Ranking
-
uwzględniając wszystkie działy
- We wszystkich działach
- Wpisy na blogu
- Komentarze w blogu
- Wydarzenia
- Komentarze do wydarzeń
- Opinie o wydarzeniu
- Pliki
- Komentarze do plików
- Opinie o pliku
- Grafiki
- Komentarze do grafik
- Opinie o grafice
- Albumy
- Komentarze w albumach
- Recenzje albumów
- Tematy
- Odpowiedzi
- Aktualizacje statusu
- Odpowiedzi na komentarze
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
10 Listopada 2018 - 30 Marca 2026
-
Rok
30 Marca 2025 - 30 Marca 2026
-
Miesiąc
2 Marca 2026 - 30 Marca 2026
-
Tydzień
23 Marca 2026 - 30 Marca 2026
-
Dzisiaj
30 Marca 2026
-
Wprowadź datę
23.09.2020 - 23.09.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 23.09.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
4 punkty
-
Witam Pomyślałem, że skupię większość moich modeli ( w zasadzie to fotek?) w jednym miejscu. Przy okazji porządkując w głowie niektóre wspomnienia towarzyszące ich budowie ( kilka prezentowanych modeli już nie posiadam, ale chociaż fotki pozostały). Co prawda sporo szmatopłatów przeszło przez moje ręce, to w znacznej mierze nie jestem z nich do końca zadowolony. Głównie skupiam się na aeroplanach z okresu WWI, to również interesuje mnie lotnictwo międzywojenne (głównie polskie). Poniżej pokazuję modele bez jakiejkolwiek kolejności alfabetycznej czy chronologicznej:3 punkty
-
Dobra, to na podstawie Mosesa jeszcze raz: Przynależność państwowa: I kolektor:3 punkty
-
3 punkty
-
Modelarstwo, jedyna rzecz która potrafi faceta powalić w jednej chwili na kolana3 punkty
-
witam. jako etatowy składacz Januszowych modeli Mistercrafta przedstawiam swój kolejny model. to Draken z Mistercrata. nie będę pisał co dorobiłem co zmieniłem, jak malowałem. zapraszam do oglądania i komentowanie. niestety aparat w moim telefonie lepszych zdjęć nie zrobi. przepraszam za jakość zdjęć.2 punkty
-
Dzień dobry, Przedstawiam Wam mój pierwszy po ponad dwóch dekadach model - M-346 Master - wykonany przeze mnie jako Bielik w skali 1:48 z Kinetic Gold. Za czasów licealnych bawiłem się w budowanie modeli - wtedy zaczęły być dostępne na polskim rynku modele innych firm niż Plastyk czy Plasticart Modelle. Miałem 3 samoloty Monogramu: F-15 Eagle, AV-8B Harrier i F-117A Stealth - skala 1:48 przypadła mi do gustu. Malowałem wtedy farbami Humbrol początkowo pędzlami, a potem aerografem firmy Revell na gaz pędny z puszki. Model M-346 malowany aerografem w większości farbami Mr.Hobby zarówno serii C jak i H. Użyłem także XF-2 firmy Tamiya do elementów podwozia i wlotów do silników. Trudno mi się na tym etapie mojego doświadczenia wypowiedzieć, czy model trudny i czy spasowany dobrze. Tu i ówdzie trzeba było użyć szpachlówki i większej dawki cierpliwości (na przykład: przy wlotach do silników, czy przy łączeniu przedniej części kadłuba, w której znajduje się kokpit z resztą). Washa skomponowałem sam z farb olejnych i white spirita, poza tym ćwiczyłem z panel linerami i weathering setami z Tamiyi. Model z pudła bez dodatków, dorobione przeze mnie na podstawie dostępnych zdjęć Bielika "to cóś" pod ogonem plus pomalowany na czarno panel na grzbiecie po prawej stronie przed statecznikiem pionowym oraz kilka przewodów. Z błędów, o których wiem, że popełniłem to: zbyt wiele warstw lakieru bezbarwnego błyszczącego spowodowało zalanie linii podziału, przez to nie chciał się ich trzymać wash; czasem walka z kalkomanią - zbyt długie ustawianie jej w odpowiednim miejscu, przez co się deformowała; i pewnie niekiedy zbyt duży pośpiech. To ostatnie podyktowane w dużej mierze tym, że jak już mogę poświęcić czas na model, to chcę zrobić jak najwięcej. Jest to mój powrót do hobby i jestem całkiem zielony w kwestiach preshadingów, washy, weatheringów, chippingów i innych, nowych dla mnie technik, więc potraktowałem ten model jako swoisty poligon treningowy. Starałem się, jednak chyba nie będę należał do tych, którzy przysłowiowo liczą każdy nit. Mi efekt mojej pracy się podoba ale wiem też, że można lepiej. Mam nadzieję, że każdy następny będzie lepszy. Zapraszam do oglądania i oceniania. Pozdrawiam2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Ja to mam wspomnienia związane z tym Spitem UTI... Rodzice mi skądś ten model wytrzasnęli i miałem go ze sobą na wczasach w DDR. No i siedząc w tych domkach letniskowych w górach Harzu, żeby się nie nudzić postanowiłem to skleić. Miałem wtedy trochę więcej niż siedem lat, więc po pierwsze ten zestaw nie budził żadnych wątpliwości co do swojej jakości, po drugie był perfekcyjnie dopasowany do moich umiejętności, no i przypadkowo miałem przy sobie cały komplet narzędzi potrzebnych do sklejenia tego - nożyczki i pilnik do paznokci no i kozik pożyczony od ojca - czego chcieć więcej? Ano malowania. Ponieważ byliśmy w świetnie zaopatrzonym DDRku, przyszła chęć żeby pomalować ten model. Nie wiedząc lepiej kupiłem w sklepie farbę olejną (w tubce) i pędzel, no i pomalowałem model na zielono, zgodnie z instrukcją. Ku mojemu zdziwieniu nawet po kilku dniach nie chciało to wyschnąć. Znacznie przyczyniło się do tego, że model chyba został tam na miejscu - jak tu zabrać ze sobą coś, co wszystko dookoła brudzi na zielono... Takie to były klimaty! Dziękuję za uwagę i pozdrawiam Paweł2 punkty
-
1 punkt
-
Po długiej przerwie skończony inny model niż cywile w 1/144 lub 1/72. SAAB J-29B Tunan Hobby Boss w skali 1/48. Model zrobiony prosto z pudła, prawie bez żadnych blaszek i dodatków. Jedynie co dorobiłem, to czerwony uchwyt i siedzisko na fotelu. Trochę mi te siedzisko nie wyszło, ale co tam :). Jeszcze wykorzystałem pasy na fotel pilota z jakieś blaszki którą miałem w składziku. Użyte farby to Gunziaki. Do brudzenia użyłem specyfików miga i AK. Model niestety ma trochę błędów warsztatowych, z których zdaję sobie sprawę i przy następnym 1/48 postaram się ich uniknąć :). Jakbym zaczął je poprawiać, to na pewno bym coś zepsuł. Lepiej odstawić model na półkę i postarać się przy następnym modelu zrobić lepiej.1 punkt
-
Bardzo cenię taką robotę, czysto, starannie, bez ściemy. No i przypominające, że mam parę podobnych detali do zrobienia... :-)1 punkt
-
Dzieki. Osłona była malowana Vallejo Khaki Grey po całości. Potem dodałem do tej farby trochę bieli i pomalowałem wystające krawędzie. Następnie bardzo rozcieńczoną w wodzie Khaki Grey (coś jak filtr) pomalowałem po całości żeby stłumić kontrasty między krawędziami i resztą a na koniec dodałem brązowy wash żeby wlał się w zagłębienia.1 punkt
-
Obrobiłem nawet za bardzo aż się połamało. To w ogóle ciężka sprawa była i jak się udało złożyć do kupy to już przeoczyłem te babole. Próbowałem też zrobić z drutu ale się nie udało1 punkt
-
uwielbiam ten rodzaj modelarstwa, podziwiam, zazdroszczę ukończonego modelu Pozdrawiam Focus1 punkt
-
No to, jak to mówią profesjonalni malarze zza granicy - jakieś ostatnie myśli, zanim nazwę go zrobionym ?? Zostało jeszcze dodać parę szlifów oczom, twarz i goglom (rozjaśnienia tu i tam, uszczelki itp.), ale mniej więcej tak zostanie. Szybę w okularach przetarłem białą pastelą - nic już nie ruszam tutaj.1 punkt
-
Specjalnie podpuszczam Zlotego, bo jak znam jego warsztat to pewnie w tej chwili zamyka kadłub, a jutro położy kalki.....?1 punkt
-
Fiu fiu fiu fajnie to wygląda. Zacznij rozglądać się za jakimś obiektywem szerokokątnym co by to wszystko ogarnął. A jak wiadomo przez lejącą się rurę będzie jeszcze ten, ten, ten i tamten to już w ogóle I nie żebym wymyślał ale wypadałoby aby wszystkie były ładnie poustawiane pod jednym kątemNiwelator załatwisz sobie z roboty, to raczej nie powinien być problem.1 punkt
-
Robert dobrze pisze, zero rdzy! Z efekciarstwa wszelakiego dodał bym jeszcze (nie za mocne!) wytarcia na krawędziach - np. zbiorników, skrzynek i błotników (przetłoczeń na przednich błotnikach też).1 punkt
-
1 punkt
-
Całkiem gustowny schowek - jak w samochodzie. Jeszcze szkiełko czy tam inny drucik i będzie jak "fabryczny" Ps. Ani trochę1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Malowanie wyszło super. Kolor bardzo naturalny, Pamiętaj, żeby nie przesadzić z wheateringiem. Delikatnie przetrzyj olejami z dodatkiem bieli tytanowej (imituje ładne wypłowienia koloru od warunków atmosferycznych). Dodaj wash lub panel line - najlepiej dark brown. Okopć wydech pigmentem smoke. Przeleć potem mgiełką z aero delikatnym dustem lub earth dla zrównoważenia color modulation. Kalki Toro ładnie siadły. Pamiętaj zero rdzy- technik kompanii za rdzę na sprzęcie miał zabierany miesięcznik (dodatek do pensji). Gratulacje!!!!1 punkt
-
Dołączam do widowni. Po prostu złożyłeś ofiarę Podłogowemu Potworowi. A jak mówi stare porzekadło: "Nigdy nie stawaj między Podłogowym Potworem, a jego ofiarą".1 punkt
-
Chciałem coś napisać ale ile razy można pisać to samo. I to już jest poważne uchybienie.1 punkt
-
Jest sobie takie coś jak bra bitewna X-Wing. I ja sobie czasami maluje te stateczki w różne kombinacje kamuflaży. Kiedyś też popełniłem różową wersję X-Winga Hello Kitty A wszystkie moje prace są tutaj: https://www.facebook.com/RepaintRoom/1 punkt
-
Fajnie że spytałeś, bo to ciekawy temat. Zacznijmy nieco dygresyjnie i facecyjnie. Jak się to często w przypadku kamuflaży zdarza, w sprawie swój pędzel swoje palce maczał pewien malarz co się zwał Peter Scott a któren to jegomość służył w 1940 na niszczycielu HMS Broke. Jak na rasowego angielskiego artystę przystało była to nielada jaka osobowość: poza zainteresowaniem pędzlem frapowały go ptaki, albowiem jako ornitolog był ich miłośnikiem. To znaczy, będąc pacholęciem na nie polował, a jak już dojrzał i zmądrzał - to wręcz przeciwnie. Był też sportowcem (taki eufemizm określający myśliwego ale i zdarzyło mu się zdobyć brązowy medal na olimpiadzie w Berlinie w żeglarstwie i inne) oraz synem. Oczywiście rodziców miał nietuzinkowych: jego osobisty papa był samym nieszczęsnym Robertem Scottem któren to nieszczęśliwie ale heroicznie sczezł (cóż innego pozostaje pokonanemu - i to przez Norwega! - Brytyjczykowi?) pod biegunem południowym, zaś mama - to już pewnie sami zgadniecie - była wybitną rzeźbiarką. Nie może więc dziwić, że syn w wolnych chwilach mędrkował na temat malowań okrętów. Zwłaszcza, że panowało ogólne przekonanie, że dotychczasowe w ogóle nie działają. W tej sytuacji jego przełożeni mogli go albo dociążyć zadaniami (jak to na porządnych przełożonych przystało), albo zacząć słuchać. Wobec faktu że tak zacnego gentlemana zlać tak wprost nie wypada, wybrali to drugie, z całkiem korzystnym dla siebie i pomyślności Zjednoczonego Królestwa skutkiem. Tzw. podśmie...ujki na bok, podkreślam ten fakt, bo to częsty przypadek, że właśnie artyści ze swoim wyczuciem kolorów, umiejętnością odwzorowania natury na płaskim etc. miewali ciekawe (i skuteczne!) pomysły w kwestiach maskowania. Na początku ekscentryczne idee naszego ptakoluba (na starość to już tak całkiem na ostro i poważnie, na równi z Davidem Attenborough, za co się należy wielki szaconek jak i pomnik któren mu post mortem wystawiono) wdrożono na jednostce na której pływał. Ponieważ nikt nie wiedział, jak w praktyce zadziałają założenia omnitalentnego Mr. Scotta, obie burty niszczyciela zostały pomalowane w kompletnie odmienny sposób. Ale każda miała duże fragmenty białego, zwłaszcza w mocniej zacienionych miejscach (żeby cienie właśnie porozjaśniać). HMS Broke w 1942 r. Słuszność założeń potwierdziła się w dość niecodzienny sposób (choć czytelnik tej powiastki chyba już przestał się dziwić czemukolwiek) - a więc potwierdziła się (chciałoby się rzec: dobitnie!) w połowie 1941 kiedy to w słabych warunkach pogodowych HMS Broke został zdefasonowany przez niszczyciel HMS Verity ( i znów można by NIEzażartować: Broke's bow was almost broken ?). Nietrudno się domyślić, że w czasie sądowego postępowania taranujący kapitan tłumaczył, że nie był w stanie dostrzec bratniej jednostki... Po kilku miesiącach nawet członkowie parlamentu zainteresowali się szokującymi praktykami malarskimi na okrętach Jego Królewskiej Mości, dopytując czy Admiralicja jest ich świadoma i jak długo zamierza tolerować ten preceder?... W tym czasie artyści już się zwąchali z naukowcami i innymi tego typu indywiduami. Jak tego rodzaju gremia mają w zwyczaju, zamiast zabrać się do poważnej roboty, ci zaczęli się zabawiać (i to na pewno nie za swoje piniondze, i to jeszcze pewnie płatne - o zgrozo! - w twardych dewizach, w funtach!). Zabawiali się w dodatku w basenie modelami, oświetlając je teatralnymi lampami w różny sposób. Potem nastąpiły te smutne i trudne chwile w życiu każdego naukowca, że trzeba było przerwać zabawę w najlepszym momencie, przysiąść na czterech literach i spisać wnioski. A te były następujące (mniej więcej). Po pierwsze primo - na północnym Atlantyku występuje wyjątkowo dużo mgieł, zachmurzenia, a zimą opadów śniegu . Po drugie primo (co chyba mniej oczywiste dla czytelnika): nocą okręty zwykle są ciemniejsze od otoczenia. Ergo - najlepiej malować je na biało. Całe. Zwłaszcza płasczyzny, które mogłyby podkreślać cienie: wszystkie spody dział, żurawików, platform. No i jeszcze linię wodną też zamalowywać. No ewentualnie, żeby rozbić ich sylwetkę, stosować dodatkowo blade plamy niebieskie i zielone. Ale to tak opcjonalnie, to było takie typowe dla naukowców "można to rozumieć tak ale można też inaczej". Byli natomiast zgodni, że taki biały pływający bałwan może być szokiem dla własnych załóg, więc żeby im morale nie spadało, to niech już sobie pacykują dodatkowo jakieś zielenie i szarawae błękity. Próby na morzu dowiodły słuszności koncepcji. Podobno raportowano nawet trudności z wzajemnym dostrzeganiem się okrętów eskorty. A wszystko to było pomyślane nie tyle nawet jako kamuflaż obronny, ale ofensywny - taki, który nocą pozwalał dojść maksymalnie blisko U-boota który na powierzchni ładował akumulatory lub zbliżał się do ataku. Oczywiście w myśl starej zasady Royal Navy "Engage enemy more closely"! (mniej więcej za mi. : Alan Raven, https://www.shipcamouflage.com/3_3.htm i jednak wikipedia) Uzbrojeni w tego rodzaju wnioski kostyczni lordowie z Admiralicji prawdopodobnie tym razem bez skrupułów zlali swoich tapirowanych kolegów z Westminster Palace... Ogólnie takie mieszanki kolorów (biały + jasna zieleń + jasnoniebieski) były od połowy roku 1941 charakterystyczne dla eskortowców na północnym Atlantyku - niszczycieli i mniejszych jednostek. Nawet nazywały się one kamuflażami Western Approaches (obszar miej więcej od zachodnich wybrzeży W. Brytanii do Islandii). Dodatkowo , fikuśne plamy innych kolorów miały rozbijać sylwetkę okrętu. Wspólne było to, że dużo białego było na dziobie - po to by móc podejść U-boota jak najbliżej (engage enemy more closly!) Na marginesie: wówczas białe również stały się spody i boki przeciwpodwodnych samolotów Coastal Command. Slup klasy Black Swan: fregata typu River: korweta klasy Flower, HMCS Regina: Kanadyjski niszczyciel HMCS Restigtouche: I teraz mogę odnieść się bezpośrednio do pytania o kamuflaż z falą: Otóż wojenne latka leciały, a wraz z nimi zmieniała się sytuacja. Angole, Kanadyjczycy i Jankesi zapamiętale pacykowali swoje balie, ale zaczęli kręcić nosami. Jedni jednak nie mogli się oswoić z osobliwym "outfitem" okrętów (i to w sytuacji gdy na początku wojny sporo jednostek w Royal Navy pomalowali sobie na RÓŻOWO! - no może różowawo...), inni mówili, że cała ta maskarada ze stosowaniem skomplikowanych i znormalizowanych szablonów, kilku odcieni farb, jest nie warta zachodu. Dlaczego? No bo zagrożenie ze strony okrętów podwodnych spadło i częściej siedziały one pod powierzchnią niż próbowały ataków z wynurzenia (jak to było wcześniej) No bo coraz skuteczniejszy radar i inne bronie jakoby spowodowały, że kwestia dobrego ukrycia okrętów nie była już taka ważna. Poza tym: jaki pożytek z malowania okrętu na biało, chowania go, był, kiedy po kilku rejsach potrafił wyglądać tak: albo tak: Względnie tak: UWAGA nr 1: Kochani czołgiści, zostawcie te swoje karaczany i jeśli lubicie PRAWDZIWY weathering, zabierzcie się za okręty. Jak widzicie, czołgi wcale się nie brudzą ? Dygresja nr 1: Z problemem rdzewienia kadłubów borykali się zwłaszcza Kanadyjczycy na okrętach swojej produkcji. Wobec ogromnego zapotrzebowania na korwety nie stosowali wszystkich wymaganych procedur (pickling) które miały usunąć osad (mill scale/grime?) z walcowanych płyt stali. Więc nie to, że słaba dyscyplina, że nie pucowali, nie malowali (co zarzucali im oficerowie brytyjscy), ale po prostu wojenny pośpiech. Ale temat Kanadyjczyków - jakże wdzięczny - to już chyba przy innym modelu. A my się możemy cieszyć, że tak pieknie im się to wszystko syfiło i możemy to wszystko odtwarzać na modelach. KONTYNUUJEMY WĄTEK ZASADNICZY: Stosunkowo szybko zrezygnowano z zieleni (podobno występował deficyt zielonego pigmentu), zostając przy gustownych błękitkach. No i oczywiście bieli - niektóry kapitanowie, decydowali się na malowanie okrętów po prostu w całości na biało - zwłaszcza w sezonie zimowym: Przede wszystkim jednak wymyślne kamuflaże uległy uproszczeniu jeśli chodzi o układ plam. Admiralicja zastosowała zasadę złotego środka - został biały i niebieski, zostało kamuflowanie, ale wdrożono schematy uproszczone. Od 1944 dużo okrętów jest malowanych w kamuflaż "z falką" albo "z belką". Przy okazji, na koniec powtórzę (jeśli ktoś nie czytał całości) - warto zwrócić uwagę na to że często okręty mają maszty i instalacje umieszczone na nich malowane na ciemno. mimo jasnej reszty). Korweta typu Castle - HMCS Arnprior: I to tyle w dużym skrócie i uproszczeniu... I na dobranoc kilka klimatycznych fotek pokazujących oceaniczny warun. W roli głównej (tym razem) Pacyfik, w pozostałych: australijska fregata typu River HMAS Macquarie i jej załoga: A także: dlaczego lepiej mieć wysoką wolną burtę i niszczyciele nie były w tym najlepsze (na śródokręciu musiały mieć niższe burty ze względu na wyrzutnie torped) -1 punkt
-
O tym Buccaneerze słyszałem już dawno, ale nadal ani widu ani słychu. Jakoś koło listopada powinien być Airfixowy S2B, raczej zdecyduję się na niego niż będę czekał na Tanmodel. Szczególnie, że nie wiadomo kiedy to będzie i jaka to będzie jakość i cena - a ich poprzednie produkty raczej do tanich nie należą.1 punkt
-
Czas na aktualizację. Zacznę od poczynionych zakupów. Korzystając z Waszych podpowiedzi dokupiłem fotele, pitota i lufy do wulkana. Przy okazji zakupu żelastwa kupiłem również chwalony tu i tam klej miga Ultra Glue do elementów fototrawionych. Po próbie sklejenia kilku elementów fototrawionych mam kilka osobistych przemyśleń. Do przyklejenia płaskich blach do płaskich elementów to on może i się nadaje, natomiast sklejanie części, które choć trochę się ruszają to już nie za bardzo. No chyba, że ktoś jest w stanie, bez drgania ręki, przytrzymywać klejone elementy przez kilka godzin. Mam też wrażenie, że klej ten to nic innego jak zwykły wikol lub inny mu podobny klej do drewna. Żałuję teraz, że go kupiłem z drugiej zaś strony pewnie bym o nim myślał za każdym razem przy klejeniu blach. Wracając do warsztatu. Skleiłem lufy vulkana. Nie jest to proste zadanie gdyż jest sporo elementów, które się jednocześnie ruszają, a próby klejenia go zgodnie z instrukcją kończyły się na nierównych lufach i ogólnym poskręcaniu działka. Niemniej po jakimś czasie udało mi się to w miarę poprawnie złożyć. Zrobiłem już prawie na gotowo luk elektroniki. Prawie na gotowo bo nie wiem co mieści się w mniejszej części tego luku. Z pewnością idą tamtędy jakieś przewody ale ile ich tam jest i czy jest coś poza nimi to już dla mnie jest zagadką. Mam nadzieję, że wygląd luku jest bliski oryginałowi bo nie widzi mi się tego wszystkiego wywalać i robić czwartej wersji. Jest luk to musi być i klapa do jego zamknięcia. Pozostaje dodać do niej jeszcze 33 elementy i będzie gotowa. Jak już mamy luk i klapę to i wyposażenie by się zdało. Pytanie do znawców tematu. Jaki kolor mają skrzynki z elektroniką. Na niektórych zdjęciach wyglądają na szare na innych znów na stalowe. Luk planuję pomalować na kolor Yellow Green XF-4 od Tamiy. Tak prezentuje się całość na obecnym etapie.1 punkt
-
Mała aktualizacja. Zrobiłem wnękę na elektronikę znajdującą się za kabiną pilotów. Pewnie zwrócicie uwagę, że górna część po włożeniu na miejsce jest lekko pofalowana. Kłopot jest w tym, że nie ma tam za wiele miejsca i sama skrzyneczka zapiera się o wannę kokpitu, która i tak jest zeszlifowana do granic możliwości aby zrobić nieco więcej miejsca. Na szczęście po sklejeniu tego razem cały element się wyprostuje. Po wklejeniu pozostanie tylko doszlifować wszystko na równo z kadłubem i dokleić paski z otworami imitującymi gniazda na śruby do zamykania pokrywy.1 punkt
