Skocz do zawartości

Ranking

  1. tommyk

    tommyk

    Użytkownicy


    • Punkty

      44

    • Liczba zawartości

      111


  2. abtb

    abtb

    Użytkownicy


    • Punkty

      44

    • Liczba zawartości

      5 748


  3. robertmodelarz

    robertmodelarz

    Użytkownicy


    • Punkty

      35

    • Liczba zawartości

      5 254


  4. Thalgonis

    Thalgonis

    Użytkownicy


    • Punkty

      26

    • Liczba zawartości

      3 251


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 07.04.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. SBD-3 Dauntles. Okres bitwy pod Midway. Ukończony. Zapraszam do oglądania i komentowania. Model Flyhawk. Zestaw zasadniczo ok, choć jak to Chińczyk – zawsze jest jakaś niespodzianka. W tym wypadku drobne problemy ze spasowaniem i trochę wiotki plastik. Dodałem tablicę YAHU, trochę drobiazgów z blaszki Edka (pasy, celowniki etc.), lufy Master do browninga strzelca (warto), silnik i osłonę silnika z wydechami SBS (silnik warto, osłona jest w komplecie ale zestawowa też ok), od siebie jeszcze przerobiłem przednie km na rurki z Albion. W zestawie SBS był jeszcze chwyt powietrza pod silnikiem wraz z wnętrzem. Tego nie montowałem bo wymagało sporo prucia i bałem się, że to schrzanię. Wolałem pocieniować ścianki wlotu w zestawie niż rozkopać to i ugrzęznąć. Malaowany MRP i Bilmodel. Podmalówki AK 3 GEN. I tu trzeba uważać, bo jednak jest różnica w odcieniu. To się może brać z tego, że ogólnie malowałem z preshadingiem i wtedy spod spodu zmienia odbiór koloru na wierzchu, a podmalówki pędzlem to inna grubość warstwy i nic już nie przebija. Wiotki plastik powoduje konieczność wzmacniania niektórych elementów. W maszt anteny i maszt na ogonie wprowadzałem mosiężne pręty i w kadłubie wierciłem pod nie gniazda, bo się bałem czy wytrzymają naprężenia. Hak hamujący połamałem przy próbie maskowania bo nie wytrzymał kontaktu z taśmą maskującą Mr. Hobby (niebieską, czyli ta osłabioną). Kalki zestawowe ok. Ładnie reagują na płyny. Jednak gwiazdy wziąłem z kalek Cartografa do Hobby 2000. Były zdecydowanie ciemniejsze. Poza tym o średnicy około 1 mm większej niż kalki Flyhawk. Odpuściłem sobie obicia bo to jest coś co mi nie wychodzi i już kilka razy zepsułem efekt końcowy.
    31 punktów
  2. Lecimy z kawą o poranku Dziś kolejny MiG, tym razem w wersji MFN, będącą czeską modyfikacją/unowocześnieniem wersji MF. Prezentowany egzemplarz został zmodyfikowany do standardu MFN w latach 1999-2000. Malowanie okazjonalne samolot otrzymał z okazji obchodów w październiku 2002 roku, 45- lecia istnienia Bazy Lotniczej w Caslav. Na kadłubie widnieje napis 22..slp (stihaci letecki pluk - pułk samolotów myśliwskich ) ku czci jednostki stacjonującej tam w latach pięćdziesiątych MiG -21MFN, 41 Eskadra Myśliwska, 4 Baza Lotnictwa Taktycznego, Baza Lotnicza Caslav, Czechy, październik 2002
    28 punktów
  3. Na początek wielkie podziękowania dla autora projektu kolegi stakova, który opracował projekt w technologii druku 3D. Model wyróżnia się bardzo dobrym detalem i dużą ilością elementów. Instrukcja jest bardzo czytelna. Z uwagi na ograniczenia druku oszklenie i siatki trzeba wykonać samodzielnie z cienkiej plexi oraz elementów fototrawionych. Kalkomania jest również dziełem autorskim projektanta. Jest to największy model w skali 1/35 jaki sklejałem i pierwszy z druku 3D.
    21 punktów
  4. Czołem, Mój pierwszy Spitfire od IBG sprawił mi sporo frajdy, gdy zatem pojawił się Black Box Spitfire Mk.Vb wiedziałem, że muszę go wziąć na warsztat. I oto zatem nadchodzi – Spitfire RF-A (AB183). O samej maszynie nie będę się rozpisywał, Michał @Skawinski odwalił niewiarygodny kawał roboty w dokumentowaniu tej i pozostałych siedemnastu (!) opcji w pudełku. Absolutne szaleństwo. Przy okazji dziękuję bardzo Michałowi za jego nieocenione konsultacje podczas budowy tego modelu. Dla leniwych dodam jedynie, że nietypowe malowanie (białe pasy na kadłubie i częściowo czarne powierzchnie dolne wraz z kołpakiem śmigła) to ślady udziały RF-A w ćwiczeniach Spartan w marcu 1943. Sam zestaw technicznie nie różni się wiele od Mk.I, kto już budował nie będzie tu zaskoczony. Ja jakiś istotnych problemów nie miałem. Przestrzegam jedynie przed nierzadkimi (niestety) błędami w drukowanej instrukcji. Zdecydowanie odsyłam do zaktualizowanej wersji dostępnej na stronie producenta. Zestaw jest bardzo bogato wyposażony przez IBG w akcesoria drukowane 3D, z których wykorzystałem elementy kokpitu, rury wydechowe, celownik oraz lusterko. Dodatkowo pojawiły się tu jeszcze drzwi od ASK. No i jest jeszcze Misia . Miłego oglądania i krytykowania. Pozdrawiam, Marcin
    20 punktów
  5. Witam. Dawno mnie na forum nie widziano, ale nie próżnowałem. Przedatawiam wam mojego już w sumie dziadka. Model samolotu LVG C VI ze stajni KP ( kopia modelu Ardpol - legalna ). Model sklejał się bardzo przyjemnie jak na standardy KP. W zestawie przerobiłem tylną kabinę, dołożyłem obrotnicę z samolotu Halberstadt CL. Koła w modelu pochodzą z Firmy 49 z Czech ( druk 3D). Lozenga to dzieło Lukgraph. Szachownice malowane z taśmy maskującej. Jakby ktoś miał więcej pytań służę. Zapraszamy do opluwania
    13 punktów
  6. Dodawanie tutaj zdjęć ma ten plus, że dokładniej przyglądam się temu co robię. Zauważyłem, że ten element na środku tylnej płyty (ogonek?) był mocowany do płaszczyzny płyty a nie zagłębiony w niej jak przedstawił to producent modelu. Wyciąłem go i zamocowałem w sposób bardziej zbliżony do rzeczywistości ze zdjęcia powyżej. Zamocowałem też kratę w pozycji otwartej. Z grubsza oddaje to co chciałem uzyskać. Z jakiegoś powodu uznałem, że dobrym pomysłem będzie odtworzenie osłon reflektorów z drutu miedzianego... Kosztem trzech wieczorów i kilku nowych siwych włosów uzyskałem efekt, który niekoniecznie wygląda lepiej niż plastikowy oryginał Powinienem iść w wykonanie tego z cieńszego drutu ale zabrakło mi już cierpliwości. Może z lepszą lutownicą byłoby łatwiej. Sklejone błotniki.
    13 punktów
  7. Dobry wieczór, po długiej nieobecności zaś powracam do tego wątku bogatszy o nowe doświadczenia. Wracam aby skończyć to co zacząłem bagatela prawie 10 lat temu. Dobra koniec pitolenia. Mając trochę weny i wolnego czasu stwierdziłem, że trzeba coś ulepić dla siebie, tym razem. A wiedząc, że w gablocie jest trochę nieskończonych tematów, zaś wyciągnąłem Abramsa. Model w sumie był już pomalowany i w ogóle, jednak bogatszy o doświadczenie z ostatniego modelu stwierdziłem, że od nowa. I tak Abrams został przemalowany na żółto, potraktowany lakierem do włosów i ubogacony o różnego koloru plamy, następnie przetarte tu i ówdzie pędzlem, a zresztą zobaczcie sami Plan jest taki, żeby model był gotowy na Babarybę, bo jest czas i możliwości tyż.
    13 punktów
  8. Kolejny element na drodze do zbudowania dyszy. Czyli płytki z charakterystycznymi zębami. Pokazuję proces od trasowania na arkuszu folii 0,075mm, do uzyskania prawie finalnego kształtu dla tego elementu.
    12 punktów
  9. Część III - działania lotnictwa USCG w 5th Naval District w 1942 roku. Po przedstawieniu ogólnego zarysu historii, czas na konkretne wydarzenia lotnicza z okresu ofensywy niemieckich okrętów podwodnych w roku 1942. Całą część historyczną będę opierał na dziennikach i raportach bojowych, pokazujących działania lotnictwa w Piątym Okręgu Marynarki Wojennej USA. To właśnie ten obszar obejmował między innymi działalność jednostek z Elizabeth City. Główne dowództwo okręgu znajdowało się w Norfolk i to tam powstawały zbiorcze raporty operacyjne. Uzupełniając je dziennikami bojowymi z Elizabeth City, możemy uzyskać dość pełny obraz sytuacji — zarówno w kontekście działań lotnictwa Straży Przybrzeżnej, jak i zaangażowania lotnictwa Marynarki oraz Armii. Na początek przyjrzyjmy się ogólnej aktywności niemieckich okrętów podwodnych w tym rejonie. Szczyt ich działań przypadł na trzeci tydzień stycznia 1942 roku, kiedy pierwsza fala U-Bootów rozpoczęła intensywne operacje u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Po krótkim okresie względnego spokoju w lutym, Niemcy powrócili z typową dla siebie determinacją. Norfolk Kulminacja strat nastąpiła w trzecim tygodniu marca — wówczas zatopiono aż trzynaście jednostek. System konwojów dopiero się organizował, a zespoły „killer team”, łączące działania lotnictwa i jednostek nawodnych, znajdowały się jeszcze w fazie wdrażania. Mimo rosnącej liczby ataków na przeciwnika, ich skuteczność była początkowo ograniczona. Elizabeth City Przełom nastąpił na początku kwietnia. Wprowadzenie zespołów „killer team” oraz rosnące doświadczenie załóg zaczęły przynosić wymierne efekty. Od końca marca liczba zatopień wyraźnie spadała, a inicjatywa stopniowo przechodziła na stronę aliancką. Szczególnie widoczne było to w drugiej połowie czerwca, kiedy liczba ataków na okręty podwodne znacząco przewyższała liczbę zatopionych statków. W tym okresie działania były już agresywne i konsekwentne — każdy wykryty kontakt traktowano jako potencjalny cel. W pierwszych tygodniach kwietnia notowano regularne zatopienia okrętów podwodnych, co potwierdza skuteczność nowej taktyki. Najbardziej wymownym dowodem były wraki oraz wydobyte ciała załóg U-85 i U-701. Z czasem Niemcy zmuszeni zostali do zmiany taktyki. Działali coraz ostrożniej, często z dala od wybrzeża, co świadczyło o rosnącym respekcie wobec alianckich sił. Kolejna część raportu pozwala spojrzeć na relację pomiędzy działaniami lotnictwa a siłami nawodnymi. Do kwietnia liczba ataków lotniczych i nawodnych była zbliżona i malała wraz ze spadkiem aktywności przeciwnika. W maju i czerwcu aktywność lotnictwa utrzymywała się na stabilnym poziomie, natomiast działania jednostek nawodnych zaczęły wyraźnie rosnąć i od tego momentu dominowały aż do końca analizowanego okresu. Można to tłumaczyć zarówno zwiększeniem liczby jednostek w rejonie, jak i rosnącą agresywnością oraz doświadczeniem załóg, które coraz lepiej radziły sobie z wykrywaniem i zwalczaniem przeciwnika. Najciekawsze wnioski płyną jednak z analizy samych działań lotniczych. Lotnictwo Marynarki osiągnęło szczyt aktywności w lipcu. Straż Przybrzeżna, która od początku prowadziła intensywne działania, utrzymywała stabilny poziom aktywności od wczesnej wiosny. Lotnictwo Armii osiągnęło maksimum już w kwietniu, wykonując imponującą liczbę ataków. Jeśli chodzi o efekty, Marynarka może przypisać sobie zniszczenie dwóch okrętów podwodnych i uszkodzenie trzech. Straż Przybrzeżna zniszczyła jeden i uszkodziła dwa. Lotnictwo Armii wykazało się największą liczbą uszkodzeń — aż siedemnaście — oraz zniszczeniem dwóch jednostek. Choć dane z jednego okręgu nie pozwalają na wyciąganie daleko idących wniosków, jedno jest pewne — lotnictwo odegrało kluczową rolę w walce z U-Bootami. Mimo mniejszej liczby wykonanych ataków w porównaniu z siłami nawodnymi, jego skuteczność była znacząca i miała realny wpływ na przełamanie niemieckiej ofensywy. Przechodząc do bardziej szczegółowych danych, warto sięgnąć bezpośrednio do raportów operacyjnych z samej stacji Elizabeth City. Pierwszy istotny wpis pochodzi z 22 stycznia 1942 roku. Tego dnia do stacji dotarło pierwszych pięć samolotów zdolnych do przenoszenia uzbrojenia. W dokumentach zostały one wyszczególnione jako Grumman J2F-5. Warto podkreślić, że w tym okresie nie wszystkie egzemplarze tego typu były przystosowane do działań bojowych. Część z nich pełniła wyłącznie funkcje transportowe i ratownicze. Tym większe znaczenie miało pojawienie się pierwszych maszyn zdolnych do przenoszenia uzbrojenia — nawet jeśli była to niewielka liczba. Samoloty te mogły przenosić dwie bomby głębinowe Mk 17, które wkrótce staną się podstawowym środkiem walki z okrętami podwodnymi w tym rejonie. Z dzisiejszej perspektywy może to wydawać się zaskakujące, ale fakt, że zaledwie kilka przestarzałych dwupłatów zostało odnotowanych w raporcie jako istotne wzmocnienie sił, mówi bardzo wiele o stanie przygotowania Stanów Zjednoczonych w pierwszych tygodniach wojny. Elizabeth City nie była wyjątkiem. W całym Piątym Okręgu Marynarki brakowało zarówno nowoczesnego sprzętu, jak i odpowiednio rozwiniętej doktryny działania. W tych warunkach nawet sześć uzbrojonych maszyn rozpoznawczo-ratowniczych mogło realnie wpłynąć na zdolność prowadzenia patroli i reagowania na zagrożenie. To właśnie w takich realiach rozpoczynała się amerykańska walka z U-Bootami u własnych wybrzeży — improwizowana, fragmentaryczna, ale z czasem coraz bardziej skuteczna. Kolejny raport prowadzi nas do dnia 27 stycznia 1942 roku — momentu szczególnie istotnego dla naszej opowieści. To właśnie wtedy dochodzi do pierwszego udokumentowanego ataku lotnictwa Straży Przybrzeżnej na okręt podwodny w rejonie Piątego Okręgu Marynarki Wojennej. Dwa dni wcześniej niszczyciel USS Ingraham przeprowadził pierwszy atak na nieprzyjacielskie okręty podwodne w tym obszarze. Teraz do akcji wkracza lotnictwo. Tego dnia samolot Straży Przybrzeżnej nr 00718, model Grumman J2F-5, pilotowany przez Logana, patrolował obszar około 20 mil na południowy wschód od Cape Henry. W pewnym momencie na południowym horyzoncie dostrzegł cel — znacznie bardziej obiecujący niż wcześniejsze kontakty zgłaszane przez jednostki nawodne. Był to okręt podwodny w pozycji częściowego zanurzenia, podążający śladem tankowca. Zachowywał się zgodnie z typową taktyką niemieckich U-Bootów — czekając na dogodny moment do ataku. Warunki nie sprzyjały jednak działaniu. Ograniczona widoczność uniemożliwiała dokładną ocenę sytuacji oraz przeprowadzenie ataku zgodnie z obowiązującą procedurą. Mimo to Logan podjął decyzję o natychmiastowym działaniu. Samolot przeszedł w nurkowanie, a pilot zrzucił dwie bomby głębinowe. Według jego oceny spadły one w jednej salwie, uderzając w wodę około 75 stóp przed znikającym dziobem okrętu podwodnego. Obie eksplodowały pod powierzchnią, wywołując charakterystyczny efekt wybuchu. Chwilę później na powierzchni pojawiła się boja — przypominająca te stosowane przez okręty podwodne. Był to jedyny ślad, jaki pozostał po ataku, ale wystarczający, by wzbudzić przypuszczenie, że przeciwnik mógł odnieść uszkodzenia. Logan nie przerwał jednak działania. Kontynuował patrol, wypatrując kolejnych oznak trafienia. W tym czasie wykonał również fotografie unoszącej się na wodzie boi — dokumentując jeden z pierwszych epizodów lotniczej walki z U-Bootami u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Był to atak daleki od podręcznikowego. Ale w realiach początku 1942 roku liczyło się coś innego — szybkość reakcji, inicjatywa i gotowość do działania mimo niedoskonałych warunków. I właśnie w takich okolicznościach rodziła się nowa jakość w działaniach lotnictwa przeciw okrętom podwodnym. Aktualizacja warsztatu - J2F-5 Duck - Lukgraph 1/32 Bardzo dawno nie było aktualizacji warsztatu modelu Grumman J2F-5 Duck firmy Lukgraph w skali 1:32. Mam jednak na to pewne usprawiedliwienie. W pewnym momencie stanąłem przed etapem budowy silnika. Docelowo planowałem wykonać dwa egzemplarze — jeden zamontowany w modelu, drugi jako element podstawki, umieszczony na wózku serwisowym. To uruchomiło lawinę decyzji. Skoro powstaje wózek serwisowy pod silnik, warto przygotować również wózek transportowy pod sam samolot. A skoro buduję już elementy sceny, naturalnym krokiem stało się dołożenie motocykla, który również znajdzie swoje miejsce na podstawce. Na tę decyzję wpłynął także fakt przygotowywania materiałów do artykułów dla AK Interactive, w których wykorzystuję AK Real Colors Markers. Od początku planowałem użyć ich właśnie przy takich elementach jak wózki, silniki czy motocykl. Była to więc dobra okazja, aby na chwilę „odpocząć” od samej kaczki, jednocześnie pchając cały projekt naprzód — tylko z nieco innej strony. Z tego względu ten etap warsztatu będzie nieco ograniczony. Nie będę pokazywał szczegółowo wszystkich kroków budowy silników, wózków czy motocykla. Pojawi się kilka ujęć, natomiast pełne opracowanie znajdziecie w publikacji, która powinna ukazać się w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Mimo to nie mogę nie zostawić kilku komentarzy do tego etapu prac. Zanim jednak przejdziemy do dodatków, wracamy na chwilę do samego modelu. Pojawiła się konieczność przygotowania powierzchni sterowych — elementu, którego wcześniej nie prezentowałem. Powstały lotki oraz stery wysokości, a na zdjęciach można dostrzec również część zastrzałów. Pracowałem dokładnie tymi samymi metodami, co wcześniej — poprzez budowanie powierzchni z kilku nakładających się warstw, które ostatecznie tworzą odpowiednią fakturę. Przygotowałem także zastrzały górnego płata. Zdecydowałem się wkleić je wcześniej, aby móc dokładnie opracować ich połączenia ze skrzydłem. To oczywiście podniosło poziom trudności na etapie malowania — pojawiła się konieczność dodatkowego maskowania i bardziej precyzyjnego prowadzenia prac. Ostatecznie jednak wszystko udało się opanować i przygotować zgodnie z założeniami. Czas na silnik. Sercem modelu jest Wright Cyclone R-1820-50. Nie jestem specjalistą od amerykańskich silników gwiazdowych, ale właśnie dlatego ten etap był dla mnie szczególnie interesujący. Sam silnik robi ogromne wrażenie i już na etapie przygotowania elementów widać było jego potencjał. Budowa wymagała bardzo dokładnego przygotowania wszystkich części. Każdy element musiał zostać oczyszczony, opracowany pilnikami i papierami ściernymi, tak aby uzyskać idealne powierzchnie i spasowanie. Cały proces zajął około miesiąca. Może się to wydawać długo, ale biorąc pod uwagę, że każdy z silników składa się z niemal stu elementów, czas ten wydaje się w pełni uzasadniony. Z efektu końcowego jestem bardzo zadowolony. W trakcie malowania szeroko wykorzystałem markery AK, które okazały się świetnym narzędziem do pracy nad detalem i bardzo dobrze uzupełniły klasyczne techniki. Równolegle z pracą nad silnikami ruszyły oba wózki. Jeden — transportowy pod silnik, drugi — docelowo pod samolot, jako element całej sceny. Wózek transportowy pod samolot był w dużej mierze inspirowany jedną z fotografii przedstawiających transport maszyny na pokładzie statku handlowego, najprawdopodobniej OS2U Kingfishera. Z kolei wózek pod silnik to już bardziej swobodna interpretacja — bez bezpośredniego odniesienia do konkretnej fotografii, ale oparta na logice konstrukcji i funkcji. W obu przypadkach, obok klasycznych metod malarskich, szeroko wykorzystałem AK Real Colors Markers, które bardzo dobrze sprawdziły się przy pracy nad detalami i wykończeniem powierzchni. W tej części warsztatu pozwalam sobie głównie na prezentację efektu końcowego — zdjęcia mówią tu znacznie więcej niż szczegółowy opis. Czas na wspomniany wcześniej motocykl. To Indian 741B w skali 1:35 od Thunder Model. I tutaj muszę przyznać — mam wobec tego modelu dość mieszane odczucia. Z jednej strony świetne spasowanie, bardzo wysoki poziom detalu i ogromna liczba części. Sam zestaw to ponad 80 elementów, a po mojej waloryzacji liczba ta wzrosła do około 120 — wszystko w modelu o długości zaledwie kilku centymetrów. Z drugiej strony — bardzo wymagająca obróbka. Każdy element wymagał oczyszczenia z nadlewek, a cienkie rurki były szczególnie problematyczne. Największym wyzwaniem okazał się jednak sam plastik, który był niezwykle kruchy. Zdarzało się, że części pękały w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach. W efekcie sporą część elementów zastąpiłem własnoręcznie wykonanymi częściami z mosiężnych rurek. Model wzbogaciłem także o dodatkowe przewody, siatki oraz detale silnika. Również tutaj znaczącą rolę odegrały markery AK. Motocykl najprawdopodobniej stanie się częścią osobnego artykułu, dlatego na tym etapie ograniczam relację do kilku ujęć. Tym samym wracamy do głównego bohatera — „Kaczki”. Przede mną stanął moment montażu silnika w kadłubie. Ze względu na to, że jednostka napędowa miała być otwarta i wyeksponowana, całość wymagała zupełnie innego podejścia niż to przewidziane przez projektanta. Największym wyzwaniem okazała się gródź ogniowa oddzielająca wnętrze kadłuba od silnika. Element ten był zaprojektowany do montażu „na styk”, co niosło duże ryzyko przesunięć — szczególnie że musiał zostać umieszczony pomiędzy przekładnią a samym silnikiem. Proces montażu wymagał więc bardzo precyzyjnej kolejności działań. Najpierw należało złożyć silnik, umieszczając wewnątrz niewklejoną jeszcze grodź, następnie osadzić całość w kadłubie, a dopiero na końcu precyzyjnie ustawić i zamocować grodź w odpowiedniej pozycji. Postawiłem sobie za cel wykonanie tego fragmentu możliwie najlepiej, zwłaszcza że jest to element w pełni odsłonięty i przyciągający uwagę. I właśnie tutaj rozpoczęła się najtrudniejsza część dotychczasowej pracy. Cały proces zajął mi około dwóch tygodni. Wielokrotnie poprawiałem łączenia — zalewałem je klejem cyjanoakrylowym, odtwarzałem linie podziału, ryłem nowe detale, rekonstruowałem śruby, szlifowałem… i zaczynałem od nowa. Na końcu przyszło malowanie, które w tej konfiguracji okazało się wyjątkowo wymagające. Maskowanie przy użyciu maskolu i taśm wymagało sporej cierpliwości i precyzji. Ostatecznie jednak udało się doprowadzić ten etap do końca. To tyle na dzisiaj. Do następnego. ŁB
    11 punktów
  10. Model w modelu powstaje. Udało mi się zrobić wszystkie główne (będzie jeszcze nieco drobnicy)) elementy składowe dyszy silnika. Za chwilę będzie ich malowanie. Ale najpierw test, czy wszystko ze sobą pasuje zgodnie z założeniami. Tak prezentuje się sekcja złożony cze sobą "na sucho" jedna z piętnastu sekcji elementów dyszy silnika P&W F100 PW 229 w skali 1:48
    10 punktów
  11. Tradycyjnie nowa galeria na nowy tydzień :). Tym razem mały wracker, czyli Chevrolet C60S with Holmes breakdown od polskiego producenta, czyli IBG. To mój pierwszy Chevrolet od IBG i na jak razie ostatni sklejony... ale to tak dobry produkt, że na pewno do niego wrócę. Pojazd uzupełniony o blachy Parta i trochę żywicznych dodatków. Zdjęcia sprzed malowania są gdzieś na dysku... Podstawka jak zwykle własna, a figurki to żywiczne kopie. Z założenia scena przedstawia jak polscy piechurzy mijają kanadyjski pojazd.
    9 punktów
  12. Panowie, wash zrobiony i czołg obity dość mocno, tak więc możliwe, że w trakcie dalszych prac niektóre z tych obić zostaną skasowane, się zobaczy.
    8 punktów
  13. Powoli zbliżamy się do końca. Po zastanowieniu zdecydowałem się zostawić zestawowe oszklenie. Doczytałem jeszcze, że na postoju tylko dolne klapy mogły być wychylone i tak to przerobiłem, Zostały drobiazgi i mam nadzieję wkrótce do zobaczenia w galerii.
    7 punktów
  14. Wszystkie kolory na pokładzie. Miejscami musze porobić niewielkie poprawki i można ruszać z kalkami
    7 punktów
  15. Kolejny szybki update. Pojazd po washu i pierwszej ogólnej zabawie z olejami. Dodałem odbłyśniki na lampach przednich i tylnych, dorobiłem szkło na lustwrkach kierowcy, dodałem na wizjerach folię antyodblaskową, zrobiłem linkę do wciągarki, z tyłu wleciały też karnistry i kolejny przyklejony segment pancerza klatkowego. Chyba będzie to mój pierwszy pojazd bez obić
    7 punktów
  16. Tłusto F-4G dwa pudełka, F-15C z Pustynnej Burzy, kolejny F-4F oraz dwa pudła F-104G...
    6 punktów
  17. Na wstępie dziękuje jeszcze raz Panowie za zdjęcia i pomoc. Nity usunięte. Na dowód zdjęcia z Protagonistą Pozdrawiam serdecznie.
    6 punktów
  18. Kadłub już masz, resztę można łatwo zrobić. Jak będziesz czegoś potrzebował to zgłoś się do mnie. Mam trochę gadżetów do PZL W-3, np:
    6 punktów
  19. Cześć. Po małej przerwie ogarnąłem błotniki i ich mocowania. Tu się okazało, że wersja wczesna miała inne fronty błotników. Nieruchome i okrągłe. Musiałem dorobić. Poza tym doszły grile, haki, koła i czasochłonne gąsienice.
    6 punktów
  20. Malowanie „artystyczne inaczej” też czasem popłaca
    5 punktów
  21. Teraz połówki kadłuba schodzą się idealnie. Przy okazji przymierzyłem się do zastąpienia nieprawidłowego statecznika pionowego jego skorygowaną wersją z zestawu Res-Kit. Pasuje bardzo dobrze: Na ten tydzień to wszystko. Na ciąg dalszy zapraszam w przyszły poniedziałek.
    4 punkty
  22. Do Fiata też zrobiłem sobie podstawkę.Która pasuje również do Bf-110.
    4 punkty
  23. Poprawiłem kilka rzeczy: źle naklejone kalki, antena, za grube obramowanie na spodzie.
    4 punkty
  24. 4 punkty
  25. Bardzo fajny artykuł o historii malowań i oznaczeń powojennych czechosłowackich Avii S i CS92: https://armahobbynews.pl/blog/2026/04/08/avia-s-92-turbina-czeski-odrzutowy-messerschmitt-70083/?fbclid=IwY2xjawRE1H5leHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEexUlgvdpIa22aqxz3jw3jACtSnRr-y8NXqhdJSxsOMnXAEwgZimicG7gFgkg_aem_0-Zp3ErpTzxEcmbDp_p6MQ
    4 punkty
  26. Dla spokoju ducha sprawdziłem jeszcze prawidłowość wymiarów modelu z planami modelarskimi. Pasuje niemal idealnie. Rozbieżności są rzędu 0,5mm co można spokojnie pominąć. I to na razie tyle. Na dalszy ciąg tradycyjnie zapraszam za tydzień.
    4 punkty
  27. Święta za nami, a ja śpieszę donieść co nowego na placu budowy. Tym razem zabrałem się za wannę. Niestety to co dostajemy w zestawie nie do końca jest zgodne z oryginałem i należy wprowadzić kilka zmian i uzupełnień. Przede wszystkim dotyczy to pionowych ścianek za stanowiskami pilota i EWO. W pierwszej z nich trzeba wyciąć otwory, drugą rozciąć, a górną jej część nieco zmodyfikować. Po przeróbkach i wklejeniu ścianki prezentują się następująco: Teraz następna modyfikacja - gniazda mocowania owiewek. Jest to kolejna różnica pomiędzy wersją D a wersjami F i G. W wersji D "zawias" znajdował się z boku jak widać na poniższym zdjęciu: W wersjach F i G owiewki były mocowane w gniazdach od góry: Trzeba te gniazda wyciąć w naszym modelu. Ze względu na ich głębokość, te wycięcia należy przenieść również na pionowe ścianki wanny. Teraz mogłem przystąpić do wykonania imitacji różnego rodzaju instalacji. Od pewnego czasu przekonałem się do stosowania w tym celu cienkiej cyny (0,2 - 0,3mm). Gdy trzeba zrobić coś cieńszego, stosuję wyprostowany drut z oplotu przewodu słuchawkowego. Cyna bardzo dobrze się kształtuje i ładnie układa w różnych załamaniach. Wyszło to jak na zdjęciach poniżej: Czas na fotele. Tu zrobiłem małą hybrydę. Jako podstawę przyjąłem fotel z zestawu Aires. Odlałem drugą sztukę z żywicy i przystąpiłem do modyfikacji. Z Airesa użyłem korpus, zabudowę silnika rakietowego i zagłówek. Uzupełniłem to pasami i podłokietnikami z blaszek Eduarda. Dodatkowo dorobiłem pasy ściągające nogi pilota z folii aluminiowej. Będą jeszcze uchwyty do katapultowania ale wkleję je na końcu po pomalowaniu. Fotele w wannie prezentują się następująco: Ponieważ w przyszły zapiętek planuję złożenie całości i zamknięcie połówek kadłuba, dokończyłem tablicę przyrządów EWO:
    4 punkty
  28. W wolnej chwili podłubałem z kołem zapasowym. Dorobiłem z blaszek taką siatkę mocującą dla niej. Dodatkowo pobawiłem się z oprzyrządowaniem saperskim.
    3 punkty
  29. Test lyzeczkowy nie jest adekwatny bo RC SCC15 wygląda troszkę inaczej Sherman w tle i Whippet malowany AK Real color SCC15. Widać zdjęcie egzemplarza muzealnego i kolor nie koniecznie będzie dobrym
    3 punkty
  30. Hurricane niemalże skończony. Zostało ( podobnie jak w Spitfire) opracować i wydrukować wydechy. Po washach, i śladach eksploatacji - te są niewielkie - raptem kilka obić, odymienia lekkie od KMów i wszystko. Dojdzie jeszcze trochę śniegu i błota na kołach, ale to dopiero jak będę wpasowywał go w podstawkę. Generalnie jestem nawet zadowolony z osiągniętego efektu. Zestaw do łatwych nie należał. I na nieco innym, bardziej kontrastującym tle: Chwilowo robię przerwę od lotniczych tematów - chcę podgonić temat figurek i PAKa-40 skończyć. W międzyczasie będę gromadził materiał do P40 - tutaj chciałbym go zrobić z dodatkami - możliwe, że część rzeczy sam opracuję jako druk 3D.
    3 punkty
  31. Hejka, ładna Czeszka (jak zwykle u naszych sąsiadów ) wyleciała z warsztaciku Historycznie: projekt z 1933, pierwsze serie fabryczne - 1934.
    3 punkty
  32. Witam wszystkich bardzo serdecznie. To moja pierwsza galeria na tym forum i drugi w życiu model plastikowy. Do tej pory zajmowałem się pancerką w kartonie w skali 1:25. Ostatni sklejony przeze mnie karton postanowiłem zwaloryzować i pomalować aerografem i tak doszedłem do wniosku, że już nie ma odwrotu i każdy następny czołg będzie malowany. Do skali 1:35 zawsze ciągnęła mnie duża dostępność figurantów. W 1:25 zakup figurki graniczył z cudem. Tak czy inaczej, stos zeszytów z modelami powoli zastępuję stosem pudełek... z modelami . Zapraszam do oglądania fotek.
    3 punkty
  33. Szczerze, łudziłem się że w tym modelu nic nie skłoni Cię do „poprawiana” czegokolwiek 🫣Ten model ma akurat bardzo ładne spawy… Już kiedyś Ci pisałem skup się na poprawnym czystym klejeniu. Na spawy, faktury, wszelkie ulepszenia przyjdzie czas, za dziesięć dwadzieścia lub jak będzie trzeba za pięćdziesiąt modeli…
    3 punkty
  34. Nie łajam, tylko się odpowiadam :). Przewody zapłonowe otoczone były czarną, lub brązową izolacją. Zwykle na to szła koszulka z miedzianej lub srebrnej plecionki. Ta plecionka potrafiła się brudzić i śniedzieć dając różne efekty kolorystyczne. Zwyczajnie brudnociemnoszary, ale i np. zielonkawo żółty trochę w kierunku ZCY. To na ogół. Wyjątki możliwe, bo kolor kabli i oplotu w żadnym razie nie podlegał regulacjom.
    3 punkty
  35. Cały Łukasz. Nie przygotuje się, nie sprawdzi, tylko maluje jak leci. Pewnie jadł banana i to go zmotywowało. Na szczęście czujni jak zawsze Koledzy. Sami nie wiedzą, ale ziarno niepewności zasieją. Czuwaj!
    3 punkty
  36. !Połączyłem skrzydła z kadłubem. Starałem się tak zrobić, aby jak najmniej przesunięć było i względnie się to udało. Trzeba było kleić na 3 razy, ale jest w miarę równo, więc nie powinno być dużo szpachlowania.
    3 punkty
  37. Znów miłe słowa w sosunku do MC, a tu mamy chyba pierwszy model dwumiejscowego MiG-a-15, w którym zaproponowane malowanie polskiej maszyny odpowiada wersji z modelu. Warto docenić
    3 punkty
  38. W Bytomiu kupiłem starego Jaka 23 KP za 20 zł. Postanowiłem go na szybko zrobić w stylu vintage. Malowany Gunze, a kalki to Modelmaker.
    3 punkty
  39. Celuję mniej więcej w coś takiego: Będzie połysk i widoczne nity.
    3 punkty
  40. Odpowiedź jest taka, że Eduard ma inaczej i nie jest zgodnie z prawdziwym samolotem, a o to pytałeś. Wyraziłem swój podziw dla umiejętnosci ich projektanta, który to wypłaszczenie genialnie maskuje. Co nie zmienia faktu że nie jest wypukłe jak być powinno, bo być nie może, jeśli ma wyjść z klasycznej formy.
    3 punkty
  41. Dwudziesty pierwszy na pokładzie. Bf 109 E-3 Tamiya 1/72, oznaczenia AZ Model, znaki na skrzydłach malowane. Kolejne 3 Emile się robią
    3 punkty
  42. Zdecydowałem się na wariant z zielonymi plamami, bez wielkich światłocieni, ale drobne elementy jeszcze rozjaśnie. Generalnie teraz zaczyna się jak dla mnie najciekawszy etap prac.
    3 punkty
  43. Przeszczep błotników uznaję za udany, pacjent rokuje.
    3 punkty
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.