Skocz do zawartości

Albatros

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    503
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    11

Zawartość dodana przez Albatros

  1. Modelarstwo to nie łaskotki
  2. Jeżeli wolno coś zasugerować, to jednak zachęcałbym, aby jeszcze popracować nad obróbką tych elementów. Super, że je dorabiasz/przerabiasz, ale wizjery w osłonie są bardzo krzywo powycinane i mocno to razi. Podobnie podstawa anteny - nierównoległa, do tego nierówna, łukowata krawędź i uskok, gdzie w oryginale go nie ma. Może warto też dorobić te śruby w podstawie anteny, zestaw śrub żywicznych Taurus Models to koszt 10 zł… to są bardzo proste elementy, i dokładne ich wykonanie i wyprowadzenie nie powinno zająć dużo czasu.
  3. Super to wygląda, jak nie przepadam za T-34 i ogólnie drugowojennymi ruskimi czołgami, to na Twój warsztat zaglądam z wielką przyjemnością… no i te smaczki w postaci szabli, harmonii itp. robią mega robotę i fajnie opowiadają historię pojazdu. Bardzo lubię takie właśnie indywidualne podejście i model z opowieścią w tle. Nie mówiąc już o umiejętnościach modelarskich i malarskich. Rewelacyjna praca
  4. Może po prostu ładować zdjęcia na serwer forum a nie zewnętrzne i linkować? Po czym po jakimś czasie ktoś czegoś nie opłaci, nie zaktualizuje, zmieni się polityka i z darmowego stanie się płatny, użytkownik rezygnuje a zdjęcia znikają i warsztat staje się bezwartościowy…
  5. Ja nie umiem zbudować modelu w 2,5 roku, a ten nie dość że epickie modele zbudował to jeszcze książkę napisał pozycja obowiązkowa dla każdego kto buduje szmatopłaty, bez dwóch zdań gratulacje wielkie
  6. Zgadzam się w 100%, dla mnie blaszki są nadal jedną z najlepszych technologii w waloryzacji, nadal niezastąpioną. Druk 3D, mimo iż niektórzy twierdzą, że jest remedium na wszystko i blaszki przestają być potrzebne, jeszcze w wielu przypadkach zostaje w tyle za częściami PE. Ale odpowiednie połączenie tych technologii daje rewelacyjne efekty.
  7. Model przepiękny, masa umiejętności i włożonej pracy, świetna waloryzacja jak mawiano o grafikach Albrechta Durera - „skrzywdziłbyś dzieło nakładając farby”
  8. Bardzo podoba mi się malowanie, super zniuansowałeś te szarości, dużo tam się dzieje fajnych rzeczy chętnie popatrzyłbym na zbliżenia, trochę ich brakuje
  9. Coraz lepiej to wygląda, super że zdecydowałaś się na nitowanie, bo to pięknie urozmaiciło powierzchnię. Instalacja we wnęce też robi robotę bardzo mi się podoba co daje tutaj dzieje
  10. Albatros

    Aerograf cz.2

    No ale to nie Ty wysyłasz za granicę tylko oni więc Twoim zadaniem w tym wszystkim jest tylko zamówić na stronie, podać adres, zrobić przelew i czekać na przesyłkę. Czyli tak samo, jakbyś zamawiał w Polsce. Jedyną rzeczą, która może się zadziać, ale nie musi, to jak pójdziesz na pocztę odebrać przesyłkę to każą Ci dopłacić parę złotych.
  11. Albatros

    Aerograf cz.2

    Jeżeli wchodzisz w kwoty 400 - 550 zł to żaden z tych tylko Procon PS-289 z Japonii.
  12. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że aby nauczyć się tych umiejętności potrzeba skleić kilka/ileś modeli. Kwestia podejścia, czasem wystarczy jeden, a dobrze, bez zakładania, że w następnym pójdzie lepiej (moim zdaniem ślepa uliczka), a poprzez próbowanie do osiągnięcia właściwego rezultatu. Oczywiście budowa tego jednego modelu trwa wtedy dużo dłużej. Kwestia indywidualnego podejścia do sprawy.
  13. Fajny ten Iszak, jeden z bardzo nielicznych ruskich samolotów, które mi się podobają… jak tak pięknie wykonałeś poprawki od spodu, to szedłbym za ciosem i nitował efekt będzie na pewno lepszy, a że powierzchni metalowych tutaj nie ma za dużo, to i roboty też
  14. Niesamowite po prostu, taka dokładność w takiej skali !
  15. Dzięki bardzo
  16. Bardzo fajny Sturmtiger, zarówno pod względem detalu jak i malowania, w dziale warsztatowym miałem wątpliwości co do tego brązu (minii), ale finalnie bardzo fajnie to wszystko wyprowadziłeś i nie mam uwag, wszystko się pięknie zgrało Świetny model, gratulacje PS. osobiście myślę, że mała podstawka bardzo fajnie by tu zagrała (zwłaszcza jak są figurki). Z moich doświadczeń, mimo pewnej nieśmiałości do mojej pierwszej (i jak dotąd jedynej) podstawki, to jej wykonanie okazało się świetną zabawą i dobrym oddechem od detali w modelu, tutaj można pracować dużo swobodniej, bez takiej kosmicznej koncentracji. Dobry przerywnik ( a i stresu mniej, bo nawet jak coś nie wyjdzie to aż tak nie żal, jak modelu budowanego miesiącami).
  17. Akurat ten jest przygotowywany do kraksy
  18. Zgadzam się, chętnie poczytałbym coś więcej o tym kopciu
  19. Bardzo dziękuję, cieszę się, że jest taki pozytywny odbiór sam bardzo się cieszę, że udało się sklecić to łoże silnika, bo do ostatniej chwili trzymałem w odwodzie części zestawowe dopiero jak już byłem pewien odciąłem dwie pozycjonujące końcówki... No a @sasini jest niekwestionowaną bohaterką tego odcinka, bo naprawdę wymiana materiałów, rysunków i uwag trwała długo, i nie tylko zrealizowała moje zamysły, ale jeszcze zrealizowała je zdecydowanie lepiej niż sobie wyobrażałem więc serdecznie polecam, zresztą patrząc na projekty pancerne, to wszyscy znają poziom i jakość @TAWrurek kupiłem wszystkie rozmiary, bo to jeden z moich podstawowych materiałów do budowy ale też trzeba brać poprawkę, że te wydatki były mocno rozciągnięte w czasie, budowa swoje już trwa, potem przerwa na MiGa... może się wydawać, że dużo drogich rzeczy tutaj zgromadziłem - dodatków i literatury, ale tak naprawdę to ja praktycznie nie kupuję modeli, mam zapas 4 do końca życia, więc kupuję książki, materiały i narzędzia eksponować postaram się jak najwięcej, płótna z wierzchu rwać nie będę (oprócz przestrzelin i zerwanego płótna na skrzydle), ale odstępując od moich referencyjnych fotografii, pozdejmuję wszystkie osłony okapotowania silnika, będą leżały luzem na przyczepie. Pootwieram też pozostałe klapki inspekcyjne, więc chyba trochę będzie widać. A na pewno przed zamknięciem dokładnie sfotografuję @Mikolaj75dziękuję bardzo, twoje prace to dla mnie wielkie źródło inspiracji, zwłaszcza że działasz w tak małej skali, tutaj to skala dla niewidomych, wielkie wszystko Twój Bell schowałby się pod fotelem pilota
  20. Piękna robota, jak zawsze ale jak już tak kadłub nitowałeś to i ołówek z rozpędu też?
  21. Dziękuję wszystkim bardzo za miłe słowa i cieszę się, że się podoba. @greatgonzo myślę, że znów mocno nadinterpretujesz i nadbudowujesz moje słowa i w zasadzie na każde stwierdzenie z ostatniego posta mam kontrargument, ale wydaje mi się, że to wątek warsztatowy i chyba część osób jest już zmęczona dyskusją filozoficzną i dzieleniem każdego włosa na czworo, a mnie samego duch modelarstwa zaczyna straszyć po nocach więc może dyskusję filozoficzną kontynuujmy w innym wątku, aby nie gmatwać warsztatu Więc na ten moment dość już teorii i przejdźmy do praktyki i warsztatu. Po zakończeniu MiGa zabrałem się nieśpiesznie z powrotem do pracy i oto efekty, jakie przez te kilka miesięcy udało mi się osiągnąć. W pierwszej kolejności chciałem zająć się wręgą z naciągniętym płótnem za fotelem pilota. Na poprzednich zdjęciach widać, jak wygląda część zestawowa, od początku chciałem ją wymienić, ponieważ wydawała mi się zbyt płaska, uproszczona. Ja chciałem zaakcentować, że mamy do czynienia z płótnem, a ponadto podkreślić sznurowane mocowanie płótna do konstrukcji, zrobić je bardziej ażurowe. Problem polegał na tym, że w konstrukcji modelu ten element ma duże znaczenie, aby utrzymać wszystko w kupie i geometrii. Nie bardzo chciałem ją wykonywać od podstaw, bo było tutaj zbyt wiele zmiennych, dlatego wyjściem wydał mi się druk 3d. Poprosiłem o pomoc @Sasiniz Ace Projekt Studio, znając Jej znakomite zestawy z działu pancernego, i po wymianie maili, wiadomości i rysunków Ala wykonała kawał świetnej roboty. Początkowo chciałem mieć wydruk tylko wręgi i płótna, a linkę zaplatać sam. Jednak Ala tak świetnie zaprojektowała całość, że uznałem, że nie ma co wyważać już otwartych drzwi. Kolejnym problemem była konstrukcja górnej części wręgi. W Fokkerze D.VII górna część tej wręgi była wykonywana na dwa sposoby - tak jak w części zestawowej, był półokrągły pałąk i między nim rozpięte płótno. Całość była lekko cofnięta i schowana pod górnym pokryciem kadłuba. Jednakże w Fokkerze w Knowlton - a po dokładnym przestudiowaniu zdjęcia w 382/18 również - zastosowano nieco inne rozwiązanie. Płótno w górnej części nie było rozpięte między rurkami wręgi, a przymocowane do otoku włazu do kokpitu, tworząc coś w rodzaju "kołnierza" dookoła tylnej części włazu. Po długich przymiarkach Ala pięknie zaprojektowała i taką wersję, która wydawała się pasować idealnie. Niestety nie byłem w stanie wysłać jej całego kokpitu, a tylko połówki kadłuba i po wstępnym montażu już do kokpitu okazało się, że jednak "kołnierz" jest zbyt cofnięty i nie przylega do włazu. Odpuściłem na razie kolejne poprawki u Ali, i samemu spróbowałem - na bazie wydruku - poprawić kołnierz "dorzeźbiając" go z Tamiya Epoxy Putty Smooth. Na ten moment wygląda nieźle, muszę położyć podkład, aby sprawdzić powierzchnię i potem już wyrzeźbić fałdy i pomarszczenia. Zdjęcia Fokkera D.VII z Knowlton z charakterystycznym "kołnierzem" dookoła włazu do kokpitu. Na zbliżeniu zdjęcia 382/18 widać, że najprawdopodobniej ten element jest rozwiązany tak samo. Dodatkowo na tym zdjęciu widać, że płotno jest gładkie, bez nadrukowanej lozenge. Zgadza się to ze stwierdzeniem Achima Engelsa w [A4], że pierwsze partie Fokkerów nie miały płótna z lozenge wewnątrz, było one wykorzystywane dopiero w późniejszych egzemplarzach. Na zdjęciu widać piękne wydruki od @Sasini, również mała, półokrągła wręga z płótnem montowana do przedniej części ramy, nad płytę oddzielającą przedział silnikowy od zbiornika paliwa. Odkryłem jednak jeszcze jedną informację, która rzuca światło na ewentualne uszkodzenia samolotu, które zaszły już w trakcie walki, a których na zdjęciach nie widać (obszar ten jest w głębokim cieniu). Wusthoff opisuje: "[...] Teraz próbowałem wszystkiego, żeby ponownie uruchomić silnik, ale na próżno – zbiornik paliwa został przebity, a przewód do zbiornika awaryjnego najwyraźniej się zatkał. Huk – kula trafiła w zbiornik paliwa, z którego natychmiast buchnął płomień. Po krótkim namyśle postanowiłem odpiąć się i wyskoczyć z płonącego samolotu. Wolałem życie i zdrowie niż śmierć w płomieniach. Gdy się odpinałem, ogień zgasł z powodu pionowego lotu nurkowego i silnych podmuchów wiatru. Benzyna się wypaliła – szczęście, które towarzyszy lataniu. [...]" [A5] Z tego fragmentu wspomnień Wusthoffa wyciągam dwa wnioski - po pierwsze na kadłubie w okolicach zbiornika paliwa, w kierunku kokpitu (i być może w spodniej części górnego centropłata) musiały pozostać ślady ognia - jakieś osmalenia na górnej blaszanej osłonie. Pożar nie mógł być duży, bo samolot by po prostu eksplodował (zbiornik paliwa jest też bardzo blisko zasobnika z amunicją do MG 08/15), jak również udało się go ugasić w locie nurkowym. Nie mógł się też bardzo rozprzestrzenić, bo ogień szybko zająłby łatwopalne płótno. Na zdjęciach nic takiego nie widać, więc pożar miał stosunkowo mały zasięg, ograniczony do bezpośredniego sąsiedztwa zbiornika paliwa. Niemniej zamierzam uwzględnić ślady tego zdarzenia na moim modelu - a taki mały kawałek płótna w bezpośrednim sąsiedztwie zbiornika raczej na pewno został przynajmniej nadpalony. Z wielkim żalem zrezygnowałem z montażu wydrukowanej już części i wykonałem ten element z rurek, a nad wypalonymi resztkami płótna będę się zastanawiał (być może @Sorispomoże ). Wręga ze stelażem na fotel pilota - wykonanym z rurek, śruby motylkowe od Taurus Models. Dość karkołomnym pomysłem była za to koncepcja wykonania od podstaw z rurek mosiężnych konstrukcji łoża silnika. Do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy uda mi się to wykonać, ze względu na spore skomplikowanie i przede wszystkim czające się ogromne problemy z geometrią. Najpierw wykonałem podstawowe elementy z wykorzystaniem szablonów zrobionych na podstawie części zestawowych. Konstrukcja musiała być wytrzymała, więc do połączenia większości rurek użyłem lutowania. Stąd też kawałki zapałek jako elementy szablonu - wysoka temperatura stopiłaby profile plastikowe. Ukośna górna rurka jest już wklejona, ale łączenie wzmocniłem za pomocą kołka z drutu wklejonego w nawiercone prostopadle w rurkach otwory pozycjonujące. Potem dokleiłem jeszcze "płytki" z opaskami, na których spoczywał silnik, zaprojektowałem je i zleciłem trawienie. Podobnie zresztą jak blaszaną ścianę oddzielającą silnik od zbiornika paliwa. Aby nadać jej trochę zużyty i zmęczony wygląd wyklepałem ją młotkiem jubilerskim. Mimo tego, że będę miał niemały kłopot z jej pomalowaniem, musiałem ją już na tym etapie zamontować, bo po wklejeniu łoża silnika nie dałoby się jej już wcisnąć na miejsce. Poza tym usztywniła mi ona całą konstrukcję, co bardzo pomogło. Największym wyzwaniem było wklejenie tych podzespołów w ramę modelu, aby zachować geometrię. Było to niesamowicie trudne, biorąc pod uwagę łączenie tych elementów z resztą ramy tylko w dwóch początkowo punktach... Gdy udało się je wkleić stopniowo doklejałem kolejne podzespoły, tworząc całe łoże silnika. Z niemałym zdumieniem skontastowałem na koniec, że udało mi się to wszystko złożyć do kupy i faktycznie trzyma to geometrię... Na zdjęciach widać także wklejony półokrągły pałąk, na którym będę próbował rozpinać spalone resztki płóciennej przegrody. Jeszcze przed MiGiem zdołałem też zrobić zasobniki na amunicję. Zależało mi na tym, żeby pokazać puste prowadnice, dlatego całość zaprojektowałem jako części fototrawione i zleciłem wytrawienie. Niestety - a w zasadzie na szczęście okazało się, że wykonany element jest za wysoki i prowadnice amunicji wystają zbyt wysoko ponad karabiny maszynowe. W sumie nawet się ucieszyłem, że wykonam tą część jeszcze raz, bo też estetycznie i merytorycznie nie do końca mi pasowała. Nity mocujące prowadnice wykonałem najpierw z kulek BGA - ale mimo przygotowania nadtrawionych otworów pozycjonujących nie udało mi się ich równo wkleić. Przy tak bliskim sąsiedztwie, każda nierówność rzuca się w oczy. Tak wyglądał stary zasobnik: Do nowego podszedłem nieco inaczej. Znów @Sasini wydrukowała mi "wkładkę" z prowadnicami, którą wkleiłem między fototrawione ścianki o skorygowanych wymiarach. Dawało to solidne oparcie konstrukcji i bez problemu dokleiłem już wytrawione paski z nitami od spodu prowadnic. Trawiene daje tylko dwa "poziomy" elementów - wciąż pozostał problem nitów mocujących prowadnice do skrzynki. Tutaj wytrawiłem otwory na wylot i w to miejsce powklejałem żywiczne nity 0,25 od Taurus Models - są one na nóżce, którą osadzałem w otworze. Dzięki temu pozycjonowanie było dokładne i uzyskałem równiutkie rzędy nitów. Naddatki nóżek od spodu po prostu zeszlifowałem. Brzmi łatwo i prosto, ale wklejałem te nity ze dwa dni a zużycie ich było spore... warto zaopatrzyć się w zapas przy takich operacjach. Kolejna rzecz, którą poprawiłem to boczna klapka, przez którą ładowano amunicję. Również ją wytrawiłem, ale problemem był zawias - połączony w oryginale cienkim drutem. Rurki AlbionAlloys (a musiałem wykorzystać rurkę, aby przeciągnąć drucik, inaczej nie byłbym w stanie tego skleić) mają najmniejszą średnicę 0.3 mm, ale wciąż były za grube. W końcu znalazłem igły do mezoterapii o średnicy 0.2 mm i to było to: Ostatni element, jaki udało mi się wykonać to zbiornik paliwa. Znów bohaterka tego odcinka - Ala przygotowała mi wydruk wg rysunków, który pełnił funkcję kopyta, na które nawinąłem wytrawioną blaszkę. Znów, niech Was nie zwiedzie pozorna prostota rozwiązania - dopiero trzecia (ostatnia - zawsze przygotowuję sobie zapas na próby i błędy) blaszka została nawinięta bez baboli... Resztę wyskraczowałem już z rurek AlbionAlloys. Znów - kąty rurek musiałem zgrać z otworami w pokrywie okapotowania - wstępnie się udało, ale wiadomo, jak jest z precyzją przymierzania elementów posklejanych na taśmę... Mogą mnie czekać w związku z tym niespodzianki, ale wtedy już otwory będę korygował na osłonie. Będzie to łatwiejsze, kiedy zbiornik będzie już pomalowany i wklejony na stałe. Jedynem elementem z zestawu jest wskaźnik poziomu paliwa, który jeszcze będzie lekko korygowany. I na koniec całość złożona do kupy do przymiarek: Tyle udało mi się do tej pory zrobić, teraz całość jest już gotowa do malowania. Aby ruszyć dalej te podzespoły muszą już być pomalowane i sklejone.
  22. Już pisałem na FB, ale powtarzam, znakomita praca swietnie wykonane malowanie i weathering a detal to klasa sama w sobie
  23. Ad. 1 nie rozumiem. Ani nie dodaję ani nie odzieram, przedstawiłem tylko swoje podejście oraz to, jak osobiście widzę i rozumiem pewne rzeczy i tyle. Ad.2 nie chce przybliżać, bo nie jest moim celem krytyka kogokolwiek, odnoszę się do pewnych funkcjonujących poglądów, z którymi się spotkałem. W niektórych wypowiedziach nieraz spotykam się ze stwierdzeniami typu, że „kiedyś to było” a teraz to druk 3D i dodatki, i modelarstwo umiera. Ja się z tymi poglądami nie zgadzam. Ad. 3 dla każdego jednak realizm oznacza jednak co innego i inaczej go rozumieją, również inaczej rozumieją wierne odtworzenie obiektu w skali, i dla jednych te nity potęgują wrażenie realizmu, a dla innych te same nity wręcz przeciwnie - to wrażenie niweczą. Więc uważam że nie ma jedynego właściwego modelarstwa redukcyjnego i jedynego właściwego podejścia. Jeden uzna że wg niego jakiś zabieg daje efekt realizmu a inny że ten zabieg go niweczy. Jest to niemierzalne, bo „wierne odtworzenie obiektu w skali” zawsze od pewnego momentu jest wrażeniem. Cześć rzeczy da się zmierzyć i ocenić na podstawie planów, zdjęć, ale pewnych rzeczy już nie. Ja w swoim podejściu również dążę do maksymalnego wrażenia realizmu mojego modelu. Tak jak ja ten realizm w modelu rozumiem. Ze wskazaniem na pewne punkty ciężkości, które w gruncie rzeczy są niuansami. Więc: Ad.4 ja z nikim w spór nie chcę wchodzić, po prostu opisałem moje osobiste podejście do tematu i tyle. Nawet nie sądziłem że to może wywołać jakąś dyskusję.
  24. Ad.1 użyłem tego sformułowania nieco metaforycznie, nie w dosłownym znaczeniu opowiadania jakiejś konkretnej historii. Za modelem może stać wiele historii - w sensie dosłownym np. od projektu na desce kreślarskiej, prototypach, historii bojowej i zdobycia opinii jednego z najlepszych samolotów tego okresu, wreszcie historii np. nastoletniego pilota, który wrzucony w sam środek piekła wojny staje się bohaterem, asem, sięga po sławę i zaszczyty czy wreszcie - jako najmłodszy pilot do tej pory - po najwyższe odznaczenie, ale płaci za to ogromną cenę - cierpi na syndrom stresu bojowego, nie radzi sobie w relacjach z kolegami a potem podwładnymi, dobija go presja na osiągnięcia... opowieść o modelu osobiście traktuję jako pomysł i narodziny koncepcji na model, szereg przemyśleń dotyczących budowy, malowania, które w najlepszy możliwy sposób oddadzą ten właśnie pomysł. Może to być też zmierzenie się z pewnym wyzwaniem czy problemem - jak podejść i jak przekonująco wykonać model wraku (czyli podjęcie się wykonania swego rodzaju studium wraku jakim był MiG), samolotu zestrzelonego i uszkodzonego po przymusowym lądowaniu, samolotu pomalowanego na czarno czy w naturalnym kolorze metalu itd. To wszystko wiąże się już z rozważaniami na tematy formalne i artystyczne - czyli - trawestując poetę - żeby pędzel giętki oddał to wszystko co pomyśli głowa. Można te rozważania formalne ograniczyć do minimum, czyli pomalować zgodnie z instrukcją, albo wg utartych schematów czyli: preszajding kratka, kolory bazowe, postszejding, lakier błyszczący - kalki - wash po całości, oleje, lakier. A można do każdego z tych problemów czy wyzwań podchodzić indywidualnie i starać się wymyślić czy tak dobrać różne środki i rozwiązania formalne, aby najlepiej osiągnąć zamierzony efekt w sposób przekonujący i najbardziej efektowny - włącznie z pewnymi zabiegami, które być może nie są tak bardzo widoczne na prawdziwym samolocie, ale ich świadome i intencjonalne zastosowanie pozytywnie wpływa na wyraz modelu, nawet lekkim kosztem wierności dokumentacji. Czyli podchodząc do tematu w sposób nieschematyczny, świadomy i całościowy - weathering zaczyna się jeszcze przed położeniem podkładu. I wcale nie musi przebiegać wedle przytoczonego wcześniej - a utartego i popularnego schematu. W tym znaczeniu rozumiem "opowieść" o środkach formalnych i artystycznych w budowie modelu. Skupienie się na nich, przemyślenie, świadome decyzje prowadzące do efektu, jakim jest założony model i założone przy budowie modelu wyzwanie. Tak jak Cezanne doszedł do pewnych wniosków w swoich poszukiwaniach malarskich, czy Picasso w Horta de Ebro przyjął pewne założenia w swojej twórczości, koncentrując się na takich a nie innych rozwiązaniach formalnych (abstra:bip:ąc od tematów - czyli tych dosłownych opowieści, jakie malowali, i to właśnie te rozwiązania formalne stały się tak naprawdę główną wartością ich twórczości). Czy jest to zbędna nadbudowa czy nadinterpretacja? Wielu osobom może się tak wydawać, zwłaszcza jeżeli budowy są liczone w dniach, tygodniach czy miesiącach (nie oceniam ani nie wartościuję - żeby było jasne), więc może aż tak wiele uwagi takim zagadnieniom nie poświęcają, model jest klejony, malowany mniej lub bardziej świadomie i po prostu wędruje na półkę (znów - nie wartościuję, bo oczywiście w taki sposób mogą również powstawać bardzo dobre modele) i zaczynają następny. Ja przy modelu spędzam kilka lat i ilość zrobionych modeli nie ma dla mnie znaczenia, zrobię ich może 5 - 6 do końca życia, jak dobrze pójdzie. Ale skoro tyle czasu im poświęcam, oraz swojego zaangażowania to faktycznie mam w związku z ich budową wiele przemyśleń i rozważań (cały czas zastanawiam się jak pomalować tego Fokkera), więc te właśnie rozważania formalne, decyzje jakie podjąłem malując w taki a nie inny sposób i co za nimi stoi i co w ten sposób chciałem i próbowałem uzyskać - są dla mnie również pewną "opowieścią" w modelu. Ad.2 oczywiście, że jest to tendencyjne i bardzo uproszczone, ale czytając wiele wypowiedzi - nawet niedawno wypowiedzi tuzów modelarstwa, że tak powiem, na jednej z grup na FB - nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wielu ten "sztuczny i wykreowany podział" - jednak traktuje bardzo serio i tkwi w nim od lat, zamknięci za wszelkie nowości i inne podejścia. I czasem modele osób, które uważają się za prawdziwych modelarzy redukcyjnych wyglądają jednak dość zabawkowo - jeśli chodzi o warstwę malarską. Nawet tu na forum toczą się w pewnych wątkach niekończące dysputy, czy nity na modelu być powinny czy nie (bo są małe, płaskie i w skali na pewno byłyby niewidoczne, a pomijając już wszystko inne to były zaszpachlowane) i co jest bardziej realne i oddaje prawdziwy samolot, a co jest efekciarstwem. Kiedyś zresztą w jakiejś rozmowie (właśnie chyba tej, kiedy rozmawialiśmy i pojawił się ten nasz Denis - doszliśmy do wniosku, że jednak trochę się różnimy w naszym spojrzeniu i inaczej pewne kwestie rozumiemy. Mi - mimo wszystko jednak najbardziej zależy, żeby model wyglądał fajnie, i do pewnego momentu nie zawahałbym się przed pewnym "dopaleniem" efektu kosztem wierności, aby - "artystycznie i formalnie" - lepiej to grało na modelu. Natomiast myślę, że mimo wszystko myślimy w podobnych zakresach tolerancji i wyznaczonych granic, a różnice mają charakter innych punktów ciężkości i nacisku na nieco inne niuanse niż diametralnego kontrastu w podejściu.
  25. @jachud3 Dziękuję, akurat sesję właśnie wykonałem i nie pomyślałem o tym, a następna nie wiem kiedy będzie ale postaram się dodać może jakąś grafikę w postprodukcji z punktem odniesienia ale to skala dla niewidomych, to wielkie wszystko
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.