasadzie to on decyduje o kształcie wspomagania budowy. Wtedy widać jak szybki może być postęp. Można to zaobserwować na forach, ale jak wspomniałem rzadko i nie ma co liczyć na to, że samo się stanie. W zwykłym, forumowym trybie jest tak, że, hmm... wyobraź sobie, że masz klasę w szkole, w której siedzi jeden uczeń, a lekcję prowadzi piętnastu nauczycieli, z których tylko część ma w ogóle jakieś kwalifikacje, a wielu uczy innych przedmiotów. To by było mniej więcej to.
  21. Moim zdaniem 'wydaje mi się' jest bardzo dalekie od odpowiedzi. Skoro jednak widzisz to inaczej, to lepiej nie brnąć nam w trudną dyskusję. Ja z kolei nie rozumiem podejścia Merlina. Hobby jako rzecz niezbyt istotna, w sytuacji gdy jest jedną z niewielu spraw w życiu, które możemy sobie wybrać bez zewnętrznego wpływu? Praca? Cóż praca? Bywa nielubiana, bywa konieczna. Cóż się stanie, jeśli zrobimy coś w niej w stopniu wystarczającym ale obiektywnie raczej byle jak? Skoro to wystarczy by wszystkim było OK, to niech tak będzie. Nie musi tak to wyglądać, ale potrafię to zrozumieć bez problemu. Wybrać sobie hobby, by robić byle jak, to dla mnie dziwadło straszne. Podobnie jak wchodzenie w miejsce poświęcone wyłącznie modelarstwu redukcyjnemu z manifestem, że to nieistotna działalność. Obiektywnie - diabli wiedzą, np. walka z kartelami narkotykowymi jest pewnie istotniejsza, ale na forum modelarskim jej nie ma. Jest tylko modelarstwo. Ale to oznacza tylko, że myślimy inaczej w tym temacie (Merlin myśli tak jak myśli, a niekoniecznie tak, jak wyniknie z takiej, czy innej interpretacji mojej wypowiedzi, szczególnie, że tylko w małej części o nim piszę - proszę, nie idźmy w tę stronę). Moim zdaniem do oceniania postaw jest zapewne jakieś inne forum. Tu przydadzą się jedynie jako ciekawostka, albo dodatkowa informacja określająca cele jakie spełniać ma prezentowany model, czy jego budowa. Nie mają natomiast żadnego wpływu na ocenę modelu, czy na sposoby na modelarski rozwój (w tym temacie, jak sadzę, post Merlina i ewentualnie dodatkowa informacja o innej możliwości podejścia załatwiły rzecz w odniesieniu do Jureczka; reszta dyskusji jest w tym wątku przypadkowo). Rozdzielenie tych dwóch spraw: podejścia do budowy modeli i oceny samego modelu znacznie ułatwiałoby rozmowę. Niestety rzadko się to udaje.
  22. Jasne. Dlatego ten cel to w ogóle jest dość delikatny temat do dyskusji. Na szacunku spokojnie można zakończyć. Lepszym tematem jest rzecz wymierna i neutralna, np. dobry model i co jest potrzebne by go zrobić.
  23. Smokepsv. Powiedz mi, czy masz jakieś doświadczenie w uczeniu ludzi rzeczy uznanych, za takie do których potrzeba talentu, smykałki, drygu? Wydaje mi się, że nie. Ja to obserwowałem i sam, tymi ręcami robiłem. Mogę, bez żadnych wątpliwości powiedzieć, że talent niezbędny jest na samym szczycie takiej dziedziny. Poziom 'profesjonalny' osiągnie absolutnie każdy zdrowy, chętny człowiek, tyle że ten z talentem osiągnie to łatwiej. I to tylko w przypadku, gdy nie zapatrzy się za bardzo w swój talent i nie będzie kontestował procesu nauki. Wtedy może to być trudniejsze niż w przypadku typa z brakiem talentu ale z pokładami dobrze ukierunkowanego zacięcia. W modelarstwie to nawet nie wiem, czy zastrzeżenie o samym szczycie jest zasadne. Znam modelarzy, którzy mimo braku talentu malarskiego potrafią zacięciem i próbami dojść do najwyższego poziomu. Sprzeczność polega na przyjęciu zasady, że przyjemność i wyścigi się wykluczają. I nawet nie o to chodzi, że np. dla mnie wyścigi i radocha to w zasadzie synonimy. Jeżeli wyścigi wykluczą radochę, to będzie oznaczało, że ta nastąpi wyłącznie w parze z bylejakością. Oczywiście taki przypadek jest możliwy, ale nie przypuszczam by autor zdania taki właśnie przypadek chciał promować. Dlatego wspomniałem o sprzeczności.
  24. Dziękuję za punkt. Chętnie oddam Ci go za elegancję . Ja tylko uważam, że czasem warto polubić słowa.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.