Skocz do zawartości

HKK

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    2 423
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    17

Zawartość dodana przez HKK

  1. Jak jest moja praktyczna rada w tym temacie/dylemacie? Jeśli chcę, żeby mój model na forum podlegał w miarę obiektywnej ocenie, to przedstawiam warsztat. A na początku warsztatu definiuję, co jest moim celem i jak chcę go osiągnąć. I niech potem ludzie mnie chwalą albo krytykują w zależności od tego jak dobrze mój cel został (lub nie został) osiągnięty.
  2. Założyłem temat:
  3. Ciekawa dyskusja zaczęłą się tutaj: i tutaj: Moderatorzy niestety nie zareagowali na prośby przeniesienia postów do nowego wątku, więc zakłądam takowy. W skrócie. Chodzi o to, czy da się w jakiś sposób zdefiniować modelarstwo tak, abyśmy byli mniej więcej zgodni, że o to właśnie w tej działalności chodzi. O ile rozumiem, @greatgonzostoi na stanowisku, że nadrzędnym celem modelarza powinno być jak najwierniejsze oddtworzenie obiektu rzeczywistego w skali. I w taki sposób powinniśmy oceniać modele. Jeśli merytoryka jest nie do końca w porządku, jeśli autor nie przyłożył się do zgłębienia tematu - jest to błąd. Tak samo istotny, jak niechlujne sklejenie elemetnów. Popraw mnie @greatgonzojeśli to nie tak. Ja absolutnie nie walczę tu na noże z @greatgonzo. Dla mnie merytoryka jest ważna. A modelarstwo ma dużo wspólnego z odtwarzaniem obiektów rzeczywistych. Chociaż, czy modele sci-fi albo fantasy nie podlegają pod modelarstwo? Nie zgadzam się jednak z tym, aby owa zgodność była zawsze głównym kryterium. Że trzeba (powinno się) ten punkt widzenia przyjąć, bo owa zgodność to klasyka, kanon i w ogóle sens modelarstwa. Owszem, przejaskrawiam, ale to nie jest argument w stylu strawmen. Podkreślam fakt, że takie stanowisko można zbyt łatwo sprowadzić do absurdu. Żeby nie być gołosłownym - @greatgonzonapisał: Ja zawsze piszę w klasycznym rozumieniu modelarstwa redukcyjnego, jako wykonaniu maksymalnie wiernego odpowiednika obiektu rzeczywistego w skali. Na innych rozumieniach się nie znam, na ogół ich nie rozumiem. No i to mnie niepokoi. Odbieram takie stanowisko jako arbitralne definiowanie kryteriów. B. cenię @greatgonzoale dlaczego to on ma definiować cele modelarstwa? Ale mogę się myllić. Może tacy jak on powinni to robić ze względu na wiedzę i doświadczenie? A może po prostu większość z nas na takie kryteria się zgadza?
  4. I tak będę się spierał, że nie masz wystarczających argumentów żeby twierdzić, że coś jest klasycznym rozumieniem modelarstwa redukcyjnego. Klasycznym, czyli pierwotnym. To znaczy takim, że kiedyś wszyscy czy większość modelarzy tak go rozumiała? Kiedy? W latach 70-tych, 80-tych, później, wcześniej? Zawsze mogę argumentować, że w tym okresie olbrzymia większość budujących modele to była dzieciarnia i młodzież kompletnie nie dbająca o takie rozumienie. Oraz starsi traktujący to jako zabawę. Więc kto? Garstka (w porównaniu z resztą) entuzjastów którzy zdecydowali, że tylko oni zasługują na miano MODELARZY i tym samym decydują o definicjach i celach modelarstwa redukcyjnego. Zgodzili sie milcząco, że takie kryteria będą obowiązywały w ich gronie i super. Ale dlaczego mają one obowiązywać wszystkich? Owszem, gdyby modelarstwo zostało jakoś uporządkowane i uzyskało swoją istotną reprezentację i organizację jak dajmy na to kolarstwo, to ok. Wtedy byłoby jakieś ważne gremium decydujące co rozumieć jako modelarstwo redukcyjne a czego nie. I domowy sklejacz nie nazywałby siebie modelarzem, podobnie jak jeżdżący rekreacyjnie rowerem (nawet intensywnie) nie nazwie siebie kolarzem bez poczucia śmieszności. Niestety, tych którzy chcieliby się na poważnie "ścigać" modelarsko jest zbyt niewielu. I nie są w stanie wprowadzić swojej wizji wyczynowego modelarstwa do głównego nurtu tego hobby. Koniec, kropka. Modelarstwo redukcyjne nie było, nie jest i nie będzie sportem. Stety, niestety. Czyli np. modelarstwa A.Z. gdzie model przedstawia obiekt jak w trakcie dziwacznego złomowania. Zerwane poszycie, silniki w demontażu, za to pełne uzbrojenie i wyposażenie. Przecież jego modele w tej formie to czysta fantastyka. Wierna w szczególe, świetnie zdetalowana, ale fantastyka. Trochę żartuję, ale tylko trochę.
  5. Na tym, czyli na czym? Jednemu na tym, drugiemu na czym innym. Nie ma takiego bytu jak "wszyscy". To właśnie kwestia kryteriów które niekoniecznie muszą być wspólne dla wszystkich czy nawet dla większości. Ja osobiście mam po dziurki warsztatów które zaczynają się od ambitnych zapowiedzi a następnie przez jakiś czas dostajemy garść fantastycznych detali wykonanych pod mikroskopem z blaszek, drucików i mikronowych profili. Sypią się lajki, ochy, achy, omdlenia, kciuki w górę. A potem koniec, bez nawet symbolicznego zamknięcia kadłuba. Bo autorowi się odechciało, zorientował się, że życia nie starczy, albo zwyczajnie zafascynował się czymś innym. Takie coś, to wg. mnie absolutna porażka projektu, bez względu na poziom częściowych rezultatów. I sam tu nie jestem bez winy. Takie projekty przebite osinowym kołkiem ludzkiej niepamięci, tysiącami zalegają modelarskie fora. I wg mnie to one zasługują na ostrą krytykę i końcowy komentarz w stylu: "stary wybacz, ale, znowu dałeś d...". W porównaniu z tym, niezbyt piękny i obarczony błędami model ale zakończony, jest sukcesem. Bo np. rezultatem jest satysfakcjonujący autora i zgodny z założeniem projektu kolejny egzemplarz w kolekcji "samoloty rolnicze PRL-u".
  6. Mogę sobie wyobrazić, że wzory stron pudełka zostały namalowane ręcznie w wiekszym formacie, a następnie sfotografowane. Prototyp pudełka powstał z fotograficznych odbitek naklejonych na karton. Wtedy można by było niewielkim kosztem zrobić kilka czy kilkanaście takich prototypów bez użycia kosmicznych technologii. A klisze fotograficzne i tak były później potrzebne żeby zrobić rozbarwienia na potrzeby druku offsetowego.
  7. "dążymy" - znaczy my wszyscy musimy dążyć, powinniśmy dążyć bo takie są obiektywne kryteria w modelarstwie? No i to jest znowu przyczynek do dyskusji (pewnie w osobnym temacie) czy rzeczywiście są one obiektywne i kto ma ustalać te kryteria? Czy ten który robi modele z jak największa zgodnością z dostępną dokumentacją typu i konkretnego egzemplarza w konkretnym momencie uprawia to "właściwe" modelarstwo? A ten który robi modele/dioramy wysmakowane estetycznie i plastycznie ale bez specjalnej dbałości o merytorykę sprowadza modelarstwo na złą drogę? A co z tymi którzy robią modele do obłedu zdetalowane i w merytoryczny sposób, ale przedstawiające obiekt tak "rozbebeszony", że oryginał na 100% nigdy tak nie wyglądał, a nawet nie miał prawa wyglądać!? A może powinniśmy przed oceną konkretnego modelu dowiedzieć się jakie kryteria przyświecały twórcy a dopiero potem stwierdzić, w jak udanym stopniu te kryteria zastosował? No ale jest tu niebezpieczeństwo, że autor wiedząc co mu się udało a co nie, już po fakcie dopasuje sobie te kryteria do rezultatu i powie, że model się udał, bo cel został osiągnięty. Moje subiektywne (oczywiście) zdanie jest takie, że najlepiej oceniać model kiedy autor przedstawia warsztat i na początku warsztatu zdefiniuje jakie ma kryteria i jakie cele chce osiągnąć. No ale jak ktoś pisze, że ma powstać model "relaksacyjny", "testowy" i tym podobne to trochę tracę zainteresowanie. Bo wtedy każdy rezultat da się pod to podciągnąć i sukces murowany, a krytyka bezpodstawna.
  8. Za pozwoleniem Gonzo, ale nie do końca mnie to dziwi. Twoje pytania są czasem sformułowane w jakby tu powiedzieć... nieszablonowy sposób. Ludzie się gubią, nie wiedząc o co Ci chodzi. Mogą się poczuć jak u psychiatry. Panie doktorze, ktoś mnie śledzi. Odpowiedż - a dlaczego Pan myśli, że ma pan wrażenie że ktoś go śledzi i kiedy? Ja może rozumiem intencję która kryje się za tym kryje. Zanim dodasz coś do tematu, chcesz mieć całkowitą pewność na czym polega problem tak? Tylko, że takie podejście przedłuża dyskusję i wbrew intencji czyni ją nieprzejrzystą. Więc może lepiej po prostu założyć z góry jak wygląda czyjś problem i dać odpowiedź. W przypadku błędu w ocenie, pytający najwyżej uściśli pytanie. W przypadku powyżej po prostu wystarczyłoby napisać w skrócie jak wygląda kwestia kolorystyki sterów B-17F w 1943 roku. I dlaczego schemat zaproponowany przez Revell-a jest/nie jest/być może jest ok.
  9. Mi się nie podoba Niewiele lub nawet zero w tym winy modelarza. Po prostu te rowy imitujące linie podziału są kpiną z tego jak wygląda poszycie B-17 z blachami na zakładkę. Ja wiem, że żaden z istniejących zestawów nie jest pod tym względem dobry, ale Revell wykonał to wyjątkowo ohydnie. Może nie należało tego efektu podkreślać washem, choć nie mam pewności czy by zrobiło różnicę. Tak czy inaczej, strasznie się to rzuca w oczy i sprawia wrażenie gotowca die-cast które bardzo mnie brzydzą. Na dodatek ten zestaw Revell-a ma karykaturalnie grube końcówki płata co jeszcze zwiększa przygnębiające wrażenie. Kompletu dopełnia śmiesznie wąskie oszklenie tylnego strzelca. Wg mnie, żaden wysiłek przy malowaniu i detalowaniu nie jest w stanie uratować tematu. Paradoksalnie, najlepszym materiałem wyjściowym dla modelu B-17 w 1/72 wydaje się stareńki zestaw Hasegawy. Co prawda ma zero detali, za to poprawne kształty. Włącznie z tym tylnym stanowiskiem które np. w zestawie Academy też jest beznadziejne. Hasegawa ma wypukłe linie podziału, co umożliwia ich łatwe usunięcie. Wtedy otwiera się całe spektrum możliwości włącznie z wypukłym nitowaniem i imitacją blach na zakładkę przez oklejenie metalową folią.
  10. HKK

    Hataka orange

    XF1 to akurat czarna. Ale generalnie stosowanie zwykłej farby Tamiya jako podkładu, ma więcej wad niż zalet. Jeśli jest potrzebny czarny podkład, to lepiej posłużyć się dedykowanymi specyfikami. Będą miały lepszą przyczepność do plastiku i lepiej wypełnią rysy czy nierówności.
  11. To spróbuj może?
  12. @greatgonzo Trochę mnie zszokowałeś. Precz z Picassem, niech żyje Kossak. A właściwie, to tysiące "Kossaków". Kuń ma wyglądać jak kuń. I ładnie żeby było. Czysto. Jak najwierniejsze odwzorowanie rzeczywistości to koncepcja która w sztuce odeszła w niepamięć z dobrych powodów. Ściganie się artysty malarza z fotografią a dzisiaj z grafiką komputerową nie ma zbytnio sensu. Ale jak ktoś chce poświęcać na to swój czas to może (hiperrealizm). Podobnie dziś, bez sensu jest ściganie się modelarza na realizm szczegółów z drukiem 3D. Jeśli celem jest walka z ograniczeniami swoimi i materiału, to proszę bardzo. Ale nie czyńmy z tego szlachetnego skądinąd celu uniwersalnej, obowiązkowej wartości. Poza tym to w końcu co, wierność odwzorowania, czy własny wysiłek ma być tym decydującym kryterium? Bo jak wierność to sorry, ale 3D wygrywa. A tak w ogóle, powszechne hołdowanie najwierniejszemu odwzorowaniu rzeczywistości czy to w sztuce czy w modelarstwie, prowadziłoby do nudy. Wszystkie wystarczająco dobre dzieła byłyby do siebie podobne. W granicznym przypadku nieodróżnialne.
  13. HKK

    Polskie F-35A

    Cichy, niewidoczny, drapieżny. "Puchacz" by pasował, ale jest już szybowiec. No to może F-35A "Pójdźka" https://pl.wikipedia.org/wiki/Pójdźka A jaka bezpieczna nazwa. Chyba nawet dla ruskich nie do wymówienia.
  14. Bez przesady, ale będzie. Choćby dlatego, że vacu musisz odciąć, co daje margines rzędu dziesiątych milimetra a to już wpłynie na pasowanie. Ja robię w ten sposób, że wycinam nieco za dużo. Co zresztą niejako samo wychodzi. A potem szlifuję do potrzebnego rozmiaru. Używam mini szlifierki na małych obrotach i papieru ściernego na mokro. Nie ukrywam, że jest z tym trochę zabawy aby dojść do właściwego rozmiaru na całej krawędzi. A potem i tak mogą wyjść drobne szczeliny. Taką osłonę wklejam na masę akrylową a po wyschnięciu usuwam nadmiar wacikiem z MLT lub metoksypropanolem. W ten sposób można łatwo wyprowadzić na gładko wszystkie łączenia.
  15. HKK

    Iwata HP-CS

    Dokładnie tak, choć nie jest to rzecz powszechnie znana. Zbliżając odpowiednio dyszę do materiału, można zejść do b. cienkiego strumienia niemal każdą dyszą. W rozsądnych granicach. Ale możliwość uzyskania drobnej plamki a możliwość jej komfortowego utrzymania i powtarzalności to inna sprawa. Dodatkowo, im bliżej materiału tym gęstszej farby i/lub mniejszego ciśnienia trzeba użyć. Co nie zawsze jest możliwe ze względu na właściwości farby oraz charakterystyki aero. Więc owszem, jak sam pokazujesz da się. Zresztą gratuluję rezultatów. Ale to wymaga ćwiczeń i nieco nieproporcjonalnego wysiłku oraz koncentracji. No i jest okupione większym ryzykiem błędu. W Twoim wypadku może chodzić o jeszcze coś innego. Otóż zarówno Tamiya X jak i Gunze H to są farby emulsyjne na bazie wody i alkoholowych rozpuszczalników. Ich atomizacja w aero, choć lepsza niż typowych wodnych akryli/winyli nie jest tak dobra jak farb czysto rozpuszczalnikowych, niesłusznie zwanych lakierami. Szczególnie, jeśli używa się dedykowanych, wodnych rozcieńczalników. Więc paradoksalnie, aerograf z większą dyszą może ułatwić malowanie. Radzę spróbować przesiadki na PS-270 a do rozcieńczania użyć MLT. Być może przekonasz się do takiego rozwiązania. A komfort regulacji ciśnienia przy użyciu zaworka na aero jest wg mnie nie do przecenienia. Co do nieidealnej ergonomii PS-270 i PS-289 to zgoda. Dla mnie też są trochę przyciężkie i przydługie. Odpowiednikiem Iwaty jest tu HP-CH. Nieco lżejszy, nieco krótszy i ogólnie wygodniejszy od Mr Hobby, choć technologia i precyzja wykonania jest identyczna (ta sama fabryka). Dla mnie on nadal jest trochę za duży jak na moje metody malowania. HP-BH jest dla mnie idealny. Lub CM-B którego używam. Ale ceny są nieporozumieniem.
  16. HKK

    Iwata HP-CS

    Czyli wszystko malujesz dyszą 0.5 mm ? I nie masz potrzeby użycia precyzyjnego 270 do detali? Tak w ogóle, to 270 jest bardzo uniwersalny i za wyjątkiem malowania naprawdę sporych jednolitych powierzchni nie ma potrzeby używać niczego innego. Ale skoro już masz 266 to Taki zestaw załatwia Ci niemal wszystkie scenariusze. Masz 2 bardzo dobre aerografy. Zamiana na jeden (obojętnie jaki) będzie krokiem wstecz. Jeśli chodzi o Iwatę HP-CS, to jest bardzo uniwersalny i dobry aero. Ale do malowania precyzyjnego (oraz "typowego") 270 jest lepszy. Ze względu na zaworek MAC oraz budowę głowicy. A do malowania powierzchniowego 266 będzie lepszy, ze względu na większą dyszę i tym samym łatwość czyszczenia. Ja nie widzę sensu takiej zamiany. Jeśli rzeczywiście nie widzisz zastosowania dla 270 a do malowania używasz dyszy 0.5, to obstawiam, że niewłaściwie dobrałeś farby albo masz nie do końca optymalną technikę malowania. To nie znaczy, że złą, czy prowadzącą do kiepskich efektów. Po prostu często się zdarza, że opanujemy jakieś narzędzie, czy technikę i jesteśmy zadowoleni z rezultatów, chociaz to samo można by osiągnąć mniejszym wysiłkiem. Jakie modele, w jakiej skali robisz? Jakich farb używasz?
  17. Tytuł clickbaitowy, ale zapewniam, że chodzi o autentyczną technikę. Otóż odkryłem całkiem ciekawy kanał modelarski prowadzony przez kobietę, Angielkę. Zresztą budującą świetne modele. Na jednym z filmików pokazuje oklejanie modelu kuchenną folią metaliczną i mówi jak uzyskać jej przegrzaną/przyciemnioną wersję. Otóż trzeba ją... ugotować. Z jajkami (!). Trzema (?). Zaintrygowały mnie te jajka. Czyżby barwiły folię? Ale dlaczego trzy? Zrobiłem eksperyment i sprawa się wyjaśniła. Efekt jest rzeczywiście ciekawy: No ale po co te jajka? Otóż wygląda na to, że efekt pochodzi od przegrzania folii która styka się z gorącym dnem garnka. Jajka służą za obciążenie, żeby folia trzymała się dna. Dwa jajka to za mało i folia się mocno wygina na brzegach przy gotowaniu. Trzy to minimum. Można by użyć jakichś ciężarków ale po co, jak można to zrobić przy okazji śniadania. Praktyczny zmysł autorki patentu zrobił na mnie wrażenie. A folię wypróbowałem na budowanym Mustangu. Różnica między surową a gotowaną jest wyraźna. Mi się podoba i chyba tak zostawię.
      • 11
      • Like
      • Thanks
  18. Ta podkreślana przez Armę zmiana narzędziowni jednak mnie martwi. Porównywałem sobie ostatnio wypraski ich P-51 z ostatnim wypustem Eduarda. Wg mnie to jest ten sam poziom wykonania form i wtrysku. Natomiast Phil Flory recenzując ostatniego P-39 z Army nie krył rozczarowania. Chociaż nie zauważył ani wciągow na skrzydle ani błędów w projekcie. Po prostu coś mu nie pasowało. O zmianie wykonawcy nie miał pojęcia ale mówił, że w porównaniu z Hurricane w 1/48 ten model nie robi wrażenia. Nie tak dobre tworzywo, nie ta ostrość szczegółów itp. A Phil Flory rzadko kiedy coś krytykuje. Wyglądało na to, że czuje się zrobiony w konia, bo zawsze podkreślał jak znakomite są zestawy Army.
  19. No i trochę starsza (bo z czerwca) "nowość" od Eduarda. Przepak Hasegawy. Kolejny, bo parę lat temu pojawił się B-26 B/C w edycji "Wine, Women and Song". Teraz mamy B-26 F/G
  20. Chyba już jest w sprzedaży od ponad tygodnia, ale dopiero teraz zauważyłem. Pa, pa Armo Hobby! Dłużej czekać nie będę.
  21. Na pewno to było 450 a nie 4500? Bo inaczej Panie bogaty, to stać Cię było na kupno 10kg cukru, ew 2.5 kg sera żółtego lub 5kg twarogu. Albo 1kg polędwicy wołowej. Raz w miesiącu. I to wg. cen z 1982r, bo w 1984 było już drożej. https://www.prawo.pl/akty/m-p-1982-4-17,16820291.html
  22. To by się zgadzało. Ja na początku 75 dostałem Hurricane IIc. Potem uzbierałem na P-51D. A później w CSH zostały tylko Fury, Gladiatory i Boeingi. W desperacji kupiłem (no, rodzice kupowali) pierwsze dwa choć dwupłaty mi nie leżały. I faktycznie, nie przypominam sobie więcej dostaw Matchbox-ów w latach 70-tych. A kiedy pojawiły się w tym 84, to szczerze powiedziawszy Matchbox-y w ogóle mnie już nie kręciły. Cena była wysoka, a już miałem porównanie ze znacznie lepszymi zestawami jakie przywozili mi z rejsów wujkowie-marynarze. W zestawieniu z takim np. nowym (wtedy) P-38 z Revella któy miał komory uzbrojenia, wnętrze kabiny i silniki, Matchboxy zupełnie wysiadały. Zresztą byłem już na etapie maniakalnego porównywania ze zdjęciami i planami (jeśli były). Kupiłem jeszcze owego Mosquito aby rozczarować się przaśnością tego modelu.
  23. Bo akryle "wodne" są farbami emulsyjnymi. W uproszczeniu, rozpuszczona żywica (z pigmentem) pływa sobie w wodzie w postaci malutkich kropelek - emulsji właśnie. Woda jest tu rozcieńczalnikiem/rozrzedzaczem a nie rozpuszczalnikiem działającym na żywicę. Co wpływa na gorszą atomizację w aerografie. Przy większym ciśnieniu trzeba malować z większej odległości, co owocuje szerszym strumieniem. Ale zbytnie zmniejszenie ciśnienia powoduje problemy z rozbijaniem tych kropelek żywicy na mniejsze. I zaczyna się "plucie" drobinkami farby zamiast mgiełki. Dodatkowo, taka farba lubi zasychać i zbierać się na końcówce igły. Przeróżne dodatki (flow improvery, retardery itp) nieco poprawiają sytuację ale daleko im do farb opartych wyłącznie na rozpuszczalnikach. Akurat Tamiya i Gunze H dają się znacząco ulepszyć poprzez dodanie rozpuszczalnika jak MLT.
  24. To możliwe, nie spieram się. Kupiłem wtedy bodajże Mosquito NF 30. To był ostatni model jaki kupiłem przed moim rodzicielskim urlopem od modelarstwa.
  25. Temat był już kilkukrotnie poruszany. Nie ulega wątpliwości, że pierwsze zachodnie zestawy pojawiły się w CSH w 1973 r . W moim mieście był to czerwiec, a modele były od Revella. Farby Humbrola chyba też, ale pewności nie mam. Następny rzut był w 1974r. U mnie jesienią, w Warszawie nieco wcześniej. To już była duża dostawa - Matchbox, Heller, Airfix, farby, kleje itd. W 1975 były kolejne dostawy. Pojawiły się też zestawy Tamiya, znowu Revell i Monogram. I to na pewno nie był koniec, bo w następnych latach (ale najpóźniej 1979) kupiłem w CSH dwa modele z Revella i dwa z Polistil-a. Następnya dostawa to już chyba Matchbox w 1983.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.