Albatros
Użytkownicy-
Liczba zawartości
503 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
11
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Albatros
-
Jeżeli chcesz „odtworzyć” to może wrzuć fotografię, na której podstawie będziesz pracował, wtedy będzie łatwiej doradzić… bo też pytanie która to ma być wersja? Myślę, że dobre źródło na początek: https://www.scalemates.com/topics/topic.php?id=4696
-
W takim razie spróbuj tą GX114. Jest jeszcze jedna kwestia, choć myślę, że to na pewno wiesz - czyli sposób rozcieńczenia i aplikacji. Malując matowe farby np. lakierem błyszczącym, kładąc dość cienką warstwę można uzyskać właśnie satynę, a nie głęboki połysk. Ten uzyskamy malując więcej warstw i obficiej. I podobnie na odwrót - zbyt cienka warstwa matu na powierzchni błyszczącej da też efekt bardziej satynowy… ale w przypadku malowania 114 ją od razu widzę jak powierzchni w oczach robi się matowa. Ten lakier jest bardzo gęsty więc trzeba go dobrze rozcieńczyć - ja używam thinnera Gunze (ale w przypadku tego lakieru- zwykłego, nie MLT), wychodzę od proporcji 1:4 (1 to lakier).
-
Który to był lakier matowy Gunze? Ja używam Gunze GX 114, i trudno chyba o bardziej trupi mat.
-
Tutaj myślę, że chyba trzeba traktować sprawę ze sporym dystansem. Przy całym szacunku do Richarda i jego bardzo wartościowego wkładu w modelarstwo Wielkiej Wojny w postaci produktów Aviattica, to jednak wydaje się on bardzo trudnym w obyciu człowiekiem. Kolejnymi dramatycznymi postami, mailami zdaje się kreować na jedynego, który ma prawo podejmować tą tematykę i wszystkim dookoła zarzuca kradzież, plagiat i nadużycia. W sumie to samo było z zarzutami w stosunku do Proper Plane, a teraz Gothaforce… akurat myślę, że kalkomania faktury płótna jest dość oczywistym pomysłem dla producenta modeli i kalkomanii w powyższej tematyce. Jak i inne tematy, które podjęły konkurencyjne firmy. Richard po prostu nie potrafi znieść konkurencji. Żeby nie było - ja produkty Aviattica kupowałem i zamierzam kupować bo są świetne. Szkoda też jednak, że nie jest w stanie z nikim z EU się dogadać jeśli chodzi o dystrybucję poza UK, a kilka prób wiem, że było… a szkoda, bo to w oczywisty sposób zawyża cenę a przez to sprawia, że ludzie zaczynają szukać alternatyw. Ja w każdym razie trzymam kciuki, żeby działał jak najdłużej, mimo że nie uważam za swój „obowiązek” wspierać go na Patreonie (co też przebija między wierszami w jego „odezwach”), uważam że wystarczy, że kupuję produkty Aviattica… A powyższe przykłady sprawiają, że mam jednak też dystans do modeli powstałych w technologii druku 3D, małe elementy, dodatki - tak, ale na skrzydła i kadłuby wydaje mi się jednak jeszcze za wcześnie, mimo zapewnień producenta, że nic się nie odkształci…
-
Próbowałbym folię aluminiową albo bibułki (bletki) do skręcania papierosów. I chyba ta druga opcja wydaje mi się najbardziej adekwatna. Kilka rzeczy dorabiałem z papieru z bletek w swoim modelu i to jest fajny materiał, bardzo cienki, po wyschnięciu powinien dobrze wyglądać jako pomięty papier, można lekko zabarwić też farbami. Z folią jest o tyle problem, że trzeba by ją pomalować i dopiero nanieść kalkomanię, bardzo łatwo też z folii odpryskuje farba, więc może być problem potem przy składaniu tej mapy…
-
Dzięki bardzo, to mi wystarczy, domyślałem się że nie ma jakichś stałych proporcji, ale chodziło mi właśnie o taki punkt wyjścia. Świetna robota, czekam na kolejne aktualizacje, miło się ogląda takie wykonanie
-
W jakich mniej więcej proporcjach robisz tą szpachlę, ile extra thin ile mniej więcej ramek?
-
1/35 Ukraiński T-80BVD (RVD) (Trumpeter+Voyager+scratch)
Albatros odpowiedział x_bandit → na temat → [M]Warsztat
Piękny model, już na tym etapie to jest mistrzostwo -
Tak, oczywiście, doprecyzowałeś moją wypowiedź. Dokładnie tak, chodzi mi też o to, że trzeba się pilnować, żeby jednak nie odpuścić za bardzo. Jeszcze jedna rzecz, która wydaje mi się istotna - różnorodność technik i złudzenie doskonałości dodatków. Zauważyłem, że pojawiło się takie stwierdzenie, że jak jest druk 3D to już części PE odejdą w niepamięć. Nie zgadzam się z tym, bo uważam że części PE - zgoda, że bywają trudniejsze w „obsłudze” - jednak są niezastąpione i bardzo podnoszą jakość detalu. Raz że ostrość detalu i grubość (a raczej „cienkość” ), a dwa - jednoczesna wytrzymałość. Ponadto rodzaj waloryzacji należy też dopasować do charakteru elementów, które staramy się odtworzyć. I jedne elementy będą lepiej wyglądały jako PE, a inne z kolei jako odlew czy druk. Naszym zadaniem jest dopasować w dane miejsce najlepszą technologię aby odwzorować daną część. I znów - nie ma jednej najlepszej, efekt daje suma różnych technologii i technik, kreując bogactwo detalu, rodzaju materiałów użytych w rzeczywistości. Osobiście uważam, że przy odlewach żywicznych/drukach 3D np. wnęk podwozia czy silników nie powinno być płaskorzeźb kabli. Lepiej byłoby zostawić tylko przestrzenne wtyczki i miejsca mocowań a przewody dorabiać z drutu - efekt jest bardziej przestrzenny i lepszy. I znów - poprawa odlewu żywicznego i usunięcie tych odlanych przewodów jest bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa, więc czasem jednak lepiej waloryzować część zestawową lub robić od podstaw… Kolejny temat, to czujność przy dodatkach i także ich „nieodpuszczanie” - czyli, że jeżeli to żywica/druk 3D to znaczy że jest znakomicie. Czasem wolę coś zrobić od podstaw niż poprawiać fatalny aftermarket (np. już zupełnie zrezygnowałem z części PE Eduarda, bo w ostatnim projekcie wykorzystałem może 30% tego co kupiłem, reszta nie nadawała się do niczego, fotel pilota był składany z dwóch - żywicznego i drukowanego…).
-
Jeśli można nieśmiało się wtrącić, to z moich doświadczeń zgadzam się z przedmówcami - do niczego nie prowadzi myślenie i postępowanie typu - teraz już zostawię jak jest, ale w następnym modelu zrobię lepiej. Niestety to tak nie działa, jeżeli bierzesz się za element, to próbujesz do skutku, aż wyjdzie dobrze. I to jest cały proces - raz, to wymyślenie w jaki sposób i z czego ten podzespół zrobić. Dwa, wykonanie tego elementu - i tutaj może nastąpić weryfikacja przyjętego planu. Może on okazać się dobry, ale rzecz jest na tyle trudna, że nieraz musimy zrobić kilka prób i podejść. Albo w trakcie okazuje się, że jednak przyjęta metoda nie działa, nie da się tego tak zrobić i wracamy do punktu wyjścia, wymyślając nowy sposób i po raz kolejny próbując. I nie ma siły, zajmuje to sporo czasu i musimy się na to mentalnie przygotować. W kolejnych modelach nigdy nie będzie identycznych elementów do wykonania, i zawsze będzie trzeba stawać przed nowym wyzwaniem - zarówno inwencyjnym, jak i manualnym. Oczywiście, jakaś suma poprzednich doświadczeń pomaga i nieco ułatwia, ale nie wtedy, gdy wcześniej odpuściliśmy. Kolejna rzecz to utrzymanie równego poziomu w całym modelu - jeżeli przyłożymy się do kół i goleni podwozia, to nie możemy odpuścić wnęk i klap, muszą być wykonane równie dokładnie i szczegółowo. Jeżeli dokładnie zrobimy kokpit, to musimy też zadbać o zdetalowanie owiewki. I znów, jeżeli dokładnie zrobimy kokpit, to nie możemy odpuścić innych miejsc, rzekomo mniej widocznych. Największym wg mnie błędem i niebezpiecznym myśleniem przy modelach z ambicjami jest stwierdzenie „dobra, to odpuszczam bo tego nie widać” - w moim odczuciu - i kilka razy gdzieś to powtarzałem - efekt daje suma tego wszystkiego czego pozornie „nie widać”. Ja to uznaję za samooszukiwanie się i modelarską wymówkę. Bo jeżeli czegoś nie zrobisz, to będzie widać i czuć, że to nie jest zrobione, że jest tam pusto, czarna dziura.
-
Dzisiaj o 18.00 ma być film z recenzją na kanale Kamila Trembacza - MrTrumpeter, Kamil ma oba, poza tym można powiedzieć że jest najlepszym ekspertem w Polsce od Hortena myślę, że sporo się wyjaśni. Jeśli o mnie chodzi to ubogie silniki w tym modelu nie są dla mnie istotne, bo i tak pójdą do wyrzucenia, tak naprawdę mnie interesuje, czy części przezroczyste kadłuba i skrzydeł da się podmienić na szare z tego modelu…
-
Od początku były takie podejrzenia… choć pytanie ile z zestawu ZM jest uwzględnionych. Plusem może być to, że jeżeli pokrycie kadłuba i skrzydeł pochodzi z ZM i pasuje do ich zestawu, to można wymienić ten fatalny przezroczysty plastik od ZM na normalny, co wiele ułatwi w budowie.
-
Odpowiedź teoretyczna, bo żadnego z tych produktów nie używałem, Quinta dla mnie odpada jako firma rosyjska, natomiast bardzo dużo dobrego czytałem w internecie o nitach Archera, i wygląda, że to najlepszy produkt na rynku. Ale, jak zaznaczam, tylko zasłyszane i przeczytane. No i oczywiście problem z dostępnością, trzeba ściągać albo z USA, albo eBay no i tanio nie będzie.
-
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
Albatros odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Nie, nie zajmowałem się zagadnieniem interpretacji zdjęć, raczej chciałem przybliżyć aspekty techniczne jakie muszą być spełnione, aby można było uznać że zdjęcie można uznać za referencyjne, a jest tych aspektów dużo. Niejednokrotnie spotykam się z autorytatywnymi wypowiedziami (zresztą, jedna z takich bzdurnych wypowiedzi sprowokowała mnie do napisania tego tekstu) że na zdjęciach jest taki i taki kolor i to jest dowód - co jest niestety właśnie bzdurą. Ale przedstawiony przez Ciebie sposób interpretowania zdjęcia w sumie jest spójny z tym, o czym pisałem - aby prawidłowo oddać kolory na zdjęciu stosujemy wzorniki o określonych, zmierzonych kolorach i na tej podstawie generujemy profil kolorystyczny oraz wprowadzamy korekty na zdjęciu. Twoją metodą sprowadza się do tego samego - mamy kilka znanych i określonych standardowych kolorów - np. właśnie kolory insygniów, co do których mamy pewność oraz próbki i na ich podstawie wprowadzamy korekty barwne. I faktycznie, w ten sposób możemy dojść do dobrych rezultatów. Margines błędu będzie większy niż w przypadku Color Checkera, który każde pole ma zmierzone i jego wartość dokładnie określone (choć oczywiście w przypadku zdjęć historycznych i z pola walki nie ma mowy o takich metodach), ale możemy dojść do niezłych lub nawet bardzo dobrych rezultatów. Aby osiągnąć jak najlepszą zbieżność oczywiście próbkę prawdziwego koloru z wzornika należałoby zmierzyć (wtedy rezultat byłby najdokładniejszy) i/lub dopasowywać już percepcyjnie oglądając przy świetle referencyjnym i porównywać z obrazem na skalibrowanym monitorze. Wtedy mamy bardzo duże prawdopodobieństwo prawidłowych wyników. W gruncie rzeczy opisaliśmy co do zasady to samo tylko z różnych punktów widzenia. -
Niestety jeszcze nie opanowałem modelowania 3D i w 3D jeszcze nie projektuję, to jest temat, którego zaczynam się uczyć. Na ten moment projektuję sobie blaszki w Illustratorze (wcześniej w Corelu), natomiast projektowanie 3D zaczynam zgłębiać w Blenderze, jest darmowy. Potem zobaczymy co dalej i na ile będzie spełniał moje potrzeby.
-
Hawker Hurricane Mk. IIb - 1/48 - Arma Hobby
Albatros odpowiedział DamianPoltorak → na temat → [L]Warsztat
Kiedyś w wyniku jakiejś dyskusji o kolorach na fotografii i ich odwzorowaniu popełniłem coś w rodzaju małego artykułu na ten temat - myślę, że trochę rozjaśnia że bazowanie na zdjęciach wykonanych w dość przypadkowych warunkach, drukowanych, przedrukowywanych, wykonywanych na różnych materiałach - jest obarczone bardzo dużym marginesem błędu i raczej nie może być traktowane jako ostateczna i jedyna referencja. Opublikowałem to na sąsiednim forum, jak ktoś jest zainteresowany to proszę link: https://pwm.org.pl/viewtopic.php?f=3&t=93670 -
Dokładnie tak, i teraz obie strony mogą, choć nie muszą się spotkać. Problemem natomiast - choć może nie jest to problem, co jakaś obserwacja socjologiczna - że w polskim światku modelarskim wiele osób usiłuje właśnie ten obowiązek moralny, rację dziejową, misję glorii lotnictwa polskiego nawet nie tyle przemycać, co wręcz wymuszać. I konsekwencją są kolejne martyrologiczne pretensje, że producent nie produkuje dokładając z własnej kieszeni (choć to jego moralny i patriotyczny obowiązek i producencka misja, bo przecież modeli nie produkuje się dla pieniędzy tylko dla chwały lotnictwa polskiego), albo nie podchodzi w worku pokutnym i na klęczkach wprowadzając w życie i zmieniając projekt po każdej uwadze o nie takim nicie lub nie dość zakrzywionej krzywiźnie…
-
Myślę, że problem jest złożony i jest tutaj dużo czynników, także podstronie samych modelarzy. Z jednej strony jest „producent” - ale też różnie bywa z tymi producentami - bo rzadko są to faktycznie firmy, które z tego tylko żyją i jest to główny profil ich działalności. Raczej zakładam, że to też są jacyś pasjonaci, z większymi lub mniejszymi możliwościami - zarówno jeśli chodzi o umiejętności projektowe jak i możliwości researchu, badań i studiowania dokumentacji, do której też zresztą mogą mieć problem z dostępem oraz czasem na jej bardzo dogłębne badanie. Czasem wchodzą też w grę aspekty finansowe, ponieważ - np. w MLP w Krakowie - za dostęp i użycie materiałów do celów komercyjnych się płaci. Czasem trzeba pojechać za granicę i spędzić ileś czasu w archiwach, muzeach, co też generuje spore koszty. Często są to projekty, które powstają w wolnym czasie, po właściwej pracy, w ramach pasji. Więc ten zysk też nie jest jakiś wielki, bardziej „dorobienie” sobie, niż utrzymywanie się z tego. Dalej - ograniczenia sprzętowe jeśli chodzi o drukarki - bo w wielu tych przypadkach to zakładam z dużą dozą pewności że jest to drukowane na zwykłych, domowych, amatorskich drukarkach na taniej żywicy. A z jeszcze innej strony - jeżeli to jest robione dla zysku, to widać że jak się wypuszcza nawet byle jaki samolot z cyklu Iskra, Jastrząb czy inny Dromader to i tak ludzie się rzucają i kupują, więc biznes się kręci, to po co jeszcze nad tym siedzieć? Żeby zadowolić trzech malkontentów z forum? Sami modelarze kupując gnioty pokazują, że ślęczenie nad poprawnością merytoryczną i ciągłe poprawki nie mają sensu, bo model i tak się świetnie sprzedaje. Jeszcze z innej strony to to malkontenctwo potrafi wręcz przybrać formę stalkowania, bo niektórzy to popadają w jakąś obsesję, jak było widać ostatnio na FB ;-D więc nie dziwne, że czasem producent może mieć dość. Tak naprawdę to niewiele jest producentów i firm, które podchodzą do tego wszystkiego poważnie ze wszystkimi tego konsekwencjami - Lukgraph, Panzerwerk Design - to są pełnowymiarowe firmy i realne przedsięwzięcia biznesowe, a za tym jednak idzie jakość. Natomiast rozwój technologii daje nam z kolei ogromne możliwości tworzenia rzeczy na własny użytek. Ja np. praktycznie zupełnie zrezygnowałem z kupowania części PE, bo po przygodach z Eduardem, to wolę je sobie sam zaprojektować i zlecić trawienie. Podobie z drukiem - w dzisiejszych czasach nie trzeba żadnych nakładów finansowych typu koszt oprogramowania czy drukarki. Zaprojektować można na darmowym programie o zlecić wydruk za ułamek cen urządzeń. I to daje nam możliwość tworzenia dokładnie takich modeli jakie chcemy, zdetalowanych i poprawnych merytorycznie.
-
Dziękuję bardzo za słowa uznania co do roślinności - ja zupełnie nie znam się na roślinach (chociaż w biol-chemie w liceum w zamierzchłych czasach nawet jakiś zielnik musiałem popełnić ), ale mnie również na wielu dioramach razi roślinność. Powód jest mniej botaniczny a bardziej plastyczny - jest mało zróżnicowana, często pakowana w sposób bardzo schematyczny co jednak godzi w realizm… ja jakoś tak mam, że dużo oglądam różnych prac modelarskich, i często czuję że coś jest nie tak, czegoś mi w nich brakuje lub się nie podoba i staram się to zdiagnozować, aby uniknąć takich sytuacji u siebie. W tym przypadku nieco odszedłem od realnej scenerii, gdzie eksponowany jest prawdziwy samolot, bo - jako że pierwszy raz w życiu robię podstawkę - wlaśnie bałem się że nie udźwignę trawiastego podłoża i wyjdzie właśnie tak, jak często widzę i mi się nie podoba betonowe płyty lotniska wydały mi się ciekawsze, ale też mogłem poćwiczyć roślinność w nieco mniejszym zakresie. Wiele razy chodziłem po pasie startowym Rakowice Czyżyny z psem i dużo starałem się obserwować, właśnie co się dzieje z roślinnością, że mimo że na pierwszy rzut oka między płytami w dylatacjach rośnie trawa - to jednak flora jest tam bardzo bogata. Kolejną inspiracją i jednocześnie pomocą w budowaniu koncepcji była twórczość malarzy niderlandzkich i Jana van Eycka - zawsze bardzo lubiłem te jego z maniacką dokładnością wymalowane kwietne łączki i bogactwo roślinności i sięgnąłem do kilku jego obrazów aby przyjrzeć się dokładniej jak on budował ten efekt. W obecnym momencie roślinność jest jeszcze bardziej wzbogacona zeschłymi trawami, liśćmi itd, cały czas pracuję nad podstawką.
-
Świetnie to wygląda, znakomita robota
-
No tak, trzeba uważać i z wyczuciem to robić…
-
Przed malowaniem podkładem warto te blaszki wyżarzyć (np. lutownicą gazową), staną się bardziej plastyczne, i wtedy je sobie ładnie uformować na fotelu… wtedy to wygląda o wiele bardziej realistycznie, obie te kalkomanie w moim odczuciu wyglądają jak płaskie naklejki…
-
Gotowe nity/śruby są spoko, dobrze wyglądają, ale roboty jest przy ich montażu praktycznie tyle samo co z rozciągniętymi ramkami. A może nawet więcej i bardziej precyzyjnej. Musisz nawiercić otwór, i precyzyjnie zapodać klej i trafić z nitem w otwór. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie łatwe żeby to dobrze i równo zrobić. Ramki są długie, łatwe w trzymaniu, przewlekasz, docinasz, nie musisz operować precyzyjną pęsętą, nie wystrzeli Ci nigdzie i nie potrzeba tam takiej ultra dokładności. Choć oczywiście nity 0.5 mm są już duże i na pewno sprawiają mniej problemów niż 0.3 mm… Faktycznie, jeśli są gotowe koła do kupienia to wydaje się najrozsądniejszą opcją.
-
Przy tej metodzie raczej nie wróżę Ci sukcesu, CA nie stworzy Ci ostrego nita, tylko się rozleje… mam to przerobione, ponieważ przy nitowaniu powierzchni nieraz musiałem zlikwidować krzywo wytrasowaną linię nitów i robiłem to właśnie punktowo CA. W każdym razie spróbuj sobie, ale sugeruję abyś najpierw spróbował to gdzieś z boku, na jakiejś starej i niepotrzebnej części, bo możesz sobie zniszczyć koło.
-
Ja stosuję (co prawda w samolotach na razie) dwie metody, obie niestety dość pracochłonne, ale w 1/35 nie powinno być dużych problemów. 1. wiercę otwory na wylot i przeciągam kawałek rozciągniętej nad płomieniem ramki, w związku z tym, że jej średnica się zwiększa im dalej od miejsca topienia to ładnie osadza się w otworze. Kleję CA i od tyłu szlifuję na płasko, a tam gdzie ma być nit docinam i doszlifowuję na żądaną wysokość. W tym przypadku tak właśnie bym robił. 2. nawiercam lekko otwór (nie na wylot, tylko zagłębienie) i wklejam na CA kulki BGA o żądanej średnicy. Nity mają wtedy półokrągły kształt. Na upartego przy poprzedniej metodzie dałoby się łby tej lekko zaokrąglić odpowiednio szlifując. Nie wiem jaki kształt nitów jest na tych kołach.
