Skocz do zawartości

Ranking

  1. Thalgonis

    Thalgonis

    Użytkownicy


    • Punkty

      142

    • Liczba zawartości

      3 251


  2. barszczo

    barszczo

    Użytkownicy


    • Punkty

      115

    • Liczba zawartości

      6 996


  3. kamilzoszak

    kamilzoszak

    Użytkownicy


    • Punkty

      95

    • Liczba zawartości

      35


  4. Radek6363

    Radek6363

    Użytkownicy


    • Punkty

      92

    • Liczba zawartości

      18


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 14.03.2026 w Odpowiedzi

  1. Witam. Dawno mnie na forum nie widziano, ale nie próżnowałem. Przedatawiam wam mojego już w sumie dziadka. Model samolotu LVG C VI ze stajni KP ( kopia modelu Ardpol - legalna ). Model sklejał się bardzo przyjemnie jak na standardy KP. W zestawie przerobiłem tylną kabinę, dołożyłem obrotnicę z samolotu Halberstadt CL. Koła w modelu pochodzą z Firmy 49 z Czech ( druk 3D). Lozenga to dzieło Lukgraph. Szachownice malowane z taśmy maskującej. Jakby ktoś miał więcej pytań służę. Zapraszamy do opluwania
    36 punktów
  2. Witam. Łupieżca od ICM-u z kilkoma dodatkami, ponitowany częściowo i pomalowany kilkoma odcieniami OliveDrab od Mr.P. Model dość toporny w detalu, ale całkiem nieźle spasowany i przy odrobinie pracy cieszy oko Ps. Zmieniłem nasycenie koloru na zdjęciach, by bardziej przypominał to co widać w rzeczywistości.
    35 punktów
  3. SBD-3 Dauntles. Okres bitwy pod Midway. Ukończony. Zapraszam do oglądania i komentowania. Model Flyhawk. Zestaw zasadniczo ok, choć jak to Chińczyk – zawsze jest jakaś niespodzianka. W tym wypadku drobne problemy ze spasowaniem i trochę wiotki plastik. Dodałem tablicę YAHU, trochę drobiazgów z blaszki Edka (pasy, celowniki etc.), lufy Master do browninga strzelca (warto), silnik i osłonę silnika z wydechami SBS (silnik warto, osłona jest w komplecie ale zestawowa też ok), od siebie jeszcze przerobiłem przednie km na rurki z Albion. W zestawie SBS był jeszcze chwyt powietrza pod silnikiem wraz z wnętrzem. Tego nie montowałem bo wymagało sporo prucia i bałem się, że to schrzanię. Wolałem pocieniować ścianki wlotu w zestawie niż rozkopać to i ugrzęznąć. Malaowany MRP i Bilmodel. Podmalówki AK 3 GEN. I tu trzeba uważać, bo jednak jest różnica w odcieniu. To się może brać z tego, że ogólnie malowałem z preshadingiem i wtedy spod spodu zmienia odbiór koloru na wierzchu, a podmalówki pędzlem to inna grubość warstwy i nic już nie przebija. Wiotki plastik powoduje konieczność wzmacniania niektórych elementów. W maszt anteny i maszt na ogonie wprowadzałem mosiężne pręty i w kadłubie wierciłem pod nie gniazda, bo się bałem czy wytrzymają naprężenia. Hak hamujący połamałem przy próbie maskowania bo nie wytrzymał kontaktu z taśmą maskującą Mr. Hobby (niebieską, czyli ta osłabioną). Kalki zestawowe ok. Ładnie reagują na płyny. Jednak gwiazdy wziąłem z kalek Cartografa do Hobby 2000. Były zdecydowanie ciemniejsze. Poza tym o średnicy około 1 mm większej niż kalki Flyhawk. Odpuściłem sobie obicia bo to jest coś co mi nie wychodzi i już kilka razy zepsułem efekt końcowy.
    31 punktów
  4. Lecimy z kawą o poranku Dziś kolejny MiG, tym razem w wersji MFN, będącą czeską modyfikacją/unowocześnieniem wersji MF. Prezentowany egzemplarz został zmodyfikowany do standardu MFN w latach 1999-2000. Malowanie okazjonalne samolot otrzymał z okazji obchodów w październiku 2002 roku, 45- lecia istnienia Bazy Lotniczej w Caslav. Na kadłubie widnieje napis 22..slp (stihaci letecki pluk - pułk samolotów myśliwskich ) ku czci jednostki stacjonującej tam w latach pięćdziesiątych MiG -21MFN, 41 Eskadra Myśliwska, 4 Baza Lotnictwa Taktycznego, Baza Lotnicza Caslav, Czechy, październik 2002
    28 punktów
  5. Cześć wszystkim, Miło mi wrócić po dłuższej przerwie z moją najnowszą pracą w skali 1/72. Ursus C-330 - wydruk GPM przyczepa D44 - wydruk GPM figurki - Focus Miniatures Budyneczki - budowa od podstaw Z pozdrowieniami, Mateusz Mathea
    27 punktów
  6. Witam Dziś tak trochę nie spodziewanie, bo w czwartek (ale też popijam kawę w pracy ), ale nie chcę, żeby mi jacyś "sędziowie" z Rawicza zarzucali "że co to - jedno forum lepsze od drugiego?!" A zatem lecimy z tematem - Revellowski dzbanek jaki jest każdy wie - swoje za uszami ma. Ale tak ogólnie to jeszcze się formy trzymają, choć ząb czasu powoli zaczyna je nadgryzać. Model prawie z pudła - dodałem toczone blast tuby i rurkę pitota z Mastera oraz kilka blaszek Eduarda do wnętrza kabiny. Model jaki jest - każdy widzi. I sobie oceni. A tera pora na bohatera: Wg instrukcji Revella: Republic P-47D-30-RA Thunderbolt, pilot kpt. Milt Thompson, 509 Eskadra Myśliwska, 405 Grupa Myśliwska, 9 Armia Lotnicza, Francja, 1945 rok Na trawie: I na betonie: Ps. Kolejne galerie już normalnie, co niedzielę przez cały kwiecień (poza 5-tym oczywiście )
    24 punktów
  7. Zrobiony w projekcie na sadziednim forum. W zasadzie z pudla. Dodatki 3D z przedsprzedazy (fotel, rury karabiny)
    23 punktów
  8. Witam. Chciałbym Wam przedstawić mój model który wykonałem samodzielnie na podstawie planów zamieszczonych w wydawnictwie Albatros Productions, właśnie na temat tego samolotu. Budowa oraz pozyskiwanie materiałów na jego temat wiele mnie nauczyło. Malowanie samolotu przedstawia aparat w latach 1914-1915 kiedy służył do przewożenia meldunków pomiędzy twierdzą Przemyśl a Krakowem. Jego "macierzystym" polem wzlotów było Brzesko. Jeżeli ktoś by miał chęć dowiedzenia się czegoś więcej o jego budowie, zapraszam. A teraz można śmiało pluć
    23 punktów
  9. Nowy kit Arma hobby Haker Hurricane 1/48 dodane pasu Hgw i małe drobiazgi. Zależało mi głównie na pokazaniu subtelnego podejścia do weathereingu i pokazaniu ze samolot był zbudowany z dwóch materiałów alu i płótno. I w sumie tyle, fajna bryła, super poszycie, parę rzeczy dało by rade zrobić w bardziej przemyślany sposób w sposobie spasowania samych elementów ale klejenie i tak jest szybkie i proste.
    23 punktów
  10. Pod koniec II wojny światowej firma Grumman opracowała ciężki, dwusilnikowy myśliwiec pokładowy Grumman F7F Tigercat. Była to jedna z najszybszych i najsilniej uzbrojonych maszyn tłokowych swojej epoki, przeznaczona dla US Navy i United States Marine Corps. Samolot pojawił się jednak zbyt późno, by wziąć udział w działaniach bojowych II wojny światowej, i w kolejnych latach służył głównie w jednostkach Marines. Na początku 1948 roku pilot doświadczalny US Navy, Fred Trapnell, przyleciał do zakładów Grummana w Bethpage Tigercatem, aby uczestniczyć w próbach prototypu odrzutowego Grumman XF9F-2 Panther. Podczas rozmowy z głównym pilotem oblatywaczem firmy Corwin H. Meyerem, Meyer wspomniał, że sam był jednym z oblatywaczy Tigercata. W odpowiedzi Trapnell wyliczył długą listę wad i niedociągnięć tej maszyny, a następnie stwierdził, że gdyby był jego szefem, zwolniłby go za przeoczenie wszystkich tych problemów. Meyer zapytał się go, czemu w takim razie lata tą maszyną, Trapnell mu odpowiedzial „To najlepszy przeklęty myśliwiec, jakim kiedykolwiek latałem.” Model wykonałem z zestawu firmy Fly, przedstawia maszynę F7F-3 z NAS Livermore, California 1946 rok. Model wykonany w zasadzie prosto z pudła, wymieniłem jedynie fotel na blaszkowy od Yahu dla F4U, kmy są z zestawu A-1 Skyrider Quickboost, klocki pod koła to produkt Brengun (Attack Squadron). Model pomalowany farbami MRP. Wielkie dzięki dla @Sorisza maski które poprosiły błędy wielkościowe oznaczeń. Budowę można obejrzeć w tym temacie
    23 punktów
  11. Na początek wielkie podziękowania dla autora projektu kolegi stakova, który opracował projekt w technologii druku 3D. Model wyróżnia się bardzo dobrym detalem i dużą ilością elementów. Instrukcja jest bardzo czytelna. Z uwagi na ograniczenia druku oszklenie i siatki trzeba wykonać samodzielnie z cienkiej plexi oraz elementów fototrawionych. Kalkomania jest również dziełem autorskim projektanta. Jest to największy model w skali 1/35 jaki sklejałem i pierwszy z druku 3D.
    21 punktów
  12. O samolocie: R5C-1 Commando to amerykański dwusilnikowy samolot transportowy z czasów II Wojny Światowej, opracowany przez Curtiss-Wright na bazie projektu CW-20. Dolnopłat o metalowej konstrukcji półskorupowej, napędzany dwoma silnikami gwiazdowymi Pratt & Whitney R-2800. R5C-1 był podwersją C-46A produkowaną specjalnie dla US Marine Corps. Mógł transportować 40 żołnierzy lub 33 rannych na noszach lub do 6 ton. ładunku. Ceniony za prędkość, zasięg i ładowność. O egzemplarzu: Curtiss R5C-1, BuNo 39507, zwany także "Oldie" był używany w latach 1953-1956 (?) jako samolot wsparcia dla zespołu akrobacyjnego "Blue Angels". Był też pierwszym samolotem wsparcia noszącym oznaczenia zespołu (skromne, bo skromne ale jednak - logo przy oknach kabiny pilotów). O modelu: Model wykonany praktycznie "z pudła" - dodałem od siebie jedynie naciągi anten i kalkomanie dla maszyny 39507 z bazy Corpus Christi (TX). Dawno nie składałem tak fajnie spasowanego modelu. Ilość detali jak na 1:144 jak dla mnie wystarczająca. Zapraszam do galerii Pierwsza fotka dla oddania skali "potwora" I już bez gadania: Jedno zbliżenie - makro odbiera mi całą przyjemność z odbioru, ale narobiłem się przy naklejkach Wytrwałych, którzy dotarli do końca galerii zachęcam do skomentowania
    21 punktów
  13. Hejka, pokłosie konkursu z sąsiedniego forum Chyba jeden z najładniejszych (IMHO of coz) nowoczesnych latadeł Amerykański samolot rozpoznawczy firmy Lockheed, osiągający ponad 3 Ma. Latał na wysokości powyżej 25 km, wykonany głównie z tytanu. Dzięki ogromnej prędkości i pułapowi unikał przechwycenia. Używany w czasie „zimnej wojny” do zbierania danych wywiadowczych.
    21 punktów
  14. Czołem, Mój pierwszy Spitfire od IBG sprawił mi sporo frajdy, gdy zatem pojawił się Black Box Spitfire Mk.Vb wiedziałem, że muszę go wziąć na warsztat. I oto zatem nadchodzi – Spitfire RF-A (AB183). O samej maszynie nie będę się rozpisywał, Michał @Skawinski odwalił niewiarygodny kawał roboty w dokumentowaniu tej i pozostałych siedemnastu (!) opcji w pudełku. Absolutne szaleństwo. Przy okazji dziękuję bardzo Michałowi za jego nieocenione konsultacje podczas budowy tego modelu. Dla leniwych dodam jedynie, że nietypowe malowanie (białe pasy na kadłubie i częściowo czarne powierzchnie dolne wraz z kołpakiem śmigła) to ślady udziały RF-A w ćwiczeniach Spartan w marcu 1943. Sam zestaw technicznie nie różni się wiele od Mk.I, kto już budował nie będzie tu zaskoczony. Ja jakiś istotnych problemów nie miałem. Przestrzegam jedynie przed nierzadkimi (niestety) błędami w drukowanej instrukcji. Zdecydowanie odsyłam do zaktualizowanej wersji dostępnej na stronie producenta. Zestaw jest bardzo bogato wyposażony przez IBG w akcesoria drukowane 3D, z których wykorzystałem elementy kokpitu, rury wydechowe, celownik oraz lusterko. Dodatkowo pojawiły się tu jeszcze drzwi od ASK. No i jest jeszcze Misia . Miłego oglądania i krytykowania. Pozdrawiam, Marcin
    20 punktów
  15. No to cyk i od nowa... Skoro poprzednie modele zostały ciepło przyjęte to nie pozostaje mi nic innego aby wrzucić kolejny. Tym razem Nieport IV. Model wykonany na podstawie wycinanki wydawnictwa Answer. Elementy wycinanki przeskalowałem do 72, nalepiłem je na płytki polistyrenu i po wycięciu skleiłem. Jedynie czego sam nie zrobiłem to silnik (3D) oraz koła (wzięte ze złomu). Malowanie oznaczeń trochę z czapy ale ogólnie w zamyśle miał być z 3 Korpuśnego Avia Otriadu. Mam nadzieję że równie ciepło go przyjmiecie
    20 punktów
  16. Witam, Poniżej model włoskiego czołgu C1 Ariete w skali 1:35. Do waloryzacji użyłem tego co widać na zdjęciu poniżej. Do tego znalazłem jeszcze kalkomanie na jakiejś włoskiej stronie fascynatów rodzimej pancerki. Kalkomanie niestety były bardzo grube czego nie udało mi się całkowicie wyrównać. EDIT: A przypomniało mi się, że ta lufa widoczna na zdjęciu poszła do kosza - o to chyba już druga taka sytuacja z tą marką - wymieniłem ostatecznie na lufę z Royal Model di R. Reale Był to pierwszy model Tumpetera, który składałem. Co do dodatkowych przeróbek to całkowicie usunąłem i odtwarzałem spoiny na wieży bo te oryginalne wyglądały jak rozlane spaghetti. Spoiny wykonywałem głownie z rozciągany ramek. Liczę na to, ze kiedyś nauczę się szlifować w taki sposób aby nie zostawiać blizn na modelu. Co ciekawe kadłub był dużo lepszej jakości niż wieża i na kadłubie uznałem, że podłużne spoiny są wystarczająco dobre. Co do malowania to wzorowałem się luźno na tym zdjęciu. Dojdzie pewnie jeszcze jakaś mała podstawka w przyszłości.
    20 punktów
  17. Witam po długiej nieobecności! Niestety tym razem też za wiele nie udało mi się zrobić, bo wpadłem do modelarni tylko na jeden wieczór, ale popchnąłem do przodu budowę działka Vulcan. Może na początek kilka zdjęć oryginału: A jak to wyglądało konkretnie w przypadku F-105? No dobrze. Skoro wiemy już jak ma to wyglądać, czas zacząć budowę. Mam już złożone wcześniej lufy Teraz trzeba dorobić do tego resztę. Przeliczyłem wymiary ze zdjęć, jako punkt odniesienia przyjmując długość i średnicę mojego zestawu luf. Początkowo planowałem cały korpus wytoczyć z pręta polistyrenowego. Pokonał mnie brak odpowiedniego materiału. Aby uzyskać po toczeniu średnicę 4,1mm ( tyle ma po przeliczeniu korpus w swoim najgrubszym miejscu ) potrzebowałem pręta o średnicy ok. 5mm. Niestety niczego takiego w swoim modelarskim szrocie nie znalazłem. Pozostała mi metoda "na cebulkę", czyli naklejanie kolejnych warstw. Najpierw z kawałka jakiegoś plastiku, o średnicy 1mm większej niż średnica zestawu luf, wykonałem rdzeń korpusu, nawierciłem i wkleiłem zestaw luf: Do naklejania kolejnych warstw postanowiłem użyć folii ołowianej o grubości 0,2mm. Łatwo się tnie, jest miękka i bardzo dobrze się układa. Dociąłem paski o odpowiedniej szerokości, wstępnie je wygiąłem i przykleiłem na rdzeń. W następnej kolejności dokleiłem punkty mocowania działka. Użyłem tu igły lekarskiej o średnicy 0,5 mm z wprowadzonymi do środka fragmentami igieł do akupunktury. Do wystających igieł dokleiłem łukowate mocowanie, które wejdzie w komorę działka: Teraz trzeba popracować nad komorą. W oryginale jest za płaska i za płytka. W pierwszej kolejności usunąłem zarys zestawowego działka a następnie nawierciłem komorę po obrysie, żeby ułatwić sobie jej wycięcie: Plecy komory powstały z paska polistyrenu z wykonaną imitacją nitów i wygiętego w lekki łuk. Przy okazji przymierzyłem fototrawy do prawej krawędzi komory i wywierciłem otwory we właściwych miejscach: Po przymierzeniu mojego działka mogłem już spokojnie plecki podkleić do kadłuba Czasu starczyło mi jeszcze na wklejenie blaszek i dorobienie imitacji mechanizmu podajnika amunicji I to na razie tyle. Na ciąg dalszy zapraszam mam nadzieję za tydzień.
    19 punktów
  18. Takiego też sobie skończyłem w styczniu.... Nakleiłem na niego kalkomanie HGW z serii wet transwer i .... szczerze nie polecam.... musiałem je lekko nadmalować/zamalować z ''wolnej ręki''. Wyszło jak wyszło. Najważniejsze że sprawdziłem jak działają te kalkomanie. No nie jest to specjalnie ciekawe doświadczenie. Całościowo chyba hiena nie najgorzej wyszła, przynajmniej mam taką nadzieję
    18 punktów
  19. Zainspirowany podcastową rozmową w ramach InScale z jednym z Was, uznałem że zaniedbywanie wątku trwa zbyt długo i czas się przypomnieć. Przeskakuję tu nieco postępów, jakie zadziały się na dystansie roku i od razu pokazuję "model w modelu" jak to zwykle u mnie. Pracuję aktualnie nad zbudowaniem dyszy silnika P&W F100 całkowicie od podstaw. To będzie taka próba, udowodnienia głównie sobie, że jak się wyłączy czynnik czasu, uruchomi wyobraźnię, zaprzęgnie odpowiednie narzędzia, to jeszcze da się rywalizować z drukami 3D, które dziś w temacie takim jak dysze silników, dają nam bardzo dobre zamienniki, zwykle słabych elementów z zestawów. Swoją dyszę zacząłem od komory dopalacza, która w silnikach odrzutowych ma postać rury z falistą perforacją, w której widać dziurki. Spore wyzwanie, ale pomysł na to chyba się sprawdził. Dopasowałem element rurki PVC do instalacji elektrycznych, której poszerzona końcówka idealnie oddaje średnicę i kształt. Następnie przygotowany kawałek podzieliłem na sekcje, których długość wynikała z różnic w perforacji i miejsc zwężenia. Kluczowe dla kolejnych etapów było przecięcie sekcji idealnie prostopadle do osi całego elementu. Na zdjęciu powyżej komora jest już pocięta. A tak wyglądała rozdzielona na sekcje. W tym momencie przyszedł moment kluczowy dla powodzenia procesu, czyli zbudowanie stryktury i faktury wewnętrznej, które postanowiłem wykonać z aluminiowej folii. Pomysł zasadza się na precyzyjnie dociętym do wewnętrznego obwodu arkuszu, następnie jego podziurkowaniu nitowałem, w dalszej kolejności wykonanie przetłoczeń, a na koniec zwinięcie go odpowiedniej średnicy pierścień, który wejdzie idealnie do sekcji z fragmentu rurki PVC. Proces pokazują kolejne zdjęcia. Aluminiowe pierścienie wykonane z niewielkim naddatkiem około 0,5mm, wklejałem czarnym CA w sekcje ze sfazowaną wewnętrzną krawędzią tak by klej łatwiej penetrował ciasną przestrzeń. Gotowy komplet sekcji komory dopalacza i jego próbne dopasowanie. \ Pomysł na wykonanie komory w sekcjach ma umożliwić i ułatwić dwie sprawy. Pierwsza to ukrycie szwa, który dzięki obróceniu sekcji będzie "rozrzucony" po obwodzie, co mam nadzieję po szpachlowaniu płynną szpachlówką i malowaniu, uda się ukryć. I właśnie malowanie. Każda z sekcji będzie pomalowana osobno, a dopiero finalne brudzenie będzie po złożeniu w całość. W dalszej kolejności zabrałem się za najbardziej widoczne elementy dyszy, czyli zewnętrzne (w samolocie wykonane z carbonu) pióra. Swoje postanowiłem wykonać z mosiądzu wysokoniklowego grubości 0,1mm. To dokładnie ta sama metoda i materiał jak w przypadku Super Horneta, którego zrobiłem kilka lat temu. Ale tym razem wszystkie pióra, zamiast wycinać i obrabiać je osobno, postanowiłem uzyskać obrabiając jako jeden element, składając bloczek z blaszek, zaciskając w imadle. Cały zestaw widoczny tu na zdjęciu, wraz z segmentami komory dopalacza, obudową dyszy (której procesu tworzenia tu nie opisuję), a także stelaża, jaki zrobiłem w celu ułatwienia precyzyjnego montażu wszystkich pięciu rodzajów piór. W dalszej kolejności zabrałem się za najmniej widoczne, elementy zwierające w dyszy, czyli zestaw piór dwóch rodzajów. Pominę je w tej aktualizacji, ale obiecuję do nich wrócić. Wymagają lepszych nieco zdjęć. Tymczasem ostatni tym razem akord, to jeden z dwóch rodzajów piór wewnętrznych, które stanowią wyzwanie głównie dzięki swojej strukturze. Łatwo nie będzie, ale na poniższych zdjęciach pokazuję jak ową strukturę staram się stworzyć. Z kolejną aktualizacją obiecuję pojawić się nieco szybciej
    18 punktów
  20. Cześć, Model gotowy. Przedstawia armatę wykorzystywaną przez Serbów w czasie oblężenia Sarajewa, gdzieś na wzgórzach wokół miasta. Warsztat znajdziecie w stosownym dziale, w ramach przypomnienia jedynie: baza to model Das Werk, pożeniony z przyczepą Hobby Boss, kołami Panzer Art i lufą Master. Podstawka to głównie roślinki Mini Natur, AK Interactive i jakieś własne wymysły - drzewko produkcji domowej. Pozdrowienia!
    18 punktów
  21. Dzień dobry Przedstawiam galerię modelu Academy 12462 Hawker Typhoon MK.IB 1/72. Z dodatków to lufy karabinków, wnętrze kabiny, wlot chłodnicy. Tomek
    17 punktów
  22. Witam ! Do mojej Hiszpańskiej kolekcji dołączyła ,,odrutowana etażerka He 51 . Model stary, przyjemny w budowie, kalki rozpadające się i duuużo naciągów testujących cierpliwość.
    17 punktów
  23. Ponieważ w dziale śmigłowców wieje marazmem, wrzucę na warsztat PZL Kania. Model Mi-2 Aeroplastu zawiera w zestawie nosek do Kani, więc szkoda by się zmarnował. Do zbudowania PZL Kania wykorzystam, oprócz zestawu Mi-2 poniższe dodatki własnej produkcji: Piastę/głowicę Wirnika Nośnego: Tu już pokolorowana: Oraz osłonę zespołu napędowego: Powinienem wykorzystać jeszcze łopaty WN, ale nie chce mi się na razie ich drukować. Być może będą leżały obok śmigłowca na wózku do łopat. Jako dodatek powinienem wymienić jeszcze wiadro szpachli by to wszystko jakoś połączyć. Aktualnie model wygląda tak: Ta ilość szpachli wynika z tego, że kadłub modelu został docięty do pierwszej wersji osłony, którą ostatecznie wyrzuciłem i zastąpiłem drugą wersją. Po doświadczeniach z wersją drugą, wersja trzecia czeka w kolejce do druku . Także wygląda jak wygląda, ale się do szlifuje.
    16 punktów
  24. Tuż przed wojną dokonano zakupów w Wielkiej Brytanii, zakupiono 14 myśliwców Hawker Hurricane, 1 Spitfire i 100 Fairey Battle. Do Rumunii wysłano personel po odbiór maszyn, niestety było już za późno. Tutaj ciekawa rozmowa, porównanie Karasia i Battle
    16 punktów
  25. Wydruk 3D. Stał ponad rok i czekał aż go skończę. Początkowo myślałem, że będzie znacznie gorzej - było widać wyraźne warstwy, ale trochę szlifowania i obróbki szpachlą, i po malowaniu w zasadzie nic szczególnego nie widać. Jakoś detali jest całkiem fajna, jedyne co dodałem to toczone lufy km z Abera. Malowałem Mission Models - też eksperyment. Malowało się trudno i nie wiem jakimi farbami pomaluję następny model. Zdjęcia poniżej - będę wdzięczny za wszelkie komentarze, uwagi, korekty itp. Pozdrawiam Krzysiek
    15 punktów
  26. No w końcu opanowałem kolory. Położyłem przy okazji kalki i popryskałem błyszczącym lakierem. Teraz już nie mam radioaktywnej zieleni. Proszę teraz o opinię
    15 punktów
  27. Ciałko, oto galeryjka samolociku o pięknych kształtach (w oryginale of coz), który to był jednym z bohaterów serialu Poirot (1989-2013) z Davidem Suchet'em w roli głównej , a pojawił się w odcinku pierwszym drugiego sezonu (czyli ogólnie 11-tym) „Peril At End House” (Samotny dom) cz.1). Nie wymienili go jednak w napisach końcowych de Havilland DH.89 Dragon Rapide był brytyjskim dwupłatowym samolotem pasażerskim z lat 30. XX w. Mógł przewozić zwykle 6–8 pasażerów i był napędzany dwoma silnikami tłokowymi. Używano go w transporcie cywilnym, szkoleniu i wojsku, m.in. podczas II wojna światowa. Charakteryzował się lekką konstrukcją i dobrymi właściwościami lotnymi.
    15 punktów
  28. Hejka, ładna Czeszka (jak zwykle u naszych sąsiadów ) wyleciała z warsztaciku Historycznie: projekt z 1933, pierwsze serie fabryczne - 1934.
    14 punktów
  29. W Bytomiu kupiłem starego Jaka 23 KP za 20 zł. Postanowiłem go na szybko zrobić w stylu vintage. Malowany Gunze, a kalki to Modelmaker.
    14 punktów
  30. Wesołych Świąt wszystkim! Prezentuję model szybkiego bombowca Tupolew SB-2, należącego do Republikańskich Sił Powietrznych, z 1937 roku, z okresu hiszpańskiej wojny domowej. W moim modelarstwie preferuję tworzenie modeli typowych samolotów produkcyjnych, które odzwierciedlają ducha tamtych czasów. Zależało mi na pokazaniu samolotu w kamuflażu z napisem „BK” (Bombardero Katiushka) na boku, nawiązującym do nazwy nadanej mu przez Hiszpanów. Wybrany prototyp reprezentuje pierwszą połowę 1937 roku – ostatni egzemplarz samolotu bez hiszpańskich modyfikacji polowych. Zgodnie z moją tradycją, modele donieckiej fabryki składam „tak jak są”, bez istotnych modyfikacji. Innymi słowy, nie przerabiam linii podziału, nitowanie ani nie modyfikuję geometrii modelu: niech pozostanie on „pomnikiem” epoki. Dopuszczam drobne modyfikacje, które moim zdaniem ożywiają model. Przywiązuję większą wagę do malowania. W tym modelu zdecydowałem się umieścić oryginalnego pilota w kokpicie, otworzyłem kokpit nawigatora (z drobnymi modyfikacjami), wykonałem ster kierunku i drążki trymera, przewody podwozia, rurki Venturi i Pitota. Z aftermarketa użyłem owiewki Rob Taurus do Novo, masek Eduard do ICM, świateł lotniczych ELF, elastycznych nitkowych wsporników i kalkomanii z numerem kadłuba. Wszystkie pozostałe oznaczenia namalowałem za pomocą własnoręcznie wykonanych masek. Malowałem emaliami ARCUS (aluminium, piasek) i akrylowymi AK Real Colors (szaro-niebieskimi i ochronnymi). Odpryski zostały odwzorowane za pomocą Vallejo Chipping Medium. Należy zaznaczyć, że odpryski wykonałem nie na świeżej warstwie farby, ale po ukończeniu dwukolorowego kamuflażu. Zdjęcia przedstawiają kilka szczegółowych i powiększonych widoków, a także niektóre etapy budowy. Więcej szczegółów można znaleźć w opisie prac konstrukcyjnych na tym forum. Aby oddać klimat tamtych czasów, publikuję kilka pseudohistorycznych zdjęć. Po raz pierwszy do stworzenia tła użyłem sztucznej inteligencji, a nie Photoshopa. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie podczas budowy!
    14 punktów
  31. I aktualizacja. Trochę z tym zeszło. Stwierdzam, że to chora skala, nie da się tego tak zwyczajnie skleić. Ale nie poddaje się i idę do przodu. Na początek obiecana pralka i jej front. I dalsza drobnica. Tak na sucho poskładane.
    14 punktów
  32. W końcu udało mi się położyć lakier błyszczący - kilka warstw glossa od Hataki. Na to przyszły kalki Techmodu - świetnie się je kładło, i kilka napisów eksploatacyjnych z zestawu Airfix'a. Następnie kolejne kilka warstw lakieru błyszczącego. Teraz model musi trochę postać przed washem.
    14 punktów
  33. Nie wiem czy warto, ale założę sobie wątek z budowy. Od początku pełnoskalowej wojny nosiłem się z myślą wykonana jakiejś miniatury jednego z ukraińskich tanków. Ponieważ produkcja modeli u mnie jest bardzo powolna to doszedłem do realizacji dopiero po 4 latach... Padło akurat na Bułata bo znalazłem filmik, który dość dokładnie pokazuje malowanie całego wozu. Co do dodatkowych akcesorów to znalazłem to co widać poniżej. Blaszek dedykowanych chyba brak. Farby HATAKA kupiłem jeszcze na Babarybie 25 - nigdy wcześniej ich nie używałem - mam nadzieje, że będą się zachowywać podobnie do Tamiya. Z budowy na razie dużo nie ma.
    13 punktów
  34. Dodawanie tutaj zdjęć ma ten plus, że dokładniej przyglądam się temu co robię. Zauważyłem, że ten element na środku tylnej płyty (ogonek?) był mocowany do płaszczyzny płyty a nie zagłębiony w niej jak przedstawił to producent modelu. Wyciąłem go i zamocowałem w sposób bardziej zbliżony do rzeczywistości ze zdjęcia powyżej. Zamocowałem też kratę w pozycji otwartej. Z grubsza oddaje to co chciałem uzyskać. Z jakiegoś powodu uznałem, że dobrym pomysłem będzie odtworzenie osłon reflektorów z drutu miedzianego... Kosztem trzech wieczorów i kilku nowych siwych włosów uzyskałem efekt, który niekoniecznie wygląda lepiej niż plastikowy oryginał Powinienem iść w wykonanie tego z cieńszego drutu ale zabrakło mi już cierpliwości. Może z lepszą lutownicą byłoby łatwiej. Sklejone błotniki.
    13 punktów
  35. Dobry wieczór, po długiej nieobecności zaś powracam do tego wątku bogatszy o nowe doświadczenia. Wracam aby skończyć to co zacząłem bagatela prawie 10 lat temu. Dobra koniec pitolenia. Mając trochę weny i wolnego czasu stwierdziłem, że trzeba coś ulepić dla siebie, tym razem. A wiedząc, że w gablocie jest trochę nieskończonych tematów, zaś wyciągnąłem Abramsa. Model w sumie był już pomalowany i w ogóle, jednak bogatszy o doświadczenie z ostatniego modelu stwierdziłem, że od nowa. I tak Abrams został przemalowany na żółto, potraktowany lakierem do włosów i ubogacony o różnego koloru plamy, następnie przetarte tu i ówdzie pędzlem, a zresztą zobaczcie sami Plan jest taki, żeby model był gotowy na Babarybę, bo jest czas i możliwości tyż.
    13 punktów
  36. Potrzebowałem ruszyć silniki, a usuwanie łączenia od wewnątrz mi się nie uśmiechało. Jako że wnętrze ma duże uproszczenia oraz od wlotu na szczęście jest tam więcej miejsca niż potrzeba, to powstało sobie to: https://cults3d.com/en/3d-model/game/jumo-004-improvement-me-262-ah-1-72
    13 punktów
  37. Postęp prac: Próba dodania spoin tam gdzie uznałem za stosowane. Najbardziej zaawansowana tylna płyta. Do waloryzacji używam zestawu voyager PE35637 Modern Russian T-64A Mod.1981 MBT Główna zmiana jaką próbuję wprowadzić to otwarta osłona wydechu (?) tak jak w moim obiekcie referencyjnym:
    13 punktów
  38. Finito, już raczej tak zostanie, może co najwyżej uda się kiedyś poprawić fotki. Edit- no dobra, jak nie zapomnę to domaluję drewnianą rączkę uchwytu wiaderka. Fiat 621 - zestaw od F&A, dodane szyny i jakieś drobne pierdółki. Poza kłopotliwym wycinaniem z gęstwiny podpórek nie mam zastrzeżeń do modelu. TK-3 - FtoF z kilkoma detalami wnętrza z modelu RPM wzbogacony randomowymi blaszkami z tego co miałem zachomikowane plus trochę samoróbek i karabin z Syndikate. Oba malowane pędzlem farbkami LifeColor/AK. Trochę za duży zoom mi się zrobił Takie powiększenie nie służy moim modelem chyba jednak Fiacik bez podstawki zaliczył debiut w Bytomiu i nawet się spodobał
    13 punktów
  39. Dziękuję, Zatem z kronikarskiego obowiązku poinformuję, że An-26 został nagrodzony Carnym Diamentem
    13 punktów
  40. Kolejny element na drodze do zbudowania dyszy. Czyli płytki z charakterystycznymi zębami. Pokazuję proces od trasowania na arkuszu folii 0,075mm, do uzyskania prawie finalnego kształtu dla tego elementu.
    12 punktów
  41. Przeszczep błotników uznaję za udany, pacjent rokuje.
    12 punktów
  42. Malowanki zakończone, teraz błysk i walka z Edkowymi kalkami:
    12 punktów
  43. Część III - działania lotnictwa USCG w 5th Naval District w 1942 roku. Po przedstawieniu ogólnego zarysu historii, czas na konkretne wydarzenia lotnicza z okresu ofensywy niemieckich okrętów podwodnych w roku 1942. Całą część historyczną będę opierał na dziennikach i raportach bojowych, pokazujących działania lotnictwa w Piątym Okręgu Marynarki Wojennej USA. To właśnie ten obszar obejmował między innymi działalność jednostek z Elizabeth City. Główne dowództwo okręgu znajdowało się w Norfolk i to tam powstawały zbiorcze raporty operacyjne. Uzupełniając je dziennikami bojowymi z Elizabeth City, możemy uzyskać dość pełny obraz sytuacji — zarówno w kontekście działań lotnictwa Straży Przybrzeżnej, jak i zaangażowania lotnictwa Marynarki oraz Armii. Na początek przyjrzyjmy się ogólnej aktywności niemieckich okrętów podwodnych w tym rejonie. Szczyt ich działań przypadł na trzeci tydzień stycznia 1942 roku, kiedy pierwsza fala U-Bootów rozpoczęła intensywne operacje u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Po krótkim okresie względnego spokoju w lutym, Niemcy powrócili z typową dla siebie determinacją. Norfolk Kulminacja strat nastąpiła w trzecim tygodniu marca — wówczas zatopiono aż trzynaście jednostek. System konwojów dopiero się organizował, a zespoły „killer team”, łączące działania lotnictwa i jednostek nawodnych, znajdowały się jeszcze w fazie wdrażania. Mimo rosnącej liczby ataków na przeciwnika, ich skuteczność była początkowo ograniczona. Elizabeth City Przełom nastąpił na początku kwietnia. Wprowadzenie zespołów „killer team” oraz rosnące doświadczenie załóg zaczęły przynosić wymierne efekty. Od końca marca liczba zatopień wyraźnie spadała, a inicjatywa stopniowo przechodziła na stronę aliancką. Szczególnie widoczne było to w drugiej połowie czerwca, kiedy liczba ataków na okręty podwodne znacząco przewyższała liczbę zatopionych statków. W tym okresie działania były już agresywne i konsekwentne — każdy wykryty kontakt traktowano jako potencjalny cel. W pierwszych tygodniach kwietnia notowano regularne zatopienia okrętów podwodnych, co potwierdza skuteczność nowej taktyki. Najbardziej wymownym dowodem były wraki oraz wydobyte ciała załóg U-85 i U-701. Z czasem Niemcy zmuszeni zostali do zmiany taktyki. Działali coraz ostrożniej, często z dala od wybrzeża, co świadczyło o rosnącym respekcie wobec alianckich sił. Kolejna część raportu pozwala spojrzeć na relację pomiędzy działaniami lotnictwa a siłami nawodnymi. Do kwietnia liczba ataków lotniczych i nawodnych była zbliżona i malała wraz ze spadkiem aktywności przeciwnika. W maju i czerwcu aktywność lotnictwa utrzymywała się na stabilnym poziomie, natomiast działania jednostek nawodnych zaczęły wyraźnie rosnąć i od tego momentu dominowały aż do końca analizowanego okresu. Można to tłumaczyć zarówno zwiększeniem liczby jednostek w rejonie, jak i rosnącą agresywnością oraz doświadczeniem załóg, które coraz lepiej radziły sobie z wykrywaniem i zwalczaniem przeciwnika. Najciekawsze wnioski płyną jednak z analizy samych działań lotniczych. Lotnictwo Marynarki osiągnęło szczyt aktywności w lipcu. Straż Przybrzeżna, która od początku prowadziła intensywne działania, utrzymywała stabilny poziom aktywności od wczesnej wiosny. Lotnictwo Armii osiągnęło maksimum już w kwietniu, wykonując imponującą liczbę ataków. Jeśli chodzi o efekty, Marynarka może przypisać sobie zniszczenie dwóch okrętów podwodnych i uszkodzenie trzech. Straż Przybrzeżna zniszczyła jeden i uszkodziła dwa. Lotnictwo Armii wykazało się największą liczbą uszkodzeń — aż siedemnaście — oraz zniszczeniem dwóch jednostek. Choć dane z jednego okręgu nie pozwalają na wyciąganie daleko idących wniosków, jedno jest pewne — lotnictwo odegrało kluczową rolę w walce z U-Bootami. Mimo mniejszej liczby wykonanych ataków w porównaniu z siłami nawodnymi, jego skuteczność była znacząca i miała realny wpływ na przełamanie niemieckiej ofensywy. Przechodząc do bardziej szczegółowych danych, warto sięgnąć bezpośrednio do raportów operacyjnych z samej stacji Elizabeth City. Pierwszy istotny wpis pochodzi z 22 stycznia 1942 roku. Tego dnia do stacji dotarło pierwszych pięć samolotów zdolnych do przenoszenia uzbrojenia. W dokumentach zostały one wyszczególnione jako Grumman J2F-5. Warto podkreślić, że w tym okresie nie wszystkie egzemplarze tego typu były przystosowane do działań bojowych. Część z nich pełniła wyłącznie funkcje transportowe i ratownicze. Tym większe znaczenie miało pojawienie się pierwszych maszyn zdolnych do przenoszenia uzbrojenia — nawet jeśli była to niewielka liczba. Samoloty te mogły przenosić dwie bomby głębinowe Mk 17, które wkrótce staną się podstawowym środkiem walki z okrętami podwodnymi w tym rejonie. Z dzisiejszej perspektywy może to wydawać się zaskakujące, ale fakt, że zaledwie kilka przestarzałych dwupłatów zostało odnotowanych w raporcie jako istotne wzmocnienie sił, mówi bardzo wiele o stanie przygotowania Stanów Zjednoczonych w pierwszych tygodniach wojny. Elizabeth City nie była wyjątkiem. W całym Piątym Okręgu Marynarki brakowało zarówno nowoczesnego sprzętu, jak i odpowiednio rozwiniętej doktryny działania. W tych warunkach nawet sześć uzbrojonych maszyn rozpoznawczo-ratowniczych mogło realnie wpłynąć na zdolność prowadzenia patroli i reagowania na zagrożenie. To właśnie w takich realiach rozpoczynała się amerykańska walka z U-Bootami u własnych wybrzeży — improwizowana, fragmentaryczna, ale z czasem coraz bardziej skuteczna. Kolejny raport prowadzi nas do dnia 27 stycznia 1942 roku — momentu szczególnie istotnego dla naszej opowieści. To właśnie wtedy dochodzi do pierwszego udokumentowanego ataku lotnictwa Straży Przybrzeżnej na okręt podwodny w rejonie Piątego Okręgu Marynarki Wojennej. Dwa dni wcześniej niszczyciel USS Ingraham przeprowadził pierwszy atak na nieprzyjacielskie okręty podwodne w tym obszarze. Teraz do akcji wkracza lotnictwo. Tego dnia samolot Straży Przybrzeżnej nr 00718, model Grumman J2F-5, pilotowany przez Logana, patrolował obszar około 20 mil na południowy wschód od Cape Henry. W pewnym momencie na południowym horyzoncie dostrzegł cel — znacznie bardziej obiecujący niż wcześniejsze kontakty zgłaszane przez jednostki nawodne. Był to okręt podwodny w pozycji częściowego zanurzenia, podążający śladem tankowca. Zachowywał się zgodnie z typową taktyką niemieckich U-Bootów — czekając na dogodny moment do ataku. Warunki nie sprzyjały jednak działaniu. Ograniczona widoczność uniemożliwiała dokładną ocenę sytuacji oraz przeprowadzenie ataku zgodnie z obowiązującą procedurą. Mimo to Logan podjął decyzję o natychmiastowym działaniu. Samolot przeszedł w nurkowanie, a pilot zrzucił dwie bomby głębinowe. Według jego oceny spadły one w jednej salwie, uderzając w wodę około 75 stóp przed znikającym dziobem okrętu podwodnego. Obie eksplodowały pod powierzchnią, wywołując charakterystyczny efekt wybuchu. Chwilę później na powierzchni pojawiła się boja — przypominająca te stosowane przez okręty podwodne. Był to jedyny ślad, jaki pozostał po ataku, ale wystarczający, by wzbudzić przypuszczenie, że przeciwnik mógł odnieść uszkodzenia. Logan nie przerwał jednak działania. Kontynuował patrol, wypatrując kolejnych oznak trafienia. W tym czasie wykonał również fotografie unoszącej się na wodzie boi — dokumentując jeden z pierwszych epizodów lotniczej walki z U-Bootami u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Był to atak daleki od podręcznikowego. Ale w realiach początku 1942 roku liczyło się coś innego — szybkość reakcji, inicjatywa i gotowość do działania mimo niedoskonałych warunków. I właśnie w takich okolicznościach rodziła się nowa jakość w działaniach lotnictwa przeciw okrętom podwodnym. Aktualizacja warsztatu - J2F-5 Duck - Lukgraph 1/32 Bardzo dawno nie było aktualizacji warsztatu modelu Grumman J2F-5 Duck firmy Lukgraph w skali 1:32. Mam jednak na to pewne usprawiedliwienie. W pewnym momencie stanąłem przed etapem budowy silnika. Docelowo planowałem wykonać dwa egzemplarze — jeden zamontowany w modelu, drugi jako element podstawki, umieszczony na wózku serwisowym. To uruchomiło lawinę decyzji. Skoro powstaje wózek serwisowy pod silnik, warto przygotować również wózek transportowy pod sam samolot. A skoro buduję już elementy sceny, naturalnym krokiem stało się dołożenie motocykla, który również znajdzie swoje miejsce na podstawce. Na tę decyzję wpłynął także fakt przygotowywania materiałów do artykułów dla AK Interactive, w których wykorzystuję AK Real Colors Markers. Od początku planowałem użyć ich właśnie przy takich elementach jak wózki, silniki czy motocykl. Była to więc dobra okazja, aby na chwilę „odpocząć” od samej kaczki, jednocześnie pchając cały projekt naprzód — tylko z nieco innej strony. Z tego względu ten etap warsztatu będzie nieco ograniczony. Nie będę pokazywał szczegółowo wszystkich kroków budowy silników, wózków czy motocykla. Pojawi się kilka ujęć, natomiast pełne opracowanie znajdziecie w publikacji, która powinna ukazać się w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Mimo to nie mogę nie zostawić kilku komentarzy do tego etapu prac. Zanim jednak przejdziemy do dodatków, wracamy na chwilę do samego modelu. Pojawiła się konieczność przygotowania powierzchni sterowych — elementu, którego wcześniej nie prezentowałem. Powstały lotki oraz stery wysokości, a na zdjęciach można dostrzec również część zastrzałów. Pracowałem dokładnie tymi samymi metodami, co wcześniej — poprzez budowanie powierzchni z kilku nakładających się warstw, które ostatecznie tworzą odpowiednią fakturę. Przygotowałem także zastrzały górnego płata. Zdecydowałem się wkleić je wcześniej, aby móc dokładnie opracować ich połączenia ze skrzydłem. To oczywiście podniosło poziom trudności na etapie malowania — pojawiła się konieczność dodatkowego maskowania i bardziej precyzyjnego prowadzenia prac. Ostatecznie jednak wszystko udało się opanować i przygotować zgodnie z założeniami. Czas na silnik. Sercem modelu jest Wright Cyclone R-1820-50. Nie jestem specjalistą od amerykańskich silników gwiazdowych, ale właśnie dlatego ten etap był dla mnie szczególnie interesujący. Sam silnik robi ogromne wrażenie i już na etapie przygotowania elementów widać było jego potencjał. Budowa wymagała bardzo dokładnego przygotowania wszystkich części. Każdy element musiał zostać oczyszczony, opracowany pilnikami i papierami ściernymi, tak aby uzyskać idealne powierzchnie i spasowanie. Cały proces zajął około miesiąca. Może się to wydawać długo, ale biorąc pod uwagę, że każdy z silników składa się z niemal stu elementów, czas ten wydaje się w pełni uzasadniony. Z efektu końcowego jestem bardzo zadowolony. W trakcie malowania szeroko wykorzystałem markery AK, które okazały się świetnym narzędziem do pracy nad detalem i bardzo dobrze uzupełniły klasyczne techniki. Równolegle z pracą nad silnikami ruszyły oba wózki. Jeden — transportowy pod silnik, drugi — docelowo pod samolot, jako element całej sceny. Wózek transportowy pod samolot był w dużej mierze inspirowany jedną z fotografii przedstawiających transport maszyny na pokładzie statku handlowego, najprawdopodobniej OS2U Kingfishera. Z kolei wózek pod silnik to już bardziej swobodna interpretacja — bez bezpośredniego odniesienia do konkretnej fotografii, ale oparta na logice konstrukcji i funkcji. W obu przypadkach, obok klasycznych metod malarskich, szeroko wykorzystałem AK Real Colors Markers, które bardzo dobrze sprawdziły się przy pracy nad detalami i wykończeniem powierzchni. W tej części warsztatu pozwalam sobie głównie na prezentację efektu końcowego — zdjęcia mówią tu znacznie więcej niż szczegółowy opis. Czas na wspomniany wcześniej motocykl. To Indian 741B w skali 1:35 od Thunder Model. I tutaj muszę przyznać — mam wobec tego modelu dość mieszane odczucia. Z jednej strony świetne spasowanie, bardzo wysoki poziom detalu i ogromna liczba części. Sam zestaw to ponad 80 elementów, a po mojej waloryzacji liczba ta wzrosła do około 120 — wszystko w modelu o długości zaledwie kilku centymetrów. Z drugiej strony — bardzo wymagająca obróbka. Każdy element wymagał oczyszczenia z nadlewek, a cienkie rurki były szczególnie problematyczne. Największym wyzwaniem okazał się jednak sam plastik, który był niezwykle kruchy. Zdarzało się, że części pękały w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach. W efekcie sporą część elementów zastąpiłem własnoręcznie wykonanymi częściami z mosiężnych rurek. Model wzbogaciłem także o dodatkowe przewody, siatki oraz detale silnika. Również tutaj znaczącą rolę odegrały markery AK. Motocykl najprawdopodobniej stanie się częścią osobnego artykułu, dlatego na tym etapie ograniczam relację do kilku ujęć. Tym samym wracamy do głównego bohatera — „Kaczki”. Przede mną stanął moment montażu silnika w kadłubie. Ze względu na to, że jednostka napędowa miała być otwarta i wyeksponowana, całość wymagała zupełnie innego podejścia niż to przewidziane przez projektanta. Największym wyzwaniem okazała się gródź ogniowa oddzielająca wnętrze kadłuba od silnika. Element ten był zaprojektowany do montażu „na styk”, co niosło duże ryzyko przesunięć — szczególnie że musiał zostać umieszczony pomiędzy przekładnią a samym silnikiem. Proces montażu wymagał więc bardzo precyzyjnej kolejności działań. Najpierw należało złożyć silnik, umieszczając wewnątrz niewklejoną jeszcze grodź, następnie osadzić całość w kadłubie, a dopiero na końcu precyzyjnie ustawić i zamocować grodź w odpowiedniej pozycji. Postawiłem sobie za cel wykonanie tego fragmentu możliwie najlepiej, zwłaszcza że jest to element w pełni odsłonięty i przyciągający uwagę. I właśnie tutaj rozpoczęła się najtrudniejsza część dotychczasowej pracy. Cały proces zajął mi około dwóch tygodni. Wielokrotnie poprawiałem łączenia — zalewałem je klejem cyjanoakrylowym, odtwarzałem linie podziału, ryłem nowe detale, rekonstruowałem śruby, szlifowałem… i zaczynałem od nowa. Na końcu przyszło malowanie, które w tej konfiguracji okazało się wyjątkowo wymagające. Maskowanie przy użyciu maskolu i taśm wymagało sporej cierpliwości i precyzji. Ostatecznie jednak udało się doprowadzić ten etap do końca. To tyle na dzisiaj. Do następnego. ŁB
    11 punktów
  44. Trzy modele lotnictwa PRL. Dwa pierwsze Arma Hobby. Jakowlew Jak 1 b w malowaniu 1PLM ,,Warszawa'' koniec 1945 r. P-39Q-20 Airacobra, 2. Mieszany Specjalny Pułk Lotniczy, pilot gen. płk Fiodor Połynin, Warszawa 1945. Petlakow Pe-2 samolot d-cy 3 pułku bombowego koniec 1945r. Model firmy Zwezda.
    11 punktów
  45. Witam wszystkich Zapraszam do obejrzenia galerii końcowej pierwszego sowieckiego czołgu T-18 (MS-1). Trochę mi to zajęło z braku czasu ale w końcu udało się go skończyć. Czekam na wasz komentarz i pozdrawiam
    11 punktów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.