Aby był lepszy, dobrze byłoby poćwiczyć malowanie bardziej rozcieńczoną farbą. Na Glosterze, oprócz porowatej faktury widocznej na zbliżeniach, problemem są liczne farfocle i nierówności szpecące powierzchnię. Piszę o tym dlatego, że jeszcze jakiś czas temu uzyskiwałem podobne efekty. Czego ja nie robiłem wówczas - ćwiczyłem malowanie z różnych odległości, bawiłem się ciśnieniami, kupowałem coraz to nowe farby, które cudownie miały uzdrowić sytuację. Eksperymentowałem też z rozcieńczeniem ale - uwaga - nigdy odważniej, niż do 1:1. Było nieco lepiej, ale syf nadal gromadził się w zakamarkach i przy załamaniach ścian. Aż pewien sprawny malarz kazał mi (dosłownie) rozcieńczyć farbę od 1:3 do 1:5 i malować. Pod nieco mniejszym ciśnieniem (choć jak się ostatnio okazuje, mniejszych ciśnień podobno nie ma) i cienkimi warstwami. Korzyści: uzyskuję gładką, nieporowatą i dość czystą powierzchnię, łatwiej kontroluję kładzioną barwę (trudniej jest niechcący psiknąć mocnym kolorem co każe potem równać barwę do tego psiknięcia, a nie do założonego efektu), mam możliwość namalowania łagodniejszych przejść kolorystycznych, co ma znaczenie także w modulacji (jeśli chcesz ją robić). Pewnie są i inne plusy, ale obecnie te mi przychodzą do głowy. Maluję głównie Mr.Color, ale inne farby przy rozcieńczeniu 1:3 (a nawet 1:2) i cienkich, wysychających szybko warstwach, kładą się bez problemu. Zachęcam do przetestowania przed następnym projektem.