Ranking
-
w Odpowiedzi
- We wszystkich działach
- Wpisy na blogu
- Komentarze w blogu
- Wydarzenia
- Komentarze do wydarzeń
- Opinie o wydarzeniu
- Pliki
- Komentarze do plików
- Opinie o pliku
- Grafiki
- Komentarze do grafik
- Opinie o grafice
- Albumy
- Komentarze w albumach
- Recenzje albumów
- Tematy
- Odpowiedzi
- Aktualizacje statusu
- Odpowiedzi na komentarze
-
Miesiąc
-
Cały czas
10 Listopada 2018 - 29 Stycznia 2026
-
Rok
29 Stycznia 2025 - 29 Stycznia 2026
-
Miesiąc
29 Grudnia 2025 - 29 Stycznia 2026
-
Tydzień
22 Stycznia 2026 - 29 Stycznia 2026
-
Dzisiaj
29 Stycznia 2026
- Wprowadź datę
-
Cały czas
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 29.12.2025 w Odpowiedzi
-
Cześć, Trzecia maszyna Stanisława Skalskiego w kolekcji. Doskonały model Arma Hobby wraz z drukowanym w 3D prototypowym kokpitem, który, mam nadzieję, kiedyś ukaże się w sprzedaży Muszę pochwalić kalkomanie Army. Obawiałem się tego malowania, bo litery są charakterystycznie koślawe i specyficznie upchane między kokardą, a pasem na ogonie - nie byłem pewien, czy uda się to dopasować tak, jak na zdjęciu oryginału. Ale udało się, projekt kalkomanii jest idealnie zwymiarowany. Niezmiennie zapraszam też na mój YouTube40 punktów
-
Czołem! W 2015 roku skleiłem swoją pierwszą 109 w 1/72. Pod koniec roku 2025 ukończyłem dwudziestą z nich. Dość okrągło i jubileuszowo, więc postanowiłem zebrać je w jednym miejscu i dorzucać tu kolejne Ułożone chronologicznie, zestawy Tamiya, Airfix, AZ Model, FineMolds.32 punktów
-
Dzień dobry - noworoczna galeria modeliku ukończonego krótko przed upływem roku. Model całkowicie od podstaw. Barwy greckie (Hellenic Air Force). Długość całkowita 10 cm, bez wirnika głównego - 7 cm. A tutaj ze starszym kolegą w skali 72 zbudowanym sporo ponad 20 lat temu z zestawy Italeri I jeszcze spojrzenie humorystyczne Spokojnego Nowego Roku28 punktów
-
28 punktów
-
Obiecana jakiś czas temu galeria An-26 – 1403. Model jaki wykonałem przedstawia samolot w malowaniu z końcowego okresu użytkowania. Jego ostatni lot odbył się 16. stycznia 2009r. Był to też ostatni lot tego typu samolotu n naszych Siłach Zbrojnych Zestawem wyjściowym był produkt A-Model o nr kat. 72101. W budowie wykorzystałem: · zestaw blaszek ExtraTech o nr EX72153 oraz EX72154 · żywiczne koła AW72029 · kalkomanie HAD Models 72004 · silnik AI-24 – druk 3d KatModel · radar oraz wyposażenie elektroniczne – druk 3d by @Aleksander_z_Zalasu Użyłem głównie farb Bilmodel: · P073 · P095 · P388 · P086 · P067 · P008 WARSZTAT27 punktów
-
Witam Tego karalucha kończyłem jeszcze w starym roku, a więc zaliczam go na poczet dwóch ukończonych modeli w 2025 r. Zestaw to oczywiście Kovozawody Prostejow ,a więc takie mydełko prosto z pudła plus karabin Colt z GasPatch. Model przedstawia samolot z 70 eskadry, pilotowany przez włoskiego asa Fulco Rufio di Calabria z przełomu zimy 1916/17.27 punktów
-
O samolocie: UT-2 to radziecki dwumiejscowy samolot szkolno-treningowy z lat 30. XX wieku. Dolnopłat o stałym podwoziu i drewnianej konstrukcji, wyposażony w silnik gwiazdowy M-11D o mocy 125 KM. Prototyp (znany jako AIR-10), zaprojektowany przez Aleksandra Jakowlewa, oblatano w 1935 r. Produkcja seryjna trwała do 1947 r., obejmując ponad 7200 egzemplarzy. Wersja rozwojowa to UT-2M. O egzemplarzu: Po II wojnie światowej UT-2 stanowił podstawowy samolot do szkolenia pilotów w Oficerskiej Szkole Lotniczej (OSL) w Dęblinie ("Szkołą Orląt"). Już 8 marca 1945 r. przebazowano tam 13 maszyn z Zamościa, a 20 marca rozpoczęto praktyczne szkolenie 3. Eskadry Szkolnej. Używano ich do podstawowego pilotażu – lotów po okręgu, do strefy czy akrobacji niższego stopnia. Malowanie na podstawie TBiU + zdjęć z OSL (inne numer maszyn: 9 czy 12). O modelu: Jaki Amodel jest każdemu, kto zetknął się z "produktem" ten wie Prawdopodobnie dałoby się wykorzystać z modelu więcej elementów "drobnicy", ale mam w planach jeszcze UT-2M z Broplanu a tam dopiero byłyby one problemem. Zdecydowałem sie poćwiczyć troche projektowanie 3D i wykonałem samodzielnie: osłonę silnika, śmigło i podwozie. Zaprojektować to jedno a wydrukować te detale to drugie Po około 2 tygodniach prób udało mi się zaprojektować części tak, że wyglądały podobnie do oryginału a jednocześnie nie rozpadały się pod wpływem spojrzenia Do dorobionych rzeczy dodam: kalki, silnik (wydruk 3D), sporo detali w kabinach, olinowanie, owiewki. Model uzupełnia zbiór samolotów [szkolnych] używanych w Polsce po II Wojnie Światowej. Zapraszam do galerii Części 3D są udostępnione tu: Cults 3D25 punktów
-
Witam Ostatnia niedziela roku, to i można by co wrzucić do popołudniowej kawy. Na (achtung "młodzierzy" !) zaplanowane 22 modele , udało się zrobić TYLKO 21 (pomijam LOT-owską produkcję eksportową) więc jakaś tam forma porażki jest. Ale jakoś szczególnie nad tym faktem nie ubolewam Oczywiście taki "hurt" zostawił po sobie niedoróbki, niedomalówki i inne takie nie......., co zapewne będzie skrzętnie wykorzystanie przez tępicieli stachanowskiego czynu jak też i innych niezadowolonych. Ja oczywiście jestem zadowolony z osiągniętego poziomu i jakości swoich wyrobów (dziwne by było jakby było inaczej ) i nie będę narzekał "że tylko dwa, pięć " albo coś koło tego. Udało się i jest dobrze - oby rok przyszły nadchodzący wielkimi krokami i niosący duże zmiany nie był gorszy A zatem, jak rzekł Jagiełło pod Grunwaldem - poczynajmy w imię Boże 1)Jakowlew Jak 40, Linie Lotnicze "Rossija", Flota Samolotów Rządowych, Port Lotniczy Petersburg - Pułkowo, Rosja; 2009 r. Zvezda, 1/144 2) Tupolew Tu 134UBL, 121 Gwardyjski Pułk Ciężkich Bombowców Dalekiego Zasięgu, Siły Powietrzne Federacji Rosyjskiej, baza lotnicza Engels, Rosja, 1995r. Zvezda 1/144 3) Tupolew Tu 154M-LK-1, Centrum Przygotowania Kosmonautów im. Jurija Gagarina, Rosja. Zvezda 1/144 4) MiG 21SMT, 3-cia Eskadra 582-go Pułku Lotnictwa Myśliwskiego, lotnisko Chojna, Polska, 1990. Eduard/Condor, 1/72 5) MiG 21PF, 2 Eskadra 1 Pułku Myśliwskiego, lotnisko Ceskie Budejovice , przełom lat 1968/69, Czechosłowacja, Eduard, 1/72 6) MiG 21PFM, 927 Pułk Myśliwski, baza lotnicza Phuc Yen, Socjalistyczna Republika Wietnamu, 1979r. Eduard, 1/72 7) MiG 21F-13, 47 Eskadra Rozpoznania Taktycznego, 3 Skrzydło Myśliwskie "Władimir Komarow" ze składu 1 Dywizji Obrony Powietrznej, lotnisko Preschen, Niemiecka Republika Demokratyczna, 1978r. Modelsvit, 1/72 8. Tupolew Tu-134A, Polskie Linie Lotnicze LOT, niech będzie że Okęcie, i że we Warszawie, i w PRL-u w którymś tam roku. Zvezda, 1/144 9) MiG 21UM, Libijskie Siły Powietrzne, Baza Lotnicza Bengazi - Benina, Libia, 1980r, Kp, 1/72 10) MiG 21F-13, Irackie Siły Powietrzne, Baza lotnicza Tikrit, , Irak, marzec 1982r. Kp, 1/72 11) MiG 23ML, Libijskie Siły Powietrzne, Baza Lotnicza Bengazi - Benina, Libia, lata 80-te XX w. Kp, 1/72 12) SBLim-2A, 7 Pułk Lotnictwa Specjalnego Marynarki Wojennej, Siemierowice, Polska, 1991r, Hobby Boss, 1/72 13) Junkers Ju 87B-1 Stuka, 9./Sturzkampfgeschwader 51, lotnisko Norrent-Fontes, sierpień 1940r, Francja, Airfix, 1/72 14) Heinkel He 111 P-2, 6./Kampfgeschwader 55 "Greif", Villacoublay, Francja, 1940r, Airfix, 1/72 15) MiG 21PF, jednostka: nieznana, lotnisko: nieznane, Polska, rok nieznany. Eduard, 1/72 16) UTI MiG-15, jednostka nieznana, lotnisko nieznane, Polska, 1957r. Eduard, 1/72 17) SBLim-1, prawdopodobnie 1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego "Warszawa" , Mińsk Mazowiecki, Polska, 1973/4 rok. Eduard, 1/72 18) Aero Vodochody CS-102 (licencyjny UTI MiG 15), 2 Eskadra 6-ego Pułku Myśliwsko-Bombowego, lotnisko Prerov, Czechosłowacja, lato 1974r. Eduard, 1/72 19) MiG -21PFM, 11 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego Czechosłowackich Sił Powietrznych, lotnisko Żatec, Czechosłowacja (), marzec 1991r. Eduard 1/72 20) MiG 21PFM, Egipskie Siły Powietrzne, lotnisko Inshas, Egipt, wczesne lata 80-te XX wieku. Eduard, 1/72 21) Dornier Do-17Z, 7/Kampfgeschwader 3, Saint-Trond, Limburg, Belgia, 26 sierpnia 1940r . Airfix, 1/72 O, i tyle udało się nalepić. Zgodnie z obietnicą złożoną rok temu - był to zdecydowanie "rok MiG-a". A co w nadchodzącym 2026? Się okaże24 punktów
-
Jutro - 16 stycznia - minie 17 lat od ostatniego lotu An-26 w naszych Siłach Powietrznych – był to samolot o nr 1403. Pożegnalny przelot trwał około 40 minut i odbył się na trasie Balice – Tarnów – krakowski Rynek Główny – Balice. Pogoda nawet była podobna do tej jaką mieliśmy kilka dni temu. Maszyna ta pozostała w 8. Bazie Lotnictwa Transportowego jako samolot-pomnik. Pełny skład załogi tego historycznego lotu, który odbył się 16 stycznia 2009 roku, tworzyli: · Dowódca załogi: kpt. pil. Paweł Drozd · Drugi pilot: mjr pil. Arkadiusz Madej · Nawigator: kpt. Krzysztof Słodczyk · Technik pokładowy: st. chor. sztab. Adam Pytlarz · Radiooperator: chor. sztab. Stanisław Kasprzyk Kilka fotek z tego wydarzenia jakie udało mi się znaleźć w sieci zamieszczam poniżej (mam nadzieję, że autorzy nie będą za bardzo źli na mnie za użycie ich tutaj – nie wystąpiłem do nich o zgodę ☹ Model jaki wykonałem przedstawia samolot w malowaniu z końcowego okresu użytkowania. Podstawka powstała na szybko, tylko na potrzeby wykonania kilku zdjęć - to czysta improwizacja – jednorazówka z wykorzystaniem naturalnego śniegu Tak, wiem, wodzidełko na niektórych fotkach fiknęło koziołka Model w GALERII pojawi się za kilka dni. pozdrawiam - Zenek24 punktów
-
24 punktów
-
Cześć wszystkim! Chciałem dodać do mojej kolekcji model samolotu z owiewkami na stałym podwoziu, uzbrojeniem zewnętrznym i unikatowym prototypem. Spodobał mi się trójkolorowy kamuflaż samolotu Królewskich Tajskich Sił Zbrojnych z wizerunkiem boga Sukhripa na boku. Modele Clearprop są dość szczegółowe i schludne. Jednak podczas montażu wykorzystałem również dodatki producenta: blaszkę fototrawioną, maski i rurkę Pitota. Dodałem drobne detale do kokpitu i silnika, dodałem wloty powietrza w osłonie, karabiny maszynowe z metalowymi dozownikami, muszkę z włosia szczoteczki do zębów i antenę z cięciwy łuku. Pomalowałem go emaliami ARCUS. Więcej szczegółów dotyczących budowy można znaleźć tutaj, na forum. Dziękuję wszystkim kolegom, którzy pomogli w budowie modelu i życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku!24 punktów
-
23 punktów
-
Intensywna końcówka roku Ostatni zrobiony w tym roku model, który długo za mną chodził, bo zawsze chciałem mieć czarnego Emila. Jednocześnie kilka lat przeleżał w pudełku w czarnym podkładzie, bo nie mogłem zmusić się do zrobienia tego radaru. Niby pierdoła, bo ma to pół centymetra, ale obejmuje blaszkę, część żywiczną i vacu, no i ciężko to czysto złożyć ze sobą Kalkomanie, jak i konwersja, pochodzą z zestawu AML i są to najgorsze, najbardziej koszmarne kalkomanie, z jakimi pracowałem. Jestem też świadom informacji o czerwonym kolorze liter, ale zostałem przy szarym. Na modelu sporo się dzieje ale ciężko to niestety uchwycić apratem. No ale "coś" tam mam nadzieję widać. PS. To mój 20-sty Messer 109 w 1/7223 punktów
-
Witam, pomimo usilnych prób zrobienia wojennego T-34/85, nie wytrzymałem i wróciłem na stare śmieci. Tym razem na warsztat wpadło T-72 z Das Werka, które zostanie wykonane, a jakże w barwach 1 batalionu czołgów z Żurawicy. Model oczywiście dostał parę przeróbek, bo generalnie nie da sie już zrobić czegoś wprost z pudełka. Także tu ten, zapraszam22 punktów
-
Przedostatni model w tym roku. Model chyba każdemu znany stara Academy w przepaku Hobby 2000. Model wzbogacony żywicznym kokpitem Airesa, fotele Neomega, Reszta bambetli anteny itp wykonane z metalu. Malowanie wybrałem dość nietypowe, bo większość szarości. O malowaniu nie będę się rozwodził bo paleta użytych farb jest naprawdę duża... Jak pozwoli czas zrobię dodatkowo galerię studyjną Przy okazji Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2026 r. Pozdrawiam serdecznie22 punktów
-
Witajcie Koledzy. Postanowiłem utworzyć ten wątek, aby zaprezentować moje prace w skali 1:700. Mikromodelarstwem zajmuję się od dziesięciu lat. Wcześniej budowałem modele i dioramy w innych podziałkach, głównie 1:160 i 1:220. Założenie było następujące: stworzyć projekt kompletnej dioramy o charakterze miejskim, nawiązującej do rodzimego pejzażu z lat 60-tych ubiegłego wieku. Projekt w 100% cywilny (do tej pory skala 1:700 kojarzona jest niemal wyłącznie z modelarstwem okrętowym). Jestem miłośnikiem starych pojazdów komunikacji miejskiej i pojazdów szynowych w ogóle, dlatego to one stanowią główny temat moich prac. W ten sposób powstała pierwsza diorama o wymiarach podstawy 145 x 220 mm. Pomimo oczywistych ograniczeń jakie niesie ta miniaturowa podziałka, starałem się nie iść na skróty. Większość budynków i innych elementów wyposażenia wzbogaciłem o elementy fototrawione. Pozostałą część obiektów i większość drobiazgów - wykonałem samodzielnie od podstaw. Zaś do produkcji zieleni użyłem wyłącznie syntetyków o najmniejszej frakcji z dostępnych na rynku. I na koniec uprzedzając pytanie - całość nie jest odwzorowaniem jakiegoś konkretnego rzeczywistego miejsca, zdarzenia, sytuacji. Koncepcja to czysta fikcja zrodzona w głowie, a źródłem inspiracji są liczne zdjęcia i pocztówki z epoki, które posiadam w swoich zbiorach. Zapraszam do oglądania.21 punktów
-
Cześć. względem poprzednika, czyli Macchi MC. 202 Italeri poprawiło parę szczegółów, ogólnie rzecz biorąc jednak jest to to samo czyli drogi model, który ma swoje spore wady. Napewno jest jednak parę klas lepszy od shortrunów, które kiedyś można było kupić. Wypróbowałem na nim zabawy w męczenie powierchni, dodałem otwartą komorę działka, ponitowałem, dużo pracy włożone. Samolot ma zamalowane znaki Luftwaffe, potem był w użyciu przez ANR. tutaj warsztat: https://modelwork.pl/topic/60987-italeri-macchi-mc-205-132/21 punktów
-
Mały update prac nad Fokkerem. Pojawiło się nieco komplikacji, mianowicie po zaprezentowaniu poprzedniego etapu na anglojęzycznej grupie na FB zwrócono mi uwagę na dość istotny błąd konstrukcyjny, który popełniłem. Nie było rady, przeprowadziłem operację na otwartym sercu Fokkera, ale o tym w następnym poście - mam nadzieję, że już niedługo. Poprzednie zdjęcia konstrukcji muszą zostać zaktualizowane. W międzyczasie natomiast udało mi się wyskrobać kolejny element - chłodnicę. To element dość charakterystyczny dla Fokkera D.VII, a dodatkowo po zestrzeleniu, przymusowym lądowaniu i uszkodzeniu samolotu przez Wusthoffa wymagał malowniczych zabiegów powyginania i uszkodzeń, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. Z części zestawowej została w zasadzie tylko rama - środek praktycznie w całości usunąłem, reszta to zaprojektowane samodzielnie części PE, elementy TaurusModels (śrubki, dźwignie), oraz skracz z rurek Albion Alloys, folii aluminiowej z opakowania po soczewce kontaktowej, kawałków plastiku, drutu oraz masy Tamiya Epoxy Putty Smooth. Z masy Tamiya wykonałem gumową złączkę z rurą, na niej jeden zacisk jest wykonany z blaszki aluminiowej, a drugi wykonałem w formie prowizorycznej polowej naprawy z drutu. W kwestiach merytorycznych jest mała nieścisłość w obszarze mocowania do łoża silnika. Dave Roberts w opisie 382/18 wskazuje, że chłodnica w wyniku uderzenia podczas przymusowego lądowania została nieco uniesiona, co widać po braku spasowania pokryw. Nie wiadomo dokładnie, jaki był zakres uszkodzeń, więc wymyśliłem, że element będzie lekko podniesiony i wyrwany z jednej strony z łoża w wyniku uderzenia. Samo mocowanie w rzeczywistości było bardzo - rzekłbym - filigranowe, a mi zależało mi na maksymalnej wytrzymałości konstrukcji i mocowania tylko w jednym punkcie, dlatego poszedłem na mały kompromis. Być może jeszcze kilka małych drobiazgów będę dopracowywał, ale ogólnie cały element wygląda tak: I po wstępnych przymiarkach do łoża silnika: Wykonałem też sobie kilka zdjęć na białym tle, głównie na potrzeby wykonania późniejszej dokumentacji budowy. Białe tło daje trochę większe i ciekawsze możliwości składu i layoutu graficznego. Przy składaniu dokumentacji do MiGa nieraz żałowałem, że nie robiłem też zdjęć na białym tle, bo ułatwiłoby to kilka rozwiązań graficznych i kompozycyjnych.21 punktów
-
21 punktów
-
20 punktów
-
18 punktów
-
Czas na nowy warsztat. Tym razem powalczę z żywicznym wypustem Choroszego. Bedzie to model samolotu z nr 802 i ozdobionym godłem z rybą. Już na wstepie widzę sporo pracy z przy naprawie powierzchni kadłuba - sporo uszkodzeń powstałych przy wyciaganiy z formy plus pęcherzyki powietrza. No i powyginane zastrzały skrzydeł i pływaków. Materiałów żrodłowych prawie nie ma, więc model bedzie prawie "z pudła". Instrukcja też nie pomaga, jest bardzo ogólna bez precyzyjnego wskazania umiesczenia konkretnych elementów. Do modelu dodam tylko nowe km Vickersa i bomby pod kadłubem. Pokuszę się może jeszcze o wykonanie dolnego stanowiska km - choć tutaj wygląd bedzie domniemywany. Przez najbliższe dni będę walczył z naprawą powierzchni kadłuba. Trzeba będzie się skupić, aby nie zepsuć delikatnego detalu.17 punktów
-
Model rozpoczęty w październiku zeszłego roku. Ukończony dwa dni temu. Cant Z.506B czyli stary Supermodel w nowym wydaniu Italeri. Producent dorzucił ramkę z elementami do kokpitu i rurami wydechowymi, blaszkę (strasznie twarda) z pasami i tablicami. Przeryli linie podziału na skrzydłach i dodali nowe malowania. Szkoda, że nie poprawili pływaków bo ich spasowanie jest bardzo słabe. dolne oszklenie jaki i stanowiska boczne równię bardzo słabo spasowane. Dorobiłem dolne tylne stanowisko dolnego strzelca, o którym producent całkowicie zapomniał. Dorobiłem mocowania bocznych karabinów maszynowych. Wymieniłem lufy na metalowe. Dorobiłem naciągi i linki do sterów i anteny. Malowany farbami Italeri, Kk, Hatakami, pędzlem. Cant Z.506B 171a Squadriglia,82 Gruppo, Tarent, Włochy 194217 punktów
-
17 punktów
-
16 punktów
-
Jako że zostały ostatnie godziny roku 2025, wrzucam swoje bardzo skromne modelarskie podsumowanie. Skończyłem całe dwa modele rozgrzebane jeszcze w roku 2024. Trzeci miał być Wildcat FM-2, stanie się on jednak modelem rozpoczynającym dorobek roku 2026. Oba ukończone to Eduardy w skali 1:48: Focke Wulf Fw-190A-5, na którym poczułem moc i potencjał nowych kalek Eduarda i Spitfire Mk.IXc, którego finał mocno się opóźnił z powodu eksperymentów mających przyspieszyć prace . Zapraszam do galeryjki:16 punktów
-
Cześć, Uff... z przyczyn ode mnie niezależnych musiałem zaliczyć dłuższą przerwę w modelarstwie. Na szczęście jakimś cudem udało mi się skończyć 2-3 modele w ramach "walki z nudą na L4" Jednym z tych modeli jest Hurricane IIB ArmyHobby w sali 1/48. O modelu nie mogę powiedzieć złego słowa, a najbardziej urzekł mnie podział technologiczny dolnej części kadłuba. Zestaw wzbogacony o wydruki 3D czyli fotel pilota z pasami i kolektory spalin Eduarda.16 punktów
-
Witam. Pierwszy w tym roku ukończony prosto z pudła Migacz. Trochę problemów stworzył. Musiałem robić maski we własnym zakresie do numeru oraz oczu. Malowany głównie Gunze oraz Alclad. Z własnych dodatków to oczywiście wszelkie anteny, odbiorniki wykonane z metalu, jedynie OCP Mastera. Kalki to jeden wielki koszmar, niby bardzo cienkie, ale nie reagowały na żadne płyny, musiałem kilka razy traktować każdą, dopiero jakiś efekt dawało, ciekawostka wszelkie napisy w języku czeskim . Zapraszam do galerii:15 punktów
-
Po ponad sześciu latach powracam, mam nadzieję, że na dłużej. Młodsze dziecko podrosło i coraz więcej czasu udaje mi się wygospodarować na hobby. Z racji tego, że "gena nie wydUbiesz" powróciłem do modelarstwa. Udało mi się odszukać trochę "chemii", niemal w całości sklejony 35087 i trzy modele do sklejenia. Po kilku tygodniach, głównie wieczorami, udało się do końca doprowadzić Stug'a IV w wersji z weatheringiem! W kilku słowach: 1. Nie otwierałem warsztatu, bo model był już sklejony w 95%. Przeleżał 6 lat i nie miałem pewności co zrobiłem, jak zrobiłem, czy coś opuściłem, czy coś zmieniłem... 2. Malowanie: (bazowałem na zestawie: RFM-RM-5061) a) preshading: AK czarny primer + Vallejo Model Air 71001 - white b) główne: niezmiennie bazowałem na Vallejo Model Air (ale dokupiłem kilkanaście farb AK 3G AFV - będę "smakował") - 71025 - dark yellow - 71092 - medium olive (RAL6003) - 71271 - german red-brown (RAL8012) - 71244 - send beige (rozjaśnienie dla 71025) 3. Weathering: - Tamiya: panel liner black Niechętnie i z obawami, ale spróbowałem "ubrudzić". Głównie opierałem się na: AK078 damp earth + pigmenty Ammo: black, russian earth, europe earth, winter soil, truck rust Na koniec lakier Vallejo 80% matt + 20% satyna. Z zestawu Tamiya 35026 dodałem jedną beczkę i dwa kanistry. Czego się nauczyłem/przypomniało się: 1. większość chemii modelarskiej wytrzymała 6 lat w piwnicznych warunkach, 2. budowa aerografu = dysze się dokręca ręką, a nie kluczykiem (ukręciłem 0.2 i 0.3), 3. odbudowałem sobie wiedzę co do proporcji farba vs rozcieńczalnik (były problemy na początku malowania), 4. model potraktowałem jako treningowy, więc zdecydowałem się na weathering = dokupiłem trochę pigmentów, płynów z AK i pobrudziłem, ale będąc szczerym, to nie przekonałem się do brudzenia. Delikatne ostukanie, przykurzenie TAK, ale brudzenie NIE GALERIA: Chyba nie potrafię już wklejać zdjęć... mogę prosić o pomoc jak zrobić minaturki, które po kliknięciu przerzucą do zdjęć pełnego formatu? EDIT: W takim razie wrzucam pełny format. Foto wykonane telefonem (krótsza ogniskowa, ale gorsza kolorystyka)15 punktów
-
Pierwszy prototypowy model śmigłowca PZL SW-4 w skali 1:32 własnego projektu i wydruku 3D. Złożony po to by, oprócz satysfakcji własnej z modelu, upewnić się że da się go złożyć. Ogólnie da się złożyć, nawet szpachli nie trzeba za wiele. Najbardziej obawiałem się oszklenia. Zdecydowałem się wydrukować z żywicy przeźroczystej wiedząc o problemach z przeźroczystością takich wydruków. Ostatecznie przy tej wielkości szyb i grubości 0.5 mm tafli udało się uzyskać satysfakcjonującą (przynajmniej dla mnie) przeźroczystość, którą to w czasie montażu szyb w modelu udało mi się skutecznie zaprzepaścić. No i te łopaty ... tak to jest jak się odkłada do sezonowania bez zwrócenia uwagi na kierunek obrotu WN, przez co się wygięły do góry. Mam nadzieję, ze z czasem wygną się do dołu. Sam montaż przebiegł bez większych problemów, nawet szyby wpasowały się do otworów okiennych nieomalże bez docinania. Wykonanie modelu? Sędzia modelarski w postaci Chata GPT podsumował: "Ambitny projekt zniszczony przez pośpiech i brak kontroli nad podstawami: oszklenie i klej". Podsumowując, głównym celem wykonania modelu było sprawdzenie jego "sklejalności", czy wszystko do siebie pasuje co zostało potwierdzone, oraz sprawdzenie technologii montażu (np zastosowanie zaślepek oszklenia w czasie malowania modelu i późniejszą ich podmianę na docelowe oszklenie. Zapraszam do małej galerii na półce przy ścianie (ze względu na gabaryt modelu). Trochę budowy: Ukończony model:15 punktów
-
14 punktów
-
Skoro był Sowieta porwany przez Niemców to teraz vice versa. Z dodatkiem Frankensteina. Lubie 4BO. Tyle fajnych odcieni...14 punktów
-
14 punktów
-
Kadłub można uznać za zakończony. Doszły fartuchy, które co nie co zmodyfikowałem dodając zaczepy blokujące fartuchy w pozycji podniesionej, oraz spinki poszczególnych segmentów fartuchów. Same zaś gumy potraktowałem roztworem kleju mr. Cement S z szpachlą Tamiya Basic. Górne gumowe segmenty, a konkretnie ich gumowe powierzchnie, zostały potraktowane czeską piłką, co w zamiarze miało nadać im strzępiącą się powierzchnie. Na pokrywach silnika dorobiłem brakujące elementy systemu podnoszenia klap do pokonywania przeszkód wodnych. Zamontowałem na sucho instalację paliwową do beczek i w sumie dobrze bo wymagały paru korekt, ale teraz już jest git. No i na sam koniec najważniejsze, rejestracja14 punktów
-
Nadszedł czas wieży… Wieża jest testowym wydrukiem z firmy ACE Project Studio, na który nałożyłem zaś znaną mieszankę kleju i szpachli z pancerza. Więcej o wieży napiszę, w momencie gdy wszystko do niej dopasuje. Tym nie mniej, do włazu dowódcy został dodany 12,7 mm WKM NSWT również z firmy ACE, a na samej obrotnicy dodałem podstawę oraz rygiel. Do samego karabinu pozostało dorobić przewód spustu oraz cięgło hamulca horyzontalnego. Właz działonowego został wzbogacony o imitację przetłoczenia na rancie, pseudofakturę osłony antyradiacyjnej oraz fototrawione spinki pozostałe z zestawu T-72A z trumpetera13 punktów
-
Witajcie, Czasu, jak zwykle, jest jak na lekarstwo. Choć przerwy w publikowaniu kolejnych postów mogą się wydawać dość długie, prace przy modelu idą pełną parą. Samo publikowanie relacji w kilku miejscach jednocześnie, opisywanie etapów, zbieranie materiałów, robienie zdjęć i ich obróbka to niestety ogrom pracy. Nie jestem w stanie robić tego z taką regularnością, jakiej sam bym sobie życzył. W efekcie okazało się, że w relacji warsztatowej na forum mam już całkiem spore zaległości względem tego, gdzie faktycznie jestem z modelem. Z drugiej strony oznacza to, że materiału na kilka kolejnych aktualizacji na pewno nie zabraknie. Dzisiejsza część będzie o tyle szczególna, że zaczynamy wprowadzać również warstwę historyczną. Jest to dla mnie bardzo ważny element każdego warsztatu — zawsze staram się pokazać model w możliwie szerokim kontekście. Zebranie i uporządkowanie tych informacji było dla mnie prawdziwą katorgą. W języku polskim praktycznie nie istnieją sensowne publikacje na ten temat, a dostępne strony internetowe są bardzo lakoniczne. Informacje musiałem zbierać z wielu strzępów, w dużej mierze opierając się na dokumentach archiwalnych pochodzących bezpośrednio z amerykańskich archiwów. Oczywiście możliwe są drobne błędy w nazewnictwie jednostek, regionów czy struktur dowodzenia, ale starałem się, aby całość była możliwie wierna dokumentom źródłowym. Cała historia będzie miała charakter syntezy. Niestety nie udało mi się dotrzeć do dzienników lotów konkretnych pilotów ani poszczególnych maszyn. Nadal trwa ustalanie numerów bocznych i ich powiązań z numerami seryjnymi — zobaczymy, jak głęboko uda się tu jeszcze zajrzeć. Na dziś wprowadzamy pierwszą część historyczną: krótkie wprowadzenie dotyczące powstania bazy straży, utworzenia bazy w Elizabeth City, jej początków oraz zarysu jej znaczenia w trakcie II wojny światowej. W kolejnych częściach będziemy już schodzić coraz głębiej w szczegóły. Część historyczna – wprowadzenie Część I Coast Guard Air Station Elizabeth City: lotnicza tarcza i ratunek na Wschodnim Wybrzeżu USA (1940–1944) Narodziny stacji: decyzja strategiczna u progu wojny Choć Kongres już w czasie I wojny światowej zatwierdził utworzenie dziesięciu stacji lotniczych w ramach narodowego systemu obrony, dopiero realia lat trzydziestych sprawiły, że decyzja ta nabrała realnego kształtu w postaci United States Coast Guard Air Station Elizabeth City w Karolinie Północnej. Wielki Kryzys, dostępność siły roboczej oraz determinacja lokalnych władz i społeczności spotkały się tu z chłodną kalkulacją wojskową. Wybrana lokalizacja okazała się niemal idealna dla lotnictwa morskiego i wodnosamolotów Straży Przybrzeżnej. Rzeka Pasquotank zapewniała dostęp do słodkiej wody, co w znacznym stopniu ograniczało problem korozji charakterystyczny dla baz morskich. Jej łagodne brzegi sprzyjały wodowaniu i podejmowaniu samolotów, a przyległy teren wymagał jedynie minimalnych prac niwelacyjnych pod przyszłe pasy startowe. Kluczową zaletą była także unikatowa cecha hydrologiczna: Pasquotank jest najbardziej na północ wysuniętą rzeką słodkowodną na wschodnim wybrzeżu, która nie zamarza zimą, umożliwiając całoroczne operacje wodnosamolotów. Dodatkowym atutem było położenie w bezpośrednim sąsiedztwie, lecz jednocześnie w osłonie pogodowej przylądka Cape Hatteras – jednego z najtrudniejszych meteorologicznie rejonów Atlantyku – co czyniło stację kluczowym punktem osłony newralgicznych podejść morskich. W 1938 roku mieszkańcy hrabstwa Pasquotank poparli emisję obligacji przeznaczonych na wykup gruntów pod bazę, a budowę, realizowaną przez federalne programy WPA i PWA, rozpoczęto rok później. Oficjalne otwarcie stacji nastąpiło 15 sierpnia 1940 roku. Jej pierwszym dowódcą został Richard L. Burke, pionier lotnictwa Straży Przybrzeżnej, którego doświadczenie i energia miały odegrać kluczową rolę w nadchodzących miesiącach. Od szkolenia do wojny: Elizabeth City przed niemieckim uderzeniem W początkowym okresie działalności stacja realizowała zadania typowe dla lotnictwa Straży Przybrzeżnej czasu pokoju. Prowadzono szkolenia przedlotnicze dla przyszłych pilotów, w tym kursy przygotowawcze przed wysłaniem ich na dalsze szkolenie w Pensacoli, realizowane od października 1941 do stycznia 1942 roku. Wykonywano loty nocne, trening przyrządowy oraz szkolenia orientacyjne. Funkcjonowała również szkoła mechaników lotniczych pod nadzorem wydziału inżynieryjnego, a w ramach potrzeb logistycznych uruchomiono nawet szkołę kucharzy i piekarzy. Ten stosunkowo spokojny, szkoleniowy charakter działalności stacji miał jednak wkrótce ustąpić miejsca realiom wojny totalnej. „Paukenschlag” Po japońskim ataku na Pearl Harbor Niemcy, zgodnie z zobowiązaniami sojuszniczymi, wypowiedziały Stanom Zjednoczonym wojnę 11 grudnia 1941 roku. Dowódca niemieckiej broni podwodnej Karl Dönitz natychmiast uruchomił plan operacji Paukenschlag („Drumbeat”) – zmasowanego uderzenia w żeglugę handlową wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki. Celem było sparaliżowanie amerykańskiej gospodarki wojennej, w szczególności transportów ropy z Karaibów, Wenezueli i Zatoki Meksykańskiej. Na początku 1942 roku wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych było dramatycznie słabo przygotowane do odparcia tej ofensywy. Brakowało eskort nawodnych i nowoczesnych środków zwalczania okrętów podwodnych. Wiele jednostek przekazano wcześniej aliantom lub skierowano na Pacyfik, a priorytetem amerykańskiego dowództwa, kierowanego przez admirała Ernesta J. Kinga, stała się odbudowa floty po stratach grudnia 1941 roku. Skala strat w pierwszej połowie 1942 roku była szokująca. Setki statków zatopionych w wodach przybrzeżnych i tysiące ofiar sprawiły, że lotnicy z Elizabeth City każdego dnia oglądali skutki nocnych ataków: rozległe plamy ropy po zatopionych tankowcach, dryfujące szczątki, łodzie ratunkowe, rozbitków w kamizelkach oraz ciała unoszące się na falach. Cape Hatteras jako epicentrum walki Stacja w Elizabeth City szybko stała się jednym z kluczowych punktów lotniczej osłony rejonu Cape Hatteras, gdzie wąski szelf kontynentalny umożliwiał U-Bootom operowanie w głębokiej wodzie bardzo blisko brzegu. Niemiecki schemat działania był bezlitosny: w ciągu dnia okręty podwodne odpoczywały na szelfie, natomiast polowanie rozpoczynały późnym popołudniem i prowadziły je przez całą noc. Po podporządkowaniu Straży Przybrzeżnej Marynarce Wojennej w sensie operacyjnym, co nastąpiło 3 listopada 1941 roku, rozkazy dla Elizabeth City szybko przybrały charakter stricte przeciwpodwodny. Patrole obejmowały podejścia do przylądków Chesapeake, rejon statku-latarni Chesapeake, Cape Hatteras oraz Cape Lookout, sięgając nawet 50 mil w głąb morza. Przez pierwsze tygodnie piloci mogli jedynie obserwować i meldować pozycje przeciwnika, często pozbawieni realnych środków walki. Uzbrojenie i pierwszy atak W styczniu 1942 roku sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Do Elizabeth City skierowano samoloty J2F-5 przystosowane do przenoszenia dwóch bomb głębinowych o masie 325 funtów. Pierwsze uzbrojone maszyny dotarły do stacji 22 stycznia. Pięć dni później, 27 stycznia 1942 roku, pilot Straży Przybrzeżnej Harry Logan przeprowadził pierwszy potwierdzony atak stacji na zanurzający się okręt podwodny, zrzucając dwie bomby głębinowe Mark XVII. Choć używane maszyny były przestarzałe, wydarzenie to miało ogromne znaczenie psychologiczne i symboliczne. Ratownictwo jako codzienność Równolegle do działań bojowych lotnictwo Elizabeth City realizowało zadania ratownictwa powietrzno-morskiego. Piloci zrzucali środki ratunkowe, oznaczali pozycje rozbitków, naprowadzali jednostki nawodne oraz podejmowali ryzykowne lądowania na otwartym morzu. Z czasem opracowano improwizowane „ładunki zaopatrzeniowe”, które skutecznie dostarczały wodę i żywność dryfującym godzinami na oceanie rozbitkom. Od improwizacji do systemu Wraz z postępem kampanii obrona wschodniego wybrzeża zaczęła przybierać formę zorganizowaną. Wprowadzono system konwojów przybrzeżnych, a lotnictwo stało się jego kluczowym elementem. Elizabeth City odpowiadała za sektor Cape Hatteras i w latach 1943–1944 uczestniczyła w eskortowaniu tysięcy statków. Równocześnie poprawiano uzbrojenie i wyposażenie lotnictwa Straży Przybrzeżnej, a lokalne modyfikacje znacząco zwiększyły możliwości bojowe używanych maszyn. Nowa misja i znaczenie stacji W miarę jak zagrożenie ze strony U-Bootów malało, stacja stopniowo zmieniała profil działalności. W 1944 roku nacisk położono na Air-Sea Rescue oraz szkolenia specjalistyczne, w tym przygotowanie załóg do działań w Arktyce i na Grenlandii. Historia Elizabeth City z lat 1941–1944 pozostaje jednym z najlepszych przykładów funkcjonowania lotnictwa Straży Przybrzeżnej w warunkach skrajnych niedoborów sprzętowych i ogromnej odpowiedzialności operacyjnej. Od improwizacji po dojrzały system działań – ta ciągłość doświadczeń definiuje jej miejsce w historii działań United States Coast Guard na Atlantyku. Aktualizacja warsztatu – J2F-5 Duck Lukgraph 1/32 Prace nad budowaniem powierzchni cały czas posuwają się do przodu. Metodologia pozostaje w zasadzie niezmienna — ciągłe rotowanie kolorami w celu uzyskania możliwie złożonej, żywej struktury powierzchni. Przy tak dużym modelu to jedyny sposób, by uniknąć płaskiego, monotonnego efektu. Ten proces dotyczy wszystkich powierzchni, które będą malowane. Jest to etap bardzo czasochłonny i wystawiający na próbę cierpliwość. Naturalnie pojawia się pokusa, żeby całość przyspieszyć, ale z mojego — dość skromnego — doświadczenia wynika, że praca wykonana na tym etapie zawsze procentuje później. Finalny efekt powinien dzięki temu wyglądać znacznie lepiej. Na pierwszy ogień poszły zastrzały. Zaczynam od zastrzałów wspierających kadłub: centralnego zastrzału kadłubowego oraz dwóch skrajnych, które łączyły płaty. Dwa kolejne zastrzały kadłubowe są już przyklejone na stałe do górnego płata. Sam płat wymagał oczywiście odpowiedniego maskowania, aby móc przygotować te elementy bez ryzyka uszkodzenia powierzchni płóciennej. Na tym etapie pojawiły się również pierwsze odpryski już na warstwie podkładu. Od razu odpowiem na pytanie, które często się w takich momentach pojawia: po co robić odpryski tak wcześnie, skoro i tak wszystko zostanie zamalowane? Otóż — nie wszystko. Część tych odprysków, zostanie w finalnym modelu widoczna. Dzięki temu, pracując później gąbką, wykałaczką czy innymi narzędziami, będę mógł „dokopywać się” nawet do warstwy ZCY lub samego metalu. Cały ten proces wykonuję konsekwentnie na wszystkich powierzchniach metalowych. Czubek pływaka, a właściwie jego nosek, był wykonany z drewna. Postanowiłem więc odpowiednio go przygotować, tak aby w finalnym etapie móc obdrapać kolor wierzchni i odsłonić warstwę drewna. W tym celu zamaskowałem pływak, przygotowałem podkład, a następnie — przy użyciu farb olejnych — wykonałem imitację drewna. Całość została zabezpieczona lakierem i dopiero wtedy mogłem przystąpić do pierwszego koloru finalnego na modelu. Tym kolorem jest light grey, który trafił na dolne powierzchnie płatowca oraz pod stateczniki poziome. Na kolejnych zdjęciach widać etapy nakładania tej barwy. Analogiczne prace wykonałem na spodzie górnego płata oraz na powierzchniach, z pominięciem zastrzałów, które docelowo będą w kolorze blue grey. Pomalowane zostały również powierzchnie sterowe: stateczniki poziome oraz lotki. Na koniec przyszła kolej na wnęki kół, które również otrzymały kolor light grey. Tutaj wykonałem kilka przetarć i otarć imitujących zużycie wynikające z pracy podwozia, obracających się kół oraz codziennej eksploatacji. To tyle na dziś. Dzięki bardzo i do następnego. ŁB13 punktów
-
13 punktów
-
Dzień dobry! Wersja tl;dr: wracam do hobby po 20 latach przerwy i będę składał zdobycznego Hertzera "Chwata" Wersja dla tych, którym się nudzi: Po niemal 20 latach rozbratu z modelarstwem, od dłuższego czasu miałem ochotę na powrót do hobby. Długo się wahałem nad pierwszym projektem po przerwie, w końcu zasugerowano mi coś prostego i relatywnie małego, żeby się nie zniechęcić i odświeżyć pamięć. Oczywiście nie posłuchałem tej, co do zasady dobrej, rady. Tzn. kupiłem faktycznie coś małego i prostego co mi sugerowano: Hetzera. Z pełnym wnętrzem. Dodatkowymi gąsienicami. Elementami fototrawionymi. W wersji pozwalającej odtworzyć jeden z najlepiej udokumentowanych okołopolskich pojazdów z okresu II wojny. Ot tak, żeby brać modelarska mogła mi skutecznie wypominać wszelkie odchylenia od materiału źródłowego. W kwestii historycznej poprawności: mam nadzieję, że kupiłem odpowiednią wersję pojazdu, gąsienic, elementów fototrawionych i kalkomanii- wstępny reaserch robiłem sam, nie chciałem angażować koleżanek i kolegów z forum czy grup facebookowych, postawiłem na trochę samodzielności. Zgromadziłem jakąś dokumentację zdjęciową, m.in. na zamówienie Muzeum Powstania Warszawskiego dostarczyło mi zgromadzone zdjęcia "Chwata" w wysokiej rozdzielczości co już bardzo pomogło. Zapoznałem się też z większością odnalezionych wątków na tym i innych forach- np. nowym PWM (bo ten "stary" chyba już nie istnieje...?) Oczywiście wiecie jak jest z forami z tamtych lat- większość linków prowadzi donikąd. Jednak pracę bardziej doświadczonych kolegów, które udało się odnaleźć na pewno bardzo pomogą. Z rzeczy które odnotowałem, a które wymagają odtworzenia: pęknięty boczny pancerz, wygięta i lekko "otwarta" górna blacha, brak osłony km, brak skrzynki na błotniku, ślad po pocisku na przodzie wozu, charakterystyczny kamuflaż, zamalowane krzyże niemieckie, oznaczenia powstańcze, dużo mniejszych i większych defektów. Czy zależy mi na uzyskaniu 100% zgodności z oryginałem? Niekoniecznie, chociaż będę się starał pojazd odtworzyć jak najwierniej. Oczywiście na tym etapie głównym celem jest po prostu sklejenie i pomalowanie modelu. Chciałbym, żeby starczyło zapału na dioramę barykady- też już gromadzę zdjęcia i ew. zestawy do nabycia w tym celu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że temat jest mocno oklepany i pewnie stanowi jeden z polsko-modelarskich "banałów", jednak zupełnie mi to nie przeszkadza. Jeśli ktoś doczytał do końca to dziękuję i zapraszam ponownie. pozdrawiam! ps. fajnie że to forum jeszcze istnieje, i jest relatywnie aktywne- dzielenie się warsztatami i galeriami to było dla mnie przynajmniej 50% uroku tego hobby12 punktów
-
Jak skończę robić sylwetki barwne. Łatwo sobie policzyć, że każde malowanie to 4 sylwetki barwne, po 6 malowań w "rzucie" to 24 sylwetki do przygotowania. Na których trzeba dostosować konfigurację płatowca, nanieść kamuflaż, oznaczenia i napisy eksploatacyjne. Na każdą jedną. Przy tym dodam, że kamuflaży nie daję generycznych ani randomowych, tylko dokładnie taki układ plam jak na konkretnym płatowcu - na tyle na ile da się zrekonstruować ze zdjęć (każda fabryka miała nieco inny rozkład plam, do tego zmieniał się w czasie + malowane w warsztatach remontowych lub w jednostkach miały często jeszcze inny). No i napisy eksploatacyjne też różne płatowce miały różne. Mówiąc inaczej - robiąc dokładnie wszystko według instrukcji modelarz powinien "wylądować" z modelem idealnie odzwierciedlającym pierwowzór w najmniejszym detalu. Do tego dość długie i (mam nadzieję) rzeczowe opisy zawierające naprawdę sporo detali i "smaczków". Po to, żeby modelarz nie musiał wykosztowywać się na literaturę. Ale to WYMAGA CZASU! A jak ktoś woli, żebym odwalał taką manianę jak inni, to może być za 2 dni. Michał12 punktów
-
12 punktów
-
12 punktów
-
Leciwy zestaw plus blaszki PART, koła żywiczne, lufa i dodatki Aber oraz własne przeróbki. Figurki dwie z zestawu plus kierowca z firmy Bodi Miniatures. Przy zakończeniu prac pojazd spadł na podłogę i miałem te resztki wyrzucić na śmieci, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie. Efekty tej decyzji zamieszczam poniżej:).12 punktów
-
Na przełomie roku pojawia się wiele postów podsumowujących dokonania mijającego roku. Ja mogę pochwalić się jedynie kolejnym zaczętym modelem. Tym razem coś dla mnie bardzo nietypowego jeśli chodzi o skalę. Po raz pierwszy i w przewidywanej przyszłości po raz ostatni będę sklejał model w tak dużej skali. Dość długo szukałem dobrego modelu odrzutowca, który można sprawnie skleić bez załamywania rąk nad kiepskim zestawem. Chciałem też model z ciekawym malowaniem. W końcu trafił się nowy wypust Italerki, który spełnia moje założenia. Nie wiem czy sam model jest super poprawny wymiarowo ale mnie pasuje, do tego ma fajne pustynne malowanie. Teraz krótkie wyjaśnienie czemu taka skala. Czasami odwiedzam konkursy modelarskie i w klasie samolotów odrzutowych w 32 jest zwykle tylko kilka, a często wcale nie ma, modeli. Za to bardzo często słyszę od różnych ludzi, znajomych, czasem podsłucham jakąś rozmowę, że dżety w 32 trzeba umieć malować, że większość prezentowanych modeli wygląda jak zabawki. Zacząłem się zastanawiać gdzie leży problem. Jest przecież w sieci sporo świetnych modeli w tej skali, choćby Jarka Rydzyńskiego, a na stołach konkursowych się już takich nie spotyka (ja nie spotkałem). Wymyśliłem sobie kilka teorii. Pierwsza to taka, że nie ma dobrych modeli w tej skali i nikt ich nie chce kleić, piszę cały czas o odrzutowcach. Druga, że jest mało modelarzy lubiących ten typ samolotów i klejących w tej skali. I ostatnia, że ludzie mają rację, że się tego nie da pomalować w atrakcyjny sposób więc się za nie nie biorą bądź ich nie pokazują publicznie. Postanowiłem się więc zmierzyć z tematem. Zakupiłem model, otworzyłem pudło i entuzjazm mi opadł jak zobaczyłem jakie to wielkie. Zaczynam się powoli przychylać do teorii, że tego się nie da pomalować. Ostateczne założenie jest takie, że skupiam się na malowaniu nie na otwieraniu, czyli kleję jak tylko się da prosto z pudła. Oczywiście w jakichś rażących miejscach poprawki jakieś będą. Już po kabinie mogę stwierdzić, że Italerka połączyła wersję GR.4, i częściowo F3. Pierwsze prace w foro relacji.12 punktów
-
12 punktów
-
Aktualizacja warsztatu – J2F-5 Duck Lukgraph 1/32 Witajcie w nowym roku. Na samym początku chciałbym jeszcze raz życzyć Wam wszystkim wszystkiego dobrego na nadchodzące miesiące – spełnienia planów, wielu udanych modeli, satysfakcji z pracy przy biurku i jak największej ilości pozytywnych chwil związanych z naszym hobby. Wracamy do Kaczki. Ostatnie dni przyniosły wyraźne przyspieszenie prac. Kilka wolnych dni pozwoliło mi wreszcie nadrobić zaległości, które narastały przez dłuższy czas. Przyszedł moment na budowanie kolejnych warstw malarskich i przygotowanie metalicznej bazy, która będzie fundamentem pod właściwe malowanie kamuflażu. Równolegle prowadzę prace na kilku elementach. Kadłub z zamontowanym dolnym płatem jest już na etapie intensywnych prac malarskich. Górny płat również jest w trakcie obróbki – dwa zastrzały są już wklejone, pozostałe na razie pozostają luźne. Ze względu na przyjętą metodę montażu, o której wspominałem wcześniej, zdecydowałem się wkleić dwa zastrzały już na tym etapie. Wymagało to bardzo starannego maskowania skrzydła, aby nie naruszyć przygotowanej wcześniej powierzchni płóciennej. Na samym kadłubie pojawiły się kolejne kolory, które stanowią bazę pod późniejszy weathering – zabrudzenia, przetarcia i ślady eksploatacji. Cała koncepcja pozostaje zgodna z tym, co stosowałem już wcześniej: budowanie koloru poprzez wiele niezwykle cienkich, transparentnych warstw, kładzionych nieregularnie, na niskim ciśnieniu. Na kolejnych zdjęciach widać pojawiające się pierwsze warstwy metalu, które częściowo przykrywają wcześniejsze etapy, ale jednocześnie budują złożoność powierzchni. Docelowo ma to dać efekt subtelny, widoczny miejscami dopiero z bliska. W identyczny sposób pracuję ze zastrzałami. Kolejne warstwy przeplatane są odpryskami i punktowymi zabrudzeniami. Skupiam się przede wszystkim na miejscach newralgicznych: łączeniach zastrzałów, zagłębieniach, krawędziach, rejonach otwarć w blachach oraz tam, gdzie mogła gromadzić się woda lub brud. Na tym etapie efekty są celowo nieco przerysowane – ilość kolejnych warstw sprawi, że tylko część z nich pozostanie widoczna w finalnym malowaniu. Cała trudność polega na odpowiednim wyważeniu intensywności, tak aby kolejne etapy nie „zabiły” wcześniejszej pracy. Zanim przejdę dalej, chciałbym w tym miejscu zrobić krótką dygresję merytoryczną. Wcześniej pojawiły się pytania i uwagi dotyczące płóciennych powierzchni i stosowania farby z dodatkiem sproszkowanego aluminium. Taka farba była faktycznie używana w lotnictwie amerykańskim (i nie tylko), głównie jako warstwa ochronna zabezpieczająca płótno przed promieniowaniem UV, a także jako podkład pod właściwy kamuflaż. Temat skonsultowałem zarówno z Tomkiem Gronczewskim, jak i z Danem Bellem, uznawanym za jednego z czołowych światowych ekspertów w zakresie malowania samolotów amerykańskich. Oczywiście stuprocentowej pewności w takich kwestiach mieć nie można, jednak obaj byli zgodni co do tego, że pod koniec lat 30. samoloty o konstrukcji płóciennej nie otrzymywały już tej warstwy z aluminium. Sama farba kamuflażowa zawierała odpowiednie filtry UV, a płótno było zabezpieczane celonem. W związku z tym zdecydowałem się nie wprowadzać tej warstwy do procesu malowania. Jako ciekawostkę dodam, że Dan Bell natrafił na nowe dokumenty, między innymi dotyczące Kaczki. Na tym etapie nie zostały one jeszcze ujawnione – są w trakcie opracowywania i planowana jest również publikacja związana z tym materiałem. Wracając do samej budowy. Kolejnym krokiem było nałożenie podkładu stosowanego fabrycznie przez Amerykanów, czyli ZCY. Tym kolorem pokryłem wszystkie elementy metalowe. Konsultacje w tym zakresie potwierdziły z dużą dozą prawdopodobieństwa, że właśnie w taki sposób były one malowane na etapie produkcji. Moim celem było uzyskanie koloru odpowiadającego jednemu z etapów fabrycznego montażu, zanim samolot otrzymał właściwy kamuflaż. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w rzeczywistości kolejność montażu wyglądała inaczej – dolne płaty nie były zapewne zamontowane w tym momencie. Tutaj decydują jednak realia modelarskie i konstrukcja samego zestawu. Chodziło mi przede wszystkim o właściwe przygotowanie powierzchni przed malowaniem kamuflażu. Ten sam proces powtarzam również na zastrzałach oraz elementach górnego płata. Następnie przyszedł czas na kolejne etapy odprysków, odsłaniających wcześniejsze warstwy i budujących głębię powierzchni. To tyle na dziś. Prace są czasochłonne, ale dają sporo satysfakcji, a skala modelu tylko potęguje ilość godzin spędzanych nad każdym elementem. W kolejnej aktualizacji pokażę dalsze etapy i stopniowe zbliżanie się do właściwego malowania całej bryły samolotu. Do zobaczenia przy następnej odsłonie warsztatu. Pzdr. Łukasz12 punktów
-
12 punktów
-
12 punktów
-
Do budowy użyłem BigEd’a BIG49361 (część II), BigSin’a SIN648128, zestawu masek Montex MM48552 oraz kalek Quinty QD48379 z wydrukami 3D. Model był malowany Hatakami, weathering to Ammo, AK i Modellers World. Sam model jest bardzo przyjemny w montażu, wszelkie błędy widoczne na zdjęciach to efekt moich braków warsztatowych i przeróbek pod blachy. Trochę mi brakowało nitów, więc je sobie dorobiłem. W tradycyjny dla siebie sposób uciaprałem elementy przezroczyste, bo zapominałem, że maski Montexu trzeba natychmiast ściągać. Dopiero na zdjęciach dostrzegłem, że mocno przesadziłem z obiciami stopni, więc będę to korygował. To był bardzo sympatyczny model i polecam go fanom bezstresowych projektów.12 punktów
-
Drugi z wielu zaplanowanych 8-kołowców. Tym razem padło na ASLAV-a czyli kangurzą wersję LAV-25. Jeździły i w Afganistanie i w Iraku, model jest w wersji pojazdu rozpoznawczego. Przydarzył się niespodziewany zonk podczas lepienia. Do tego typu pojazdów, o ile budżet pozwala, dobrze jest oczywiście dokupić żywiczne koła. Z kilku powodów. Kupiłem dedykowany zestaw PanzerArt RE35-179 Wheels for ASLAV-25. Podejrzanie niedrogo nawet jak na takie rzeczy... No i koła okazały się... i za małe i za cienkie. I to tak, że gołym okiem widać. No szczerze mówiąc byłem mocno zdegustowany. Ta firma ma dobre opinie generalnie. I nie, gumiaki z zestawu nie są za duże, posprawdzałem to dokładnie. Filmik na YT: https://youtu.be/MXYx-HVn7fA11 punktów
-
Wczesny Oscarek z Fujimi. Tego akurat to kupiłem gotowego. Po czym go wrzuciłem do ''KRETA'' i próbowałem porosklejać co się da. Niestety nie rozkleiły się połówki kadłuba i skrzydła. Ale dobrze że skrzydło odeszło od kadłuba (choć w całości) Można było dzięki temu choć trochę poprawić wnętrze. Rezultat jest jaki jest. Najbardziej cieszy mnie fakt ukończenia tego wieloletniego ''leżaka''. Maszyna ze sławnego 64 Sentai, Palembang, Malaje wczesny 1942 rok.11 punktów
